Clos Signadore – spotkanie po latach

By czwartek, 8 września, 2022 0 , , ,

Z Christophem Ferrandisem z Clos Signadore poznaliśmy się kilka lat temu podczas festiwalu RAW Berlin. Jak jednak często powtarzamy, bardzo trudno jest w pełni zrozumieć wina danego producenta nie odwiedziwszy go „u siebie”, w miejscu gdzie one powstają. Skoro więc apartament, w którym nocowaliśmy w okolicach Patrimonio okazał się oddalony jakieś 5 kilometrów od winiarni Clos Signadore (co i tak w miejscowych warunkach przekładało się na jakieś 20 minut szutrową drogą), postanowiliśmy umówić się z Chrisophem na spotkanie.


Historia producenta

Jak wiele miejscowych projektów Clos Signadore nie jest przedsięwzięciem wybitnie wiekowym, zwłaszcza jeśli porównamy je z wieloma posiadłościami z kontynentalnej Francji, z historią sięgającą czasem kilku wieków. Christophe przybył bowiem na Korsykę w 1999 roku i początkowo pracował dla jednej z lokalnych spółdzielni winiarskich. Jednak w 2001 r. rządowa organizacja SAFER (Société d’aménagement foncier et d’établissement rural) zajmująca się wspieraniem różnych projektów związanych z rolnictwem, zaproponowała mu nabycie 4,5-hektarowej posiadłości w okolicach Patrimonio. W kolejnych latach udało się mu dokonać kolejnych nasadzeń, dochodząc obecnie do powierzchni 7 ha. Kolejnym krokiem była renowacja starej owczarni, którą w 2006 roku przekształcono w niewielką, kompaktową winiarnię. Ten fakt, w połączeniu z zakupem 500-litrowych beczek pozwolił Christophowi na wypuszczenie w 2007 roku ambitniejszej linii swoich win, dojrzewających w dębie. Trzy lata później zapadała zaś decyzja o przekształceniu upraw na produkcję organiczną.

Jakby tego było mało, w 2016 roku producent nabył niewielką 2-hektarową działkę (obecnie jest już ona dwa razy większa) na wschodnim wybrzeżu Korsyki. Tereny te obecnie nie są szczególnie cenione winiarsko, za wyjątkiem jednego świetnego producenta, który tam ma swoją siedzibę – Domaine Torraccia. Christophe wyjaśnił nam jednak, że historycznie pochodziły stamtąd bardzo ciekawe wina, produkowane z nieco innych odmian niż te spotykane w pozostałych regionach wyspy. On sam zdecydował się właśnie na rekultywowanie tej tradycji i na jego tamtejszych winnicach znajdziemy bianco gentile, riminese, genovese, minustellu i aleatico.

Spróbowane wina:

Clos Singapore Inizio Blanc 2021

Seria Inizio to wina pochodzące ze wschodniego wybrzeża. W wersji białej mamy tu mieszankę biancu gentile, riminese, genovese i vermentinu, fermentujących razem i dojrzewających jedynie w stali. Pachnie przyjemnie i zwiewnie, białymi kwiatami, ziołami, soczystymi jabłkami i skórką z cytryny. Na podniebieniu mocniej zbudowane niż mógłby to sugerować aromat, nawet lekko kremowe, a przy tym bardzo soczyste i zdecydowanie kwaskowe. Bardzo dobre (90/100).

Clos Signadore A Mandaria Patrimonio Blanc 2021

Drugie wino było kompletnym świeżakiem, zabutelkowanym 2 tygodnie przed naszą wizytą. To już czyste vermentinu fermentujące w stali (krótka maceracja, ale dość powolna fermentacja) i dojrzewające na osadzie przez 10 miesięcy. Pachnie ponownie kwiatami, ale też brzoskwiniami, dojrzałymi jabłkami, cytrynami. Jeszcze lepiej skoncentrowane od poprzednika, delikatnie maślane, a przy tym super świeże, z mineralno-stalowym wykończeniem. Bardzo dobre+ (91/100).

Clos Signadore A Mandaria Patrimonio Rose 2021

Różowy bliźniak poprzedniego wina to dla odmiany czyste niellucciu, powstające jedynie za pomocą bezpośredniego wyciśnięcia gron (bez ich maceracji) i dojrzewające jedynie kilka miesięcy w stalowych zbiornikach. Zapach jest zdominowany przez kwaskowe wiśnie, truskawki, malin i śmietankowy serek. Usta jeszcze młodziutkie, teraz wyraźnie owocowe i kwaskowe, ale w tle bez trudu da się też dostrzec mocny, wręcz kamienny kręgosłup wina. Bardzo dobre+ (91/100).

Clos Singapore Inizio Rouge 2020

Znów wracamy na wschodnie wybrzeże do mieszanki minustellu, aleaticu i niewielkiej ilości vermentinu. Obok kwiatów mamy tutaj kwaskową żurawinę, jeżyny, trochę leśnej ściółki i ziół. W ustach wartkie, kwaskowe, ze szczypiącymi, żywymi taninami, pełne owocu. Lubimy taki lekko nieociosany styl. Znakomite- (92/100).

Clos Signadore A Mandria Patrimonio Rouge 2020

Tu mamy czyste niellucciu, ale już w czerwonej wersji. Fermentacja w stali trwała dość długo (do 45 dni), a następnie również w stalowych zbiornikach wino dojrzewało przez kolejne miesiące. W porównaniu do poprzednika nie tak rozległe, skupione wokół nut ciemnych owoców (głównie wiśni), w aromacie wręcz lekko wycofane. Taniny są przyjemnie żywe, ale nie ma ich w jakimś nadmiarze. Poważne wino, osadzone w miejscu, spokojne w swojej niewymuszonej elegancji. Znakomite (93/100).

Clos Signadore Rouge 2017

Flagowa czerwień producenta to dalej czyste niellucciu pochodzące z dwóch najlepszych parceli winiarza. Tym razem dojrzewanie miało miejsce w 500-litrowych beczkach przez 24 miesiące. Niesamowite wino, przypominające nam niektóre pozycje z hiszpańskiej Riojy ze swoim celowym, delikatnym utlenieniem. Mamy tutaj sporo grzybów, sosu sojowego, ale też suszonych wiśni i już świeżych truskawek. W ustach to nie owoc gra pierwsze skrzypce, zamiast tego mamy raczej drewnianą szufladę z babcinego kredensu, ponownie sporo umami, opadłych liści, leśną ściółkę. Zatrzymane w czasie, niepasujące do obecnych trendów (pełnych owocu), ale przez to jedyne w swoim rodzaju. Znakomite+ (94/100).


Przy swoim dość skromnym sposobie bycia i opowiadania o winach, Christophe wyciąga z miejscowego terroir wszystko, co najlepsze. Poza tym bardzo podobał się nam kontrast pomiędzy jego winami z serii Inizio (bardziej otwarte, pełne werwy), a pozycjami z Patrimonio. Te drugie to wina ze starej szkoły, może trochę przemijającej, ale i z tego choćby powodu wartej poznania.