Co słychać w Winnym Garażu?

_DSC2853 (1)Tarzający się po podłodze labrador bawiący się z małym szczeniaczkiem. Jego siostrzyczka leżąca i przysypiająca na naszych kolanach. Właściciel, choć zabiegamy w ferworze restauracyjnego popołudnia, zawsze znajdzie chwilę, aby przysiąść się i porozmawiać z gośćmi. Otwarta kuchnia pozwalająca podglądać pracę kucharzy. Minimalistyczne, ale urządzone z klasą wnętrze. W takich miejscach zatrzymuje się czas. Siedzimy, jemy, pijemy wino, rozmawiamy, znów sięgamy po sztućce, pijemy kawę, jemy deser choć nie mamy na niego wcale miejsca, a potem wychodząc zastanawiamy się kiedy minęły cztery godziny?!

Wydaje się, że stworzenie takiego miejsca to żadna sztuka. Ale choć pozornie recepta jest oczywista = potrzeba wiele wysiłku + zaparcia + pasji, aby wszystko znalazło się na swoim miejscu, to jednej rzeczy zrobić łatwo się nie da – atmosfery! Może wydajemy się monotematyczni, ale będziemy to powtarzać: każda wizyta Winnym Garażu wywiera na nas ponownie takie samo, niesamowicie pozytywne i budujące wrażenie.

Oczywiście nie obyło się bez małych zakupów u Wojtka. I dziś zabieramy Was do małej apelacji, w której winogrona uprawia raptem kilkunastu producentów. Z każdej strony otoczona przez znaczenie większych i bardziej znanych sąsiadów – regiony Almansa, Alicante i Jumilla. Taka jest własnie Yecla, która słynie z uprawy czerwonego szczepu Monastrell. Ta odmiana, znana we Francji jako Mourvèdre, daje wina, które powinny się podobać Polakom. Zazwyczaj mają potężną strukturę, wysoki alkohol i niny, nie za wysoką kwasowość i potęgę owocu. Taka kombinacja to idealna kompozycja dla podniebień naszych rodaków, którzy lubują się takich konfiturowych, gęstych winach.

Bodegas La Purísima powstała w 1946 roku jako kooperacja kilku miejscowych producentów. Dzisiaj jej głównym walorem jest ponad 100 hektarów obsadzonych przez Monastrell niedotkniętych filokserą. La Purísima Premium 2010 (57 zł) to butelka w którym Monastrell uzupełnione została o Garnachę. Po ręcznym zbiorze i 15 dniach maceracji wino wędruje na 14 miesięcy do francuskich beczek.

Zwykle nie lubimy win o konsystencji babcinej konfitury i nie rozumiemy skąd u innych zamiłowanie do takich butelek. Gdy jednak wino jest dobrze zrobione, podane do pasującego dania i w odpowiednich okolicznościach przyrody, te wątpliwości szybko się ulatniają. O przepięknym, atramentowym kolorze z rubinowymi refleksami. W nosie pachnie suszoną śliwką, lukrecją, wiśniami w likierze. W smaku czujemy, że to wino z południa Europy, alkohol to aż 15%, ale na szczęście jest on dobrze schowany za soczystą owocowością. Do tego pieprzne, ostre taniny, zioła, lakier do paznokci, dym. Nie wyobrażamy sobie jak można pić to wino w gorącym, hiszpańskim klimacie – w polskiej, deszczowej atmosferze to inna bajka. Spróbujcie je do gęsi – podana w Winnym Garażu rolada z kaszą jęczmienną i czerwoną kapustą stanowiła idealnie dopełnienie, podkreślając jego owoc i dając odrobinę więcej świeżości. Choć daleko mu do nieciekawych, przesmażonych Primitivo, to pite solo może być odrobinę za ciężkie. Bardzo dobre-.

Dla tych zaś, którzy nie zamierzają poddawać się nadchodzącej zimie i dzielnie próbują zawrócić jej pochód pijąc białe wina, Winny Garaż ma swoją nowość z Palatynatu. Heinrich Spindler Sauvignon Blanc 2014 pachnie tropikalnymi owocami, a w ustach zaskakuje kwasowością na poziomie niektórych niemieckich Rieslingów. Stąd dobrze pasowało do świątecznej przystawki: śledzia w occie z cebulą i żurawiną. Słoność ryby nie przykryła wina, a kwasowość ładnie uwypukliła strukturę śledzia. Dobre+.

Niby to tylko kilkanaście kilometrów od Warszawy, ale wizyta w Winnym Garażu to przeniesienie się do innego wymiaru. Warto wybrać się w taką podróż, bo pozwala ona naładować akumulatory lepiej niż weekendowy pobyt w ośrodku SPA.