Wybuchowe wina spod wulkanów

Wiele mówi się o roli słynnego terroir, szczególnie wyodrębniając z niego wpływ gleby, na której rosną winorośla, na smak wina. W zasadzie pogląd bezpośredniego przełożenia np. minerałów z podłoża na krzewy, dawno przestał być tak zero-jedynkowy. Dziś bowiem wiemy, że są to znacznie bardziej złożone procesy i wymagają wielowątkowej analizy. Jak więc do tego podchodzić?


Oczywiście nadal są miejsca, gdzie ten wpływ podłoża, na którym wyrastają winorośle jest łatwiej wyczuwalny, wręcz namacalny. Ta pewna mroczna materia, mineralność (ale nie taka stalowa, bardziej ciemna, lawowa), wysoka kwasowość, mocna struktura, soczysty owoc – to zwykle łączy wina spod wulkanów.

Jeszcze kilka lat temu wydawało się nawet, że tzw. wulkaniczne wina mogą stać się nową „modą” w winnym świecie, przyrównywaną dziś choćby do tych pomarańczowych, czy pet-natów. Duży wkład w ich promocję ma John Szabo MS, autor ciekawej książki „Volcanic wines” i organizator festiwalu im dedykowanego. Niestety, mimo jego sporych wysiłków pozostaje to wciąż niszowa kategoria.

Ten może i nieco zakurzony temat postanowił ostatnio odświeżyć Maciek Świetlik, który poprowadził degustację podczas tegorocznego zlotu blogerów (na czas pandemii nazwanego Wino Forum).

Zaprezentowane wina:

Suavia Massifitti Trebbiano di Soave IGT Veneto 2017 (99 zł, Vininova)

Gdy tworzymy listę listę wulkanicznych terroir, raczej nie przychodzi nam na myśl Soave. Jednak nie dlatego, że nie doceniamy tamtejszych win (pozycje od takich tuzów, jak Pieropan, Anselmi, czy Inama to wina klasy światowej), ale jednak Soave nie bywa jednoznacznie kojarzone z wulkaniczną glebą. Okazuje się, że to błąd, bo w ramach apelacji Soave Classico (zwłaszcza jej wschodniej części) znajdziemy sporo pozostałości po niegdysiejszych wulkanach.

Mamy tutaj nietypową dla Soave odmianę garganega, ale trebbiano di soave (stąd butelka jest oznaczona jedynie jako wino regionalne z Veneto). Jest niezwykle aromatyczne, pachnie tropikalnymi owocami (głównie ananas), ale na gęstej maślanej podbudowie. Na podniebieniu bardzo strukturalne, mocno osadzone, kwaskowe, z ciekawym, migdałowym finiszem. Podobało się nam napięcie i skumulowana energia zawarta w tym winie. Bardzo dobre+ (91/100).

Pietracupa Greco di Tufo 2015 (76 zł, Wine and You)

Położone na północ od Neapolu tereny wokół Avelino i Tufo, to już miejsce kojarzące się z wulkanem znacznie bardziej niż Soave. Wszak niedaleko stąd do Wezuwiusza, chyba najsłynniejszego wulkanu Europy. Greco to odmiana rozpowszechniona w południowej części Włoch, a jak wskazuje sama nazwa prawdopodobnie greckim pochodzeniu. Może powstawać w owocowym stylu, ale i dobrze znosi dojrzewanie w beczkach. Spróbowana przez nas butelka reprezentuje pierwszą kategorię.

Słodkawe, pachnące gruszkami, czy wręcz konfiturą z tych owoców. Po chwili do tej owocowości dochodzi również sporo ziół. Na podniebieniu jakby delikatnie utlenione, z orzechowym posmakiem. Bardzo ekstraktywne, pełne, ale zachowujące również odpowiedni poziom świeżość. Bardzo dobre (90/100).

Anselmo Mendes Biscoitos Verdelho Magma 2018 (160 zł, Altantika)

Azory oraz Wyspy Kanaryjskie to ostatnio gorące miejsca na winiarskiej mapie. Oba archipelagi mają wulkaniczne pochodzenie, co w połączeniu z autochtonicznymi odmianami winorośli, a także pewną tajemniczością i egzotyką sprawiają, że tutejsze wina zyskują coraz większą popularność (choć powstają w niemal aptekarskich ilościach). Ta butelka stanowi owoc kooperacji miejscowej spółdzielni i Anselmo Mendesa, znanego winemakera z kontynentu, słynącego z produkcji wybitnych Vinho Verde.

