Winnice Wzgórz Trzebnickich – technika i pasja

Choć wina Rafała znamy od dawna, to do tej pory nie nadarzyła się jeszcze okazja, by odwiedzić go w winiarni i spokojnie zdegustować wina bez tłumów. Ostatnio wszystko dobrze się złożyło i podczas rodzinnego weekendu we Wrocławiu, postanowiliśmy w końcu zajechać na Wzgórza Trzebnickie.


Winiarz-naukowiec

Odnosimy wrażenie, że zbyt wielu polskich winiarzy wciąż porywa się na produkowanie wina bez stosownego merytorycznego przygotowania. Na pewno nie można tego zarzucić Rafałowi. Podczas ponad 3-godzinnej wizyty zasypywał nas taką ilością technikaliów, że niejednokrotnie tylko kiwaliśmy głowami, starając się zachować mądry wyraz twarzy i nie dać po sobie poznać, że nie znamy się na tych wszystkich niuansach. (uśmiech) Widać, że wina są dla niego nie tylko pasją, której zresztą oddaje się bez reszty, ale też podchodzi do nich jak swoistej gałęzi nauki, gdzie liczy się również wiedza i doświadczenie.

Rafał z równym zaangażowaniem zagłębiał się w opowieści o poszczególnych elementach winifikacji, wyjaśniał nam swój nowy pomysł na cięcie winorośli, który wprowadza na winnicy. Takie połączenie w jednej osobie zapalonego winogrodnika, z ciągle eksperymentującym winemakerem to gwarancja tego, że spod jego ręki wychodzą prawdziwe perełki.

O jego pozytywnym zafiksowaniu najlepiej świadczy też anegdota opowiedziana przez wspólnego znajomego Grześka, który specjalnie dla Rafała będąc na nartach we Włoszech, załatwiał mu wosk do ochrony korka od tego samego producenta słynnej winiarni Foradori w Trydencie.

Unikalne terroir

Wzgórza Trzebnickie to pas niewielkich wzniesień ciągnący się kilkanaście kilometrów na północ od Wrocławia, od Wińska na wschodzie, przez okolice Trzebnicy, aż po Oleśnicę. Mają one polodowcowe pochodzenie i wznoszą się pomiędzy pradolinami Odry oraz Baryczy, przez co jest tutaj bardzo wietrznie (sami doświadczyliśmy tego spacerując z Rafałem po jego winnicy) i nieco chłodniej niż choćby w samym Wrocławiu, czy Oleśnicy. Przez to z jednej strony winogrona są mniej narażone na choroby grzybicze, z drugiej sezon wegetacyjny jest wydłużony, owoce mają więc możliwość dojścia do optymalnej dojrzałości. Atutem winnicy Rafała jest też lessowa gleba, która bardzo dobrze magazynuje wodę, co jest istotne w coraz częstszych, suchych i gorących latach.

Wirtuoz w piwnicy

Choć piwnica Rafała może nie jest imponujących rozmiarów (wkrótce planowane jest rozpoczęcie budowy nowej, znacznie większej), to można powiedzieć, że wyciska z niej maksimum możliwości. Imponująca jest zwłaszcza sekcja beczkowa, zawierająca kilkanaście baryłek sprowadzanych z Burgundii (Rafał jest wielkim zwolennikiem dojrzewania wina w beczkach). Oczywiście nie chodzi tutaj o nabywanie przez nie dębowych nut, bo beczki są używane, kilkuletnie, ale o mikrooksydację, która daje winom lepszą strukturę i złożoność. W beczkach dojrzewają również produkowane przez niego wina, dłużej macerowane na skórkach.

Rafał bardzo dobrze odczytuje obecne rynkowe trendy, czego najlepszym dowodem jest wyprodukowanie w 2020 roku bodajże sześciu różnych pet-natów (będą dostępne w sprzedaży od kwietnia). Z drugiej strony nie spieszy się z wypuszczaniem na rynek innych win, cierpliwie dając im czas na dojrzewanie i ułożenie się, co jest szczególnie istotne dla czerwieni, często w Polsce butelkowanych zdecydowanie za wcześniej, gdy wino nie miało szans, by w spokoju dojrzeć.

Spróbowane wina:

Większość degustowanych win pochodziło z beczek albo stalowych zbiorników, co zaznaczamy przy każdej z opisywanych pozycji, nie oceniając ich też punktowo.

Winnice Wzgórz Trzebnickich Pinot Noir Chardonnay 2014

Jak przyznał Rafał, wino miało zostać wypuszczone na rynek wcześniej, ale w którymś momencie przez natłok pracy zapomniał o planowanym terminie butelkowania, a później postanowił potrzymać je już znacznie dłużej na osadzie (łącznie było to ok. 5 lat). To pozycja kontemplacyjna, pachnąca orzechami, suszonymi figami, skórką jabłek, mocno drożdżowa. Za to na podniebieniu wciąż sprężysta, z delikatnie drewnianym posmakiem. Warto ją degustować w kieliszkach szerszych, niż te zwykle używane do musiaków, bo ładnie rozwija się po kilku minutach napowietrzenia. Znakomite- (92/100).

Winnice Wzgórz Trzebnickich Gewürztraminer 2020 (próbka ze stalowego zbiornika)

Po odmianie można by się spodziewać większej aromatyczności, ale nam taka mniej ekspresyjna wersja bardzo się spodobała. Po zaledwie mignięciu płatków kwiatów, na pierwszym miejscu znajduje się zdecydowana kwasowość i mineralność. Zamiast duszności będącej udziałem wielu traminerów, tutaj mamy życie i soczystość.

Winnice Wzgórz Trzebnickich Chardonnay 2020 (próbka z beczki)

Wino jest w beczce od dwóch miesięcy i na razie smakuje kwaskowymi jabłkami, cytrynami. Na podniebieniu również intensywnie kwaskowe, stanowcze. Widać, że na początku swojej drogi, ale też czuć w nim potencjał.

Winnice Wzgórz Trzebnickich Chardonnay Riesling 2020 (próbka z beczki)

Owoce były macerowane ze skórkami przez 2 tygodnie, a wino od początku grudnia dojrzewa w dębie. Jest owocowe (gruszki i słodkawe jabłka), z dodatkiem suszonej trawy i zielonej herbaty. Garbniki choć obecne, ładnie wtapiają się w całość, nie wystając ponad strukturę wina.

Winnice Wzgórz Trzebnickich Gewürztraminer 2020 (próba z beczki)

Rafał przyznał, że nie jest fanem macerowanych win z tej odmiany, ale zdecydował się je zrobić, bo w roczniku 2020 owoce miały wyjątkowo wysoki poziom kwasowości. Na razie wino jest mocno owocowe, jabłkowe, z dodatkiem konfitury z płatków róży. Skoncentrowane, nieco obłe, ale nie tracące świeżości i energii.

Winnice Wzgórz Trzebnickich Pinot Gris 2019

Pomarańczowy Pinot Gris od kilku lat jest jednym ze znaków rozpoznawczych Rafała. W 2019 roku był macerowany przez 4 tygodnie, a obecnie pachnie truskawkami i płatkami kwiatów. Dość delikatny, ładnie aromatyczny, z drobnoziarnistymi taninami. Bez wątpienia jedno z lepszych polskich win pomarańczowych jakie próbowaliśmy. Bardzo dobre+ (91/100).

Winnice Wzgórz Trzebnickich Pinot Noir 2019 (próbka ze stalowego zbiornika)

Jeszcze młodziutki, pełen soczystej, energetycznej owocowości (wiśnie i truskawki), z dodatkiem płatków czerwonych kwiatów. Oczywiście wciąż się układa, ale potencjał jest piękny.

Winnice Wzgórz Trzebnickich Pinot Noir 2017

O tym, że polskie pinoty mogą pięknie dojrzewać przekonała na degustacja kilku odrobinę starszych roczników. Zaczęliśmy od 2017 roku, który w swoim wyrazie przypominał nam niemieckie spätburgundery. Wino było leśne, ciemne, z nutami suszonej żurawiny, żwiru, roztartej w dłoniach ziemi, jedynie delikatne wykończone waniliowym posmakiem. Bardzo dobre+ (91/100).

Winnice Wzgórz Trzebnickich Pinot Noir 2015

Tu mamy już zupełnie inne wino, idące w stronę wiśni i pestek. Dość szczupłe, kwaskowe, ale struktura nadal jest obecna, nie czuć w nim żadnego zmęczenia. Całość ładnie się zazębia, kończąc się leśnym posmakiem. Znakomite- (92/100).

Winnice Wzgórz Trzebnickich Pinot Noir 2018

Znów coś innego – owoc jest słodszy, idący w stronę lekko podsmażanych wiśni. Obok nich pojawia się lukrecja i przyjemna pieprzność. Choć wino ma 14% alkoholu, to jest on ładnie zintegrowany. W finiszu pojawiają się też zaskakująco mocne (jak na pinota) taniny. Bardzo dobre+ (91/100).

Winnice Wzgórz Trzebnickich Regent 2018 (próbka ze stalowego zbiornika)

Jeśli potrzebujecie odtrutki na często spotykane w polskich winach aromaty warzywne, to mamy dla Was remedium. Ten regent zadaje kłam stereotypowemu obliczu odmiany, pachnąc ciemnymi owocami (dojrzałe wiśnie i śliwki), z dodatkiem akcentów ziemistych, suszonych ziół. Wszystko przez umiejętną winifikację, bo wino najpierw na 13 miesięcy trafiło do beczek, a teraz dalej odpoczywa w stali.

Winnice Wzgórz Trzebnickich Rondo 2018 (próbka ze stalowego zbiornika)

Podobną drogę przeszło rondo i tutaj również króluje owoc, w tym wypadku są to wiśnie, maliny i truskawki. Bardziej zwiewne do regenta, przyjemnie świeże. Powinno idealnie pasować do pizzy, albo makaronów w pomidorowych sosach.


Podczas zeszłorocznego festiwalu Polskie Korki w SPOT. apelowałem do polskich winiarzy, by nie bali się używać beczek, że nadszedł ten moment, w którym warto postawić na dłuższego dojrzewanie win w dębie, również dla bieli. Tymczasem Rafał już dawno antycypował ten pomysł, doprowadzając go niemal do perfekcji.

Po kilku rozczarowaniach odnośnie polskich win, na przestrzeni ostatnich miesięcy, wizyta u Rafała na nowo tchnęła w nas nadzieję, że rodzime winiarstwo podąża dobrą drogę. Oby tak dalej!

Jeśli chcecie nabyć wina Rafała, najlepiej napiszcie bezpośrednio do niego przez Facebooka, szukajcie też jego butelek w sklepach winiarskich.