Winne Wtorki – rustykalna Frankovka 2011

Do tej pory Morawy kojarzyły się nam z kiepskim winem, kupionym w markecie podczas ubiegłorocznej wycieczki do Pragi. Dziś mamy okazję by zweryfikować te doświadczenia, z okazji tematu Winnego Wtorku. W Warszawie nie tak łatwo było zakupić wino z tego regionu. Byliśmy odsyłani z kwitkiem z kilku znanych nam winiarni. Jeden ze sprzedawców powiedział nam nawet, że w Czechach nie rozróżniają cen hurtowych i detalicznych, stąd import wina od naszych południowych sąsiadów nie jest atrakcyjny.

Rzutem na taśmę, udało się nam trafić na butelkę wina Frankovka 2011 od Chateau Bzenec w Piotrze i Pawle (23,99 zł). Nazwa producenta nas rozbawiła; przypomina takie twory znane z naszego piłkarskiego podwórka jak Arsenal Krowia Góra, czy FC Krapkowice :).

Frankovka to czeska nazwa szczepu znanego szerzej pod nazwą Blaufränkisch, uprawianego w całej Europie Środkowej (Bałkany, Niemcy, Słowacja, Czechy, Austria). Daje on zazwyczaj lekkie, owocowe wina, o dość silnie kwaskowym charakterze.

W kieliszku wino ma kolor dojrzałych, czerwonych malin, jest transparentne. Lekkie, nie ma dużo ciała, więc na kieliszku nie zostawia łez. Nie jest też zbyt mocne, zawiera 12,5% alkoholu. W nosie wyczuwamy wiśnie z wyraźnymi szypułkami, maliny, nuty liściaste – wino jest dosyć zielone, owoce nie są dojrzałe. Sam zapach jest zwiewny, nieco mglisty, ale przyjemny. Przypomina nam zapachy młodości – letniego sadu i wakacji spędzanych u dziadków na wsi, podwórka zroszonego deszczem po intensywnej burzy.

W ustach wino jest lekkie, o wyraźnie zaznaczonej kwasowości i szorstkich garbnikach. Jeśli chodzi o smaki to są to znów niezbyt dojrzałe wiśnie, ale smak nie jest rozbudowany, dość szybko urywa się, pozostawiając taniczny finisz.

Robert: Wino nieskomplikowane – jak wspomniane wakacje, gdy byliśmy dziećmi. Wypiłem je bez większych emocji, ale i bez niesmaku. Nie jest to mój styl, dlatego trudno mi się nim zachwycać, ale 81/100 mu się należy, bo wstydu nie ma.

Marta: Zdarzają się takie momenty w naszych degustacjach, że trudno mi jest pochylić się nad nosem, czy ustami wina. Muszę przyznać, iż czasem zastanawiam się, czym jest to spowodowane. Czy należy przyjąć założenie, że skoro wino nie wyzwala we mnie większych emocji, to być może nie zasługuje na uwagę? Nie chcę jednak by argument zmęczenia ciężkim dniem dyskredytował Morawy. Zapach i smak niedojrzałych wiśni niech będzie moją jedyną podpowiedzią dla tych, którzy zechcieliby zmierzyć się z tą butelką. 79/100

To spotkanie z winem z Moraw nie było zachwycające. Należy mu jednak oddać, że w swojej rustykalnej świeżości i prostocie, piło się je z pewnym rozrzewnieniem.

Ogólna ocena – średnie.

Co prezentują inni blogerzy:
Przy winie z dwiema lipami
Blurppp przybliża nam Morawy
Słodkie Czerwone czy Białe
Winetoo z Palavą
Winne przygody również