W ramach ciekawostki warto też wiedzieć, że winorośle rosną na Azorach na malutkich działkach, grodzonych skalnymi murami, które mają chronić krzewy przed silnymi wiatrami.

by www.portugalist.com

To azorskie wino jest jeszcze mocniej maślane i ekstraktywne od poprzednika, ale też zdecydowanie bardziej morskie, słone, niż wulkaniczne. Surowe, nawet zamknięte, ale znów ta wewnętrzna struktura, gęstość, napięcie i naprężenie daje fenomenalny efekt. Znakomite (93/100).

Sigalas Santorini 2019 (138 zł, Eurofoods)

Santorini to akurat miejsce, które jako jedno z pierwszych bywa kojarzone z terminem „wina wulkaniczne”. Niestety w ślad za tą popularnością, napędzaną również turystyką, idą też regularnie rosnące ceny butelek z wyspy Thera. Sigalas to jeden z najważniejszych miejscowych producentów, słynący ze swoich win z odmiany assyrtiko (w tym przypadku mamy wersję z dojrzewaniem w stali).

Praktycznie bez nosa, bez aromatu, ale wszytko dzieje się tutaj w ustach. Na podniebieniu łapiemy cytrynową, intensywną kwasowość, niesamowicie potężny ekstrakt i olbrzymią słoność. Ma się wręcz wrażenie, że wino jest doprawione słoną, morską wodą. Mineralność jest potężna, wino aż cierpkie w długim finiszu. Fantastyczne. Znakomite+ (94/100).

Suertes del Marqués Valle de la Orotava Vidonia 2018 (139 zł, El Catador)

Skoro była mowa o Kanarach, to czas na pochodzące stąd wino. Dokładnie lądujemy na Teneryfie, a w butelce znajdziemy odmianę listan bianco (tożsamą z palomino, które znamy z sherry). Winorośle rosną w unikatowym systemie upraw zwanym cordón trenzado, gdzie kilka ramion winorośli wiązanych jest razem, co ponownie ma chronić je przed złamaniem, w obliczu mocnych wiatrów wiejących na wyspach.

by www.escapementmagazine.com

Chyba najbardziej „wulkaniczne” w wyrazie wino ze wszystkich spróbowanych. Czuć wręcz siarkę, wulkaniczne wyziewy, ale i sporo umami, nut orzechowych. Na podniebieniu nie bierze jeńców, to pozycja nie dla każdego, trzeba lubić takie wina uderzające z siłą kowalskiego młota. Znakomite- (92/100).

Ciro Biondi Etna Bianco Pianta 2016 (199 zł, Vini e Affini)

Bez wątpienia Etna to najsłynniejsze wulkaniczne terroir świata. Tutejsze wina najbardziej przyczyniły się do odkrycia pełni potencjału wulkanicznej gleby. Zresztą na zboczach Etny (dodajmy wciąż aktywnego wulkanu) winorośle często rosną wprost na czarnej, zastygłej lawie. Połączenie krzewów i tego podłoża jest po prostu dosłowne.

W składzie naszego wina znajdziemy odmiany carricante, cataratto i minnella, które fermentowały częściowo w stali, a częściowo w baryłkach i 500-litrowych tonneaux.

To znów wino przepięknie rozbudowane w nosie, pachnące morelami, brzoskwiniami, ale i kwiatami. Co jednak ważne, to przy tym bardzo aromatycznym obliczu cały czas zachowuje świeżość. Na podniebieniu nieoczywiste, pachnące bardziej jak czerwone wino (róże, fiołki), również dość mocno oksydowane, z długim wytrawnym finiszem. Nieszablonowe. Bardzo dobre+ (91/100).

Béla Fekete Somló Juhrfark Aranyhegy-dulo 2012

Béla Fekete, zwany po prostu „wujkiem Bela” to węgierski winiarz, który przez lata produkował butelki uważane za wzór klasycznego, tradycyjnego stylu win z Somló. Niestety w 2014 roku, niemal 90-letni wówczas Bela sprzedał swoją 4-hektarową winnicę oraz winiarnię trójce przyjaciół: Ákosowi Dölle, Györgiemu Emmert i Gáborowi Riesz. Dlatego prawdziwymi rarytasami są obecnie wina, które jeszcze wyszły spod ręki legendy.

Samo Somló to mały region, obejmujący łącznie około 850 hektarów rozciągniętych w pierścień na zboczach tego wygasłego wulkanu dominującego nad miejscowym krajobrazem.

Wszystkie wina od Beli mają tak charakterystyczny rys osobowości tego winiarza, że trudno je pomylić z czymś innym. Mamy nuty grzybowe ale i mirabelki, obierki jabłek, nuty jesiennych przetworów kuchennych. Sporo w nim utlenienia, choć usta pozostają mocno kwasowe i mineralne, kończą się zaś intensywnym, długim finiszem. Nie jest to wino łatwe, ale w swoim stylu świetne. Bardzo dobre+ (91/100).

Suertes del Marqués Valle de la Orotava El Esquilón 2015 (89 zł, El Catador)

Wracamy na Kanary, ale tym razem mamy wino czerwone z autochtonicznej dla archipelagu odmiany listan negro (bardziej znanej z Chile, gdzie zwieźli ją konkwistadorzy i pod nazwą pais używana jest do produkcji masowych, prostych win stołowych), którą uzupełnia tintilla. Krzewy tego pierwszego szczepu mają 80 lat.

W aromacie mieszają się aromaty czerwonych owoców (dojrzałe truskawki) i warzywnego bulionu (seler). Za to na podniebieniu mocno porzeczkowe, z lekką strukturą i długim, kwasowym finiszem. Całość dość dzika, trochę niepoukładana, ale też przyjemnie wibrująca w ustach. Czuć wyraźne naturalistyczne zacięcie winiarza. Bardzo dobre+ (91/100).

Feudi di San Gregorio Lacryma Christi del Vesuvio Rosso 2019 (53 zł, Vininova)

Czas na czerwień z Kampanii z odmian piedirosso oraz aglianico. Apelacja Lacryma Christi del Vesuvio (łzy Chrystusa spod Wezuwiusza) nazwę swoją wzięła od legendy, zgodnie z którą Chrystus wstępując do nieba ujrzał Zatokę Neapolitańską i urzeczony jej pięknem uronił łzę, która po opadnięciu na ziemię dała początek tutejszym winoroślą.

Niesztampowe, o wyrazistych nutach dzikich czerwonych owoców (maliny i jeżyny), z dodatkiem różanych oraz przyprawowych akcentów. Niezbyt skomplikowane, ale w czystym, nieprzekombinowanym stylu, który bardzo lubimy. Bardzo dobre- (89/100).

Ciro Biondi Etna Rosso Contrada San Nicolò 2017 (189 zł, Vini e Affini)

W przypadku czerwonych win z Etny mieliśmy w składzie lokalną królewską odmianę nerello mascalese, tutaj (jest bardzo częstym zabiegiem) uzupełnione o 20% nerello cappuccio. Nieszczepione winorośla rosną w gminie Trecastagni, w contradzie (rodzaj wydzielonych podstref w poszczególnych gminach) San Nicolò. Po fermentacji wino dojrzewa 18 miesięcy w używanych 225-litrowych baryłkach i dwa razy większych tonneaux.

W winach z Etny lubimy ich lekkość i soczystość połączone oczywiście z fenomenalną, stalową architekturą. Tutaj mamy archetypowy przykład takiego stylu. Wiśniowo-żurawinowe, zwiewne, skromne, ale oczywiście zdecydowanie kwaskowe. W ustach strzeliste, wyciągnięte, ale i dające mnóstwo przestrzeni, w której rozwija się ten świeży owoc. Po kilku chwilach w kieliszku pojawiają się również przyprawy (liść laurowy, suszone oregano). Znakomite (93/100).


W winnych sklepach nie znajdziecie osobnej półki poświęconej „winom wulkanicznym”, ale zachęcamy Was do wyrobienia sobie własnego zdanie na temat rzeczywistego wpływu wulkanicznego podłożona na smak tych win. Takie nazwy jak Etna, Santorini, Wyspy Kanaryjskie, czy Azory warto zapamiętać i dopytywać o tamtejsze butelki.