Wine me – nowy (stary) pomysł

By wtorek, 18 lutego, 2020 0 , , ,

Abonament w Spotify, HBO czy Netflixie, co miesiąc Decanter w skrzynce pocztowej, dostęp on-line do portalów winiarskich. To wszystko macie już w zasięgu ręki, a pewnie sami dołożycie do tej listy jeszcze jakieś kolejne aplikacje czy media. Oceany wiedzy i rozrywki skrojone na miarę. Żyjemy w świecie, w którym nie jesteśmy anonimowi, a sprzedawcy (również winni) dopasowują się do naszego profilu. Dziś „kilka” słów o jednym z takich pomysłów.


Na razie model abonamentowej, subskrypcyjnej sprzedaży win nie jest w Polsce popularny. Pamiętamy, że kilka lat temu paru graczy chciało go rozwinąć, ale niestety nie udało się im zawojować umysłów konsumentów. Od tego czasu sporo się jednak zmieniło, polski rynek winny okrzepł, wina stają się coraz bardziej popularne, społeczeństwo się bogaci. Może czas na nowe otwarcie?

Koncept Wine me jest bardzo prosty. Możecie wybierać spośród trzech przygotowanych zestawów – „gładkie i owocowe czerwone”, „rześkie i charakterne czerwone”, „orzeźwiające białe i rose”. W zestawie znajdziecie po dwa wina w łącznej cenie 119 zł. Nowe zestawy będą do Was dostarczane raz na miesiąc, a każda subskrypcja jest firmowana przez innego winnego eksperta, w lutym jest to sommelierka Monika Bielka – Vescovi.

Dzięki uprzejmości Wine me i mogliśmy przetestować jeden z zestawów – zdecydowaliśmy się na parę rześkich i charakternych czerwonych win.

Na wstępie musimy pochwalić ładne, ale i solidne opakowanie (co ważne przy dostawie kurierskiej) i dołączone do butelek karty informacyjne, przybliżające zarówno otrzymane wino, jak i sam kraj oraz region z którego pochodzi. Nie zabrakło również danych technicznych, jak i sugestii parowania wina z jedzeniem. Te fiszki wyglądają i są napisane naprawdę profesjonalnie – brawo.

Domaine Le Clos des Lumieres Cuvee comme Autrefois Cotes du Rhone 2015

W składzie znajdziemy typową dla południowego Rodanu mieszankę Syrah (50%), Grenache (30%) i Mourvedre (20%). Początkowo jakby warzywne (korzeń pietruszki i seler), ale już po kilku chwilach w kieliszku staje się coraz mocniej owocowe. Pojawiają się śliwki, ciemne wiśnie, porzeczki, ale i zioła. W ustach soczyste i owocowe, tu zioła są jeszcze mocniej wyczuwalne, mamy też nieco ziemi, odrobinę czekolady. Dodatkowo znajdziemy wciąż żywe taniny, co ciekawe, odkładające się zwłaszcza nad górnymi zębami. Południowa część Doliny Rodanu słynie z win mocno owocowych, pełnych, słonecznych. Tu mamy już pozycję ewoluowaną, wydaje się, że bardziej sprężyste mogłoby być rok-dwa temu. Teraz przyda mu się towarzystwo jakiegoś mięsa, my postawiliśmy na kotleciki jagnięce i wino momentalnie zyskało na energetyczności. Dobre+ (88/100).

Louis M. Martini Cabernet Sauvignon Sonoma 2015

Cieszymy się, że otrzymaliśmy akurat tę etykietę, bowiem win z Kalifornii u nas w kieliszkach ląduje jak kot napłakał. Tymczasem jesteśmy w jednym z najsłynniejszych regionów winiarskich w USA, słynnej Sonomie, a dokładniej w Alexander Valley. Choć na etykiecie wskazano, że mamy tu Caberneta Sauvignon, to amerykańskie regulacje pozwalają w takich przypadkach na dodatek innych odmian i Wine me w dołączonym do zestawu materiale spieszy z wyjaśnieniem, że w butelce mamy dodatek również Petite Verdot, Petite Syrah oraz Merlota. Całość przez 16 miesięcy dojrzewała w amerykańskich i francuskich beczkach. Jest mocno owoce, pachnące zdecydowanie – czerwonymi porzeczkami, wiśniami i malinami. Niesie w sobie również spory ładunek beczki, pieprzu, wanilii i tytoniu. Na podniebieniu dość gładkie, ponownie łączące w sobie nieco ciemniejsze owoce i akcenty pochodzące od dojrzewania w beczkach. Ładnie kwaskowe i dość delikatnie taniczne. Takie nowo światowe wino środka, nieprzesadzone w żadną ze stron. Dobre+ (88/100).


Jak oceniamy zaprezentowany zestaw? Oba wina to solidni zawodnicy, oddające charakter regionu, z którego pochodzą. Delikatną sugestię możemy mieć tylko do doboru butelek w kontekście nazwy zestawu. Spróbowanym winom brakowało jednak pazura, mocniejszego rysu. Bliżej im do gładkości, niż rześkości. Trzymamy kciuki za Wine me i będziemy obserwowali ich kolejne selekcje.