Wina Nowego Świata w Biedronce

By poniedziałek, Sierpień 3, 2015 0 , , , ,

_DSC0259Niestety, czas wakacyjnych wojaży dobiegł kresu. Dla osób spragnionych portugalskich klimatów mamy dobrą wiadomość – pojawi się jeszcze kilka wpisów nawiązujących do naszego pobytu na Półwyspie Iberyjskim. Mamy jeszcze do zrelacjonowania sporo doświadczeń, którymi chcemy się z Wami podzielić. Tymczasem wracamy, przynajmniej na chwilę, do naszej lokalnej sceny winiarskiej. Z rubieży Starego Świata i kraju będącego prekursorem odkryć geograficznych i poznawania Nowego Świata, na pokładzie winnej karaweli ruszamy w podróż na antypody. W kraju, koniec lipca upłynął między innymi pod znakiem nowej oferty Biedronki pt. „Wina Nowego Świata”. Co prawda minęło już trochę czasu od wstawienia jej na półki, ale krótka wizyta w najbliższym sklepie upewniła nas, że nas wpis wciąż będzie aktualny.

Sama selekcja obejmuje 15 win o rozpiętości cenowej typowej dla Biedronki, a więc 12,99 zł – 29,99 zł. Trochę smuci nas fakt, że w samym środku lata jedynie 4 butelki to wina białe. Trudno powiedzieć, czy wynika to z niedoceniana przez Polaków białych win (na początku naszej winnej drogi też mieliśmy taką tendencję), czy z jakiś innych czynników. Na pewno oczekiwalibyśmy na czas upałów odwrotnej proporcji.


Pierwsza z ocenianych przez nas butelek to wino o którym powiedziano już chyba wszystko – Fern Ridge Sauvignon Blanc 2013 (29,99 zł). Przez Winicjatywę, za sprawą artykułu Roberta Mazurka, przetoczyła się na jego temat prawdziwa burza. Czy wino ma szansę powtórzyć marketingowy sukces Greyrocka?

W nosie od pierwszej chwili jest bardzo intensywne. Nie mamy tutaj jednak nut tropikalnych owoców, a więcej zieloności. Jest świeżo ścięta trawa, warzywa (szparagi). Są też porzeczki, ale jeśli liczycie na porzeczkowy owoc, to nic bardziej mylnego. Tutaj wyczuwamy jedynie zielone liście porzeczki. Usta gęstsze od wspomnianego Greyrocka. Czujemy, że wino ma więcej alkoholu i koncentracji. Finisz ostry, pieprzny.

Ocena – dobre+.


Druga pozycja to Santa Luz Gran Reserva Carménère 2013 (29,99 zł). W butelce mamy więc najsłynniejszy szczep Chile, wyprodukowany przez Santa Luz Wines. Winogrona pochodzą z Colchagua Valley, a wino dojrzewało przez 12 miesięcy w beczkach z francuskiego i amerykańskiego dębu.

Musimy się zmierzyć z dwoma naszymi uprzedzeniami. Bo zwykle jesteśmy sceptyczni wobec win z Chile, a dodatkowo Carménère nie należy do naszych ulubionych szczepów…

Tutaj wino w nosie ma przyjemny aromat ciemnych owoców (wiśnie i czarne porzeczki), ale połączony z nutami ziemistymi i mleczną czekoladą. W pierwszym kieliszku wyczuwalny jest alkohol, ale w kolejnych na szczęście już zanika. Ogólnie całość poprawia się z każdą kolejną nalewaną miarką – pojawiają się nuty pokrzywy, jeszcze wyraźniej zaznacza się porzeczka. Usta o ładnie zarysowanej kwasowości, owocowe, z lekko szypułkową nutą. Finisz spięty niezbyt intensywnymi taninami.

Ocena – dobre+.


Podsumowanie:

W Sauvignon Blanc podoba nam się chłodny, zielony nos. Taka ekspresja jest o wiele ciekawsza, niż gdyby wino epatowało tropikami. Szkoda, że w ustach nie idzie dalej w stronę tej chłodnej lekkości. Wino jest gęstsze i nieco zbyt ciężkie do popijania na tarasie. Bardziej sprawdzi się w towarzystwie jakiegoś dania – choć do przygotowanego na obiad kurczaka z makaronem w kurkowym sosie zupełnie nie pasował.

Carménère pozytywnie zaskoczyło. Użycie beczki na szczęście nie zdominowało owocowych nut, a całość bardzo fajnie rozwija się z każdym kolejnym kieliszkiem. O dziwo to Carménère wydaje się być właśnie lżejszą butelką, bardziej nadającą się do picia solo.

Dwie przesłane nam przez Jeronimo Martins wina prezentują równy i dobry poziom. Spokojnie możemy je polecić jako pewny i bezpieczny wybór. Nie są efektowne, ale przecież w tej cenie trudno jest oczekiwać czegoś nadzwyczajnego. Warto też zaznaczyć, że te wina to najdroższe butelki tej oferty. Jak prezentują się pozostałe pozycje? Spróbujemy w najbliższych dniach spróbować jeszcze jakiś butelek.