Winnica Tarjányi w La’Bor

By sobota, Kwiecień 2, 2016 0 , , , ,

IMG_7569Winiarnia i restauracja Borpince oraz klubowiniarnia La’Bor to miejsca obowiązkowe na mapie Warszawy dla tych, którzy chcą spróbować dobrej węgierskiej kuchni. Kilka razy mieliśmy przyjemność udać się tam na kolację i nigdy nie wyszliśmy zawiedzeni. Jeśli jednak nie mamy do czego przyczepić się w sferze kulinarnej, to niestety zupełnie nie potrafimy zrozumieć koncepcji degustacji, które są w tym miejscu organizowane.

Właściciele chyba nie chcą zrozumieć, że przychodzący na degustację fani wina nie mają na celu po prostu się go napić, ale przede wszystkim posłuchać o danym winiarzu, dowiedzieć się czegoś o metodach produkcji, historii producenta, jednym słowem poczuć klimat miejsca z którego przyjechały butelki. Sprowadzenie degustacji do rozlewania kolejnych win do kieliszków, z możliwością zamienienia z „prowadzącym” (słowo celowe wzięte w cudzysłów) kilku słów przy tej okazji (a należy się spieszyć, bo przecież w kolejce czekają następne osoby), wypacza sens takiego spotkania. Pominiemy milczeniem fakt, że przy podejściu po któreś z kolei win usłyszeliśmy, że niestety się już skończyło. Niestety, miejsce, które ma niewątpliwy potencjał zupełnie zaprzepaszcza swoją szansę.

Czego więc nie dowiedzieliśmy się podczas degustacji, spróbowaliśmy nadrobić sami. Winnica Tarjányi powstała stosunkowo niedawno, bo w 2009 roku, w węgierskim regionie Eger, a obecnie zajmuje 13 hektarów. Sam Eger, region leżący kilkadziesiąt kilometrów na południowy-zachód od Tokaju, stanowi bardzo lubiany cel podróży naszych rodaków. Niestety jego wizerunek został skrzywdzony w czasach komunizmu, który z flagowego winu regionu Egri Bikavéra, zrobił produkt kojarzony z najniższymi półkami sklepów. Miejscowi winiarze potrzebowali czasu, aby na nowo podnieść jakość produkowanych butelek i przekonać do siebie konsumentów. Winorośle uprawia się na ponad 5 tysiącach hektarów, z czego około 60% obsadzonych jest przez odmiany czerwone. Dominuje Kékfrankos (czyli znany z Austrii Bläufrankisch), obok niego sadzi się typowe dla Środkowej Europy szczepy Portugieser, Zweigelt, Kadarka, ale i odmiany międzynarodowe: Cabernet Franc, Cabernet Sauvignon, Merlot, Syrah, na czele ze osiągającym coraz lepsze rezultaty Pinot Noir. Jeszcze większa różnorodność panuje wśród białych szczepów. Możemy tu spotkać takie odmiany jak Leányka, Olaszrizling, Rajnai Rizling (Riesling Reński), Furmint, Pinot Blanc i Gris, Chardonnay, Muscat Ottonel, Traminer.

IMG_7571Rozpoczęliśmy od wina musującego, czy raczej perlistego. Dwutlenek węgla nie pochodzi w nim z fermentacji, a został do wina wtłoczony mechanicznie. Tarjányi Igazgyöngy 2014 (44 zł) to kupaż Chardonnay, Bianca, Traminer, Cserszegi Fuseres i Sauvignon Blanc. Jest bardzo lekkie, z delikatnymi nutami kwiatów, niedojrzałych jabłek i cytryn. Niestety bąbelki bardzo szybko uciekają, a wtedy wino wiele traci ze swojej świeżości, stając się puste. Średnie-.

Kolejnymi pozycjami była dwa wina z rzadko spotykanej odmiany Bouvier. Badania dowodzą, że prawdopodobnie powstała ona ze skrzyżowania któregoś z Pinotów z niezidentyfikowanym szczepem (być może Muscatem). Można ją spotkać na Węgrzech, w Austrii, Słowacji i Słowenii. Ze wspomnianym Muscatem dzieli zazwyczaj aromaty słodkich owoców, miodu i kwiatów. Jak pisaliśmy nie dane nam było spróbować Tarjányi Bouvier 2014 (46zł), udało się nam natomiast załapać na wyższą etykietę Tarjányi Bouvier Superior 2014 (56 zł). Dawno nie trafiliśmy na wino, które mimo różnych zabiegów (intensywne natlenianie poprzez kręcenie kieliszkiem, ogrzewanie), praktycznie nie pachniało. Jedynie w oddali, niemal na granicy horyzontu postrzegania, zdawało nam się, że łapiemy nikłe nuty kwiatowe. Również w ustach bez wyrazu, smakujące jak woda z dodatkiem kilku kropli soku z cytryny. Kiepskie-.

IMG_7576Po tych dwóch butelkach byliśmy pełni obaw, ale na szczęście czerwone wina stały już na wyższym poziomie. Jako pierwszy został nam nalany Pinot Noir, ukrywający się pod węgierską nazwą – Tarjányi Nagyburgundi 2012 (74 zł). W nosie z nutami świeżych wiśni uzupełnionych o akcenty płatków kwiatów. W ustach lekkie, finezyjne, z przyjemnie soczystym owocem i szczypiącymi, żywymi taninami. Idealne wino na wiosenną porę, stanowiące pomost między czerwonymi butelkami, które rozgrzewały nas zimą, a białymi, które będą nas orzeźwiały w upalne lato. Dobre+.

Turán to koleja lokalna odmiana, na którą niezmiernie rzadko można trafić w butelkach. Po nazwą Agria jest ona za to uprawiana w Ameryce Północnej (w USA i Kanadzie). Tarjányi Turán 2012 (66 zł) pachnie z jednej strony bardziej słodko od swojego poprzednika, z drugiej jednak aromat jest mniej wyraźny, wycofany. Usta rozpięte są pomiędzy wysoką kwasowością i mocnymi taninami. Do tego mamy tu dojrzałe, lekko podsuszane śliwki. Niestety wino nie ma zbyt wiele ciała, przez co suche taniny przesłaniają praktycznie cały widok. Zdecydowanie należy podać do niego jedzenie, na przykład sprawdzający się bezbłędnie w takich chwilach wołowy stek. Dobre.

IMG_7577Na sam koniec mieliśmy okazję spróbować i porównać dwa Bikavéry. Tarjányi Egri Bikavér 2011 (66 zł) zawiera w sobie Kékfrankosa, Merlota, Blauburgera i Pinot Noir. Okazało się najlepszym winem wieczoru, z ładnie zaakcentowanym, podsmażonym owocem w postaci dojrzałych wiśni i śliwek. Do tego pojawiały się nuty tytoniu, dymu z ogniska. W ustach najpierw do głosu dochodzi wysoka kwasowość, która płynnie zmienia się w akcenty czereśni i malin, wszystko zaś kończy się zaakcentowanymi, ale nie przysłaniającymi odbioru taninami. Ładnie zbudowane, owocowe wino oprawione w elegancką, beczkową teksturę. Dobre+. Mniej smakował nam Tarjányi Egri Bikavér Superior 2012 (81 zł). Tutaj owocowość była zbyt zielona. Do tego można było znaleźć akcenty szminki do ust i perfum. Usta zbyt lekkie. Widać niedojrzałą owocowość, która nie potrafiła zagrać z wysoką kwasowością. Wino rozbujane, rozchwiane. Średnie+.

Mimo niezbyt pozytywnego wrażenia, które wywołały wspomniana oprawa tej degustacji i białe butelki, dobrnęliśmy szczęśliwie do jej końca, a przy Pinot Noir i Egri Bikavérze nawet z uznaniem cmokaliśmy i kiwaliśmy głowami. Trzymamy jednak kciuki, aby format tych spotkań uległ zmianie, bo szkoda marnować potencjał tego urokliwego miejsca.