Wina na Święta z Winkolekcją

By sobota, Grudzień 22, 2018 0 , , , ,

Przy ostatnim poście o winach na Święta poniosła nas nieco fantazja i zaproponowana selekcja była przede wszystkim wypadkową naszych zwariowanych pomysłów i tego, co ostatnio udało się nam spróbować. Dziś będzie więc bardziej „konserwatywnie”, chcemy bowiem opisać Wam kilka win, które na tę samą okazję zaproponował Sławek Chrzczonowicz podczas degustacji w Winkolekcji „Wina na Święta” (na którą zostaliśmy zaproszeni).


Bouvet-Ladubay Blanc de Blancs Brut Crémant de Loire 2014 (69 zł)Bouvet- 

Pierwszy wybór wydaje się niemal oczywisty. Kwaskowy musiak to przy stole rzecz nieodłączna, który może mieć kilka zastosowań. Zwłaszcza warto spróbować go do śledzi, które zwykle stanowią najbardziej problematyczne danie tego dnia (choć gwoli prawdy my wolimy bardziej wytrawnego szamorodniego z Tokaju – pssst nie mówcie nikomu).

Tu mamy zaś wino od rodziny Monmusseau, która dopiero w 2006 wykupiła swoją posiadłość od Tattingera, który zarządzał nią przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Dolina Loary to jedno z tych miejsc na winnej mapie Francji, gdzie można poszukać ciekawych (i tańszych) alternatyw dla Szampana. Wilgotny i chłodny klimat sprawia, że tutejsze odmiany, w tym Chardonnay (bo akurat ten szczep znajdziemy w butelce), zachowują mocną kwasowość, tak potrzebną przy produkcji musujących win.

Ma bardzo ciekawy profil aromatyczny, zbudowany o dwa mocne filary. Z jednej strony są to intensywne nuty chlebowo-drożdżowo-dymne, z drugiej zaś akcenty jabłek i gruszek. Na podniebieniu kwaskowe, soczyste i kończące się grejpfrutową goryczką. Zwłaszcza ten ostatni moment może ciekawie zagrać z jedzeniem. Dobre (86/100).


Aresti Trisquel Gewürztraminer Curicó Valley 2016 (53 zł)

Szczerze, w pierwszej chwili nie byliśmy przekonani do tego wyboru. Sami do tej pory nie wpadaliśmy na połączenie akurat tego zwykle bardzo aromatycznego szczepu ze świąteczną kuchnią. Jeśli chodzi o biele, zdecydowanie częściej sięgamy po Rieslingi i Grüner Vetlinery. Tu kluczem do sukcesu może być jednak nietypowa mineralność i soczystość, elementy zwykle przecież nie kojarzone z Gewürztraminerem (no chyba, że mówimy o pozycjach z Górnej Adygi). Sławek proponował tego Chilijczyka do ryby po grecku, no i cóż – musieliśmy przyznać mu rację.

Dolina Curicó znajduje się w środkowej części Chile, jakieś 200 kilometrów na południe od Santiago. Co ciekawe, za sprawą suchego i ciepłego klimatu słynie głównie z niedrogich, codziennych win, zwłaszcza zresztą czerwonych. Tutaