Zielonogórskie Winobranie A.D. 2018

Ostatni ciepły weekend, zaraz po powrocie z Austrii z degustacji Erste Lagen ÖTW, wykorzystaliśmy na wypad do Zielonej Górze. Jako, że w tym samym czasie rozpoczęło się doroczne Winobranie, postanowiliśmy sprawdzić, jak się zmieniło i po kilkuletniej przerwie wybrać się na tę imprezę. Niestety ponownie się potwierdziło, Winobranie to wciąż wydarzenie w stylu jarmarczno-dożynkowym. Czyli stragany z góralskimi kapciami, kadarką, tanimi winami z Gruzji, „winami” z wiśni i porzeczek, kiełbasą z grilla i pajdami chleba ze smalcem, a pomiędzy nimi (co z tego, że na rynku), nieśmiało wciśnięte stanowiska z lokalnymi winiarzami, którzy prezentują swoje wina. Osoby chcące na poważnie ich spróbować (a tu musimy uczciwie przyznać, że ich jest naprawdę sporo), muszą walczyć o miejsca z podchmielonymi osobnikami pytającymi się, czy „jest jakieś słodkie?”.

Naprawdę, dziwimy się władzom miasta i poniekąd również samym winiarzom, że do tej pory nie zdecydowali się zmienić tego stanu rzeczy. Przecież wystarczyłoby odgrodzić pewną część rynku, ustalić wejściówkę za 20 zł, będącą jednocześnie kaucją za kieliszek i w prosty sposób pozwolić miłośników wina na spokojne degustowanie. Wspomniane kieliszki to drugi z problemów, które zauważyliśmy. Każdy z winiarzy miał co prawda ich niewielki zapas i na naszą prośbę bez problemu je udostępniali, ale większość osób próbuje wina z obrzydliwych, plastikowych naparstków. Nie jesteśmy purystami, czasem pijamy wino i z plastikowych kieliszków, i ze szklanek, czy innych naprędce zorganizowanych naczyń, ale robimy to w sytuacji przypadkowej, wakacyjnej, czy biwakowej. Natomiast organizatorom Winobrania nic nie stoi na przeszkodzie, aby z wyprzedzeniem zapewnić „szkło” do degustacji. Niby to niewiele, ale byłby to kolejny z elementów, który mógłby przełamać klimat tego wydarzenia. A tak, pod względem organizacyjnym (mimo kilku ciekawych pobocznych inicjatywy, jak choćby busy wożące turystów na zwiedzanie winnic), Winobranie negatywnie odstaje od innych winiarskich imprez w Polsce, a co najgorsze nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało się to zmienić.

Jednak gdy przymkniemy oczy na te „niedogodności”, to oczywiście impreza jest świetną okazją do spróbowania win z zachodniej Polski. Prezentują się nam niej wszyscy liczący się lubuscy producenci, a także kilku z obrzeży województwa. Które stoiska powinniście odwiedzić w pierwszej kolejności?

Zacznijcie od wina musującego, a konkretnie od producenta, który w naszej ocenie produkuje najlepsze musiaki w kraju – Winnica Gostchorze. Guillaume Dubois, będący w połowie Francuzem, a w połowie Polakiem, nieopodal Krosna Odrzańskiego posadził 14-hektarową winnicę dedykowaną ściśle winom musującym. Brzmi to jak szaleństwo? W pewnym sensie tak, ale dopiero do momentu, gdy sobie uświadomimy, że okolice Zielonej Góry były na początku XX wieku prężnie działającym ośrodkiem produkcji win musujących, pod względem ilości wypuszczanych na rynek butelek rywalizującym z Szampanią. Gdy przyjrzymy się temu jeszcze głębiej, to warto zwrócić uwagę, że wina bazowe używane następnie do wtórej fermentacji w butelkach, powinny być mocno kwaskowe i niezbyt alkoholowe. W naszym, wciąż kapryśnym i dość chłodnym klimacie, takie parametry wydają się stosunkowo łatwe do osiągnięcia.

GostArt wytrawne 2016 jest oparte głównie o Rieslinga (ok. 90%), z dodatkiem Pinot Gris i Pinot Blanc. Kwaskowe, bardzo orzeźwiające, z nutami jabłek, cytryn i mineralnym posmakiem. Rześkie, ale przy tym w swej istocie poważne i naprawdę solidnie wykonane. W ciemno spokojnie może uchodzić za niezłego francuskiego cremanta. Bardzo dobre (90/100).

Co ciekawe również wino z wyższym, bo 28-gramowym cukrem resztkowym radzi sobie znakomicie. GostArt półwytrawne 2016 ma mocniejszą koncentrację i ciało, w którym przewija się więcej nut maślanych oraz słodkich jabłek. Na uwagę zasługuje kwasowość, która jest dalej na wysokim poziomie. Bardzo dobre- (89/100).

Nie zawiodły nas również wina od chyba największej gwiazdy regionu i jednego z najlepszych winiarzy całej Polski – Michała Pajdosza z Winnicy Jakubów. Michała uwielbiamy nie tylko za styl wytwarzanych win, ale i jego podejście do winiarstwa, które jest bardzo „luzackie” i pozbawione niepotrzebnego stresu. Gdy inni winiarze nerwowo zastanawiali się, czy Winobranie nie utrudni im przeprowadzenia zbiorów, które w tym wyjątkowo suchym roczniku powinny się właśnie zaczynać, jego mama powiedziała nam, że Michał jego obecnie na praktykach w Szampanii i będzie się martwił o zbiory po powrocie.

Winnica Jakubów Albae 2017 to kupaż kilku różnych odmian (Pani Bożena z typowym jak widać dla całej rodziny podejściem przyznała, że nie pamięta dokładnie jakich). Wino ma ładny, aromatyczny nos z akcentami jabłek, cytryn i kwiatów. Na podniebieniu znajdziemy mocną kwasowość i lekką strukturę. Nieskomplikowane, ale od strony technicznej nie mamy mu nic do zarzucenia. Dobre+ (88/100).

Dwa flagowe wytrawne wina Michała to od kilku lat Traminer i Hibernal. Winnica Jakubów Tramino 2017 jest mocniej skoncentrowane od poprzednika, pachnie płatkami róży i owocami liczi. W ustach w pierwszej chwili pojawia się ładna kwasowość, ale w posmaku gdzieś ginie i wino wydaje się delikatnie mdłe. Pomyślelibyśmy o jakimś zastosowaniu kulinarnym, choćby sałatce z delikatnie słodkawym dressingiem. Dobre+ (88/100).

W trudnym dla polskich win, deszczowym roczniku, winifikacja Hibernala przebiegała inaczej niż zwykle. Michał zdecydował się tym razem na dłuższą macerację na skórkach, czego efektem jest wino w stylu przypominającym Sauvignon Blanc. Winnica Jakubów Hibernal 2017 jest kwaskowe, ładnie soczyste, z akcentami porzeczkowych liści, agrestu, skoczonej trawy i suszonej słomy. Na razie wydaje się jeszcze nieco rozchwiane, warto byłoby odłożyć je na półkę do końca roku. Bardzo dobre (90/100).

Pierwszym raz mieliśmy okazję spróbować różu z Jakubowa. Winnica Jakubów „R” Rose 2017 nas nie porwało, bo choć znajdziemy tu nuty różano-wiśniowe, to w ustach brakuje lepszej struktury i mocniejszej wyrazistości. Oprócz niezłej kwasowości, nie ma niestety zbyt wiele struktury. Dobre- (86/100).

Zawsze nam się wydawało, że Michał lepiej radzi sobie w winach białych. Potwierdziło się to i tym razem, bo choć Winnica Jakubów Rondo/Regent 2016 oraz Winnica Jakubów Dornfelder 2016 miały soczytość, to w obu przypadkach struktura i nasycenie były jednak niewystarczające. Oba średnie (84/100).

Za to Winnice Jakubów Solaris 2017 choć ma o połowę mniej cukru resztkowego niż w poprzednim roczniku (tym razem ok. 45 gram), to dalej można w nim znaleźć charakterystyczne nuty morelowe, kwiatowe i miodowe. Mniejszy cukier przedkłada się również na lżejsza strukturę, co może sprawić, że wino stanie się jeszcze bardziej elastyczne kulinarnie. Kuchnia indyjska lub tajska będzie naszym pierwszym wyborem. Bardzo dobre (90/100).

Z winnic, które próbowaliśmy tego dnia po raz pierwszy najbardziej smakowały nam pozycje od Winnicy Żelazny. Rodzina posiada 3-haktary winorośli na terenie Winnicy Samorządowej w Zaborze, w jej centralnej, najwyższej części.

Pierwsze spróbowane wino Winnica Żelazny No. 1 2017, to kupaż Solarisa i Muscarisa. Jest delikatne, z nutami kwiatowymi i mgnieniem moreli, dobrą kwasowością i soczystym finiszem. Dobre- (86/100).

Już czysty Solaris przywitał się z nami w Winnica Żelazny No.2 2017. Ta pozycja jest bardziej świeża, niż poprzednik, ma też lepszą strukturę i koncentrację. Dobre (87/100).

Jedyne zaprezentowane wino z Vitis vinifery to Winnica Żelazny R 2017. Ten Riesling jest silnie kwaskowy, z nutami cytrynowo-jabłkowymi, kończącymi się delikatnie mineralnym finiszem. Przyjemne, choć stktura mogłaby być mocniej zarysowana. Dobre+ (88/100).

Z dwóch pozycji z odmiany Regent bardziej przypadł nam do gustu to starsze, Winnica Żelazny No. 5 2016. Przyjemnie poukładane, z akcentami wiśni i podsuszanych śliwek. Choć zamiast beczek, użyto tu jedynie dębowych wiór, to nie znajdziemy  suchych tanin, które są często efektem takiego zabiegu. Nie ma również akcentów warzywnych, które w przypadku Regenta są zbyt częstym, nieprzyjemnym dodatkiem. Dobre- (86/100).

Wciąż (przyznamy bez większych nadziei) trzymamy kciuki, za kolejne edycje Winobrania. Choć od czasów naszego dzieciństwa impreza i tak znacząco zmieniła swój wydźwięk, to jednak jest jeszcze dużo do zrobienia. Do pracy, szkoda tracić czasu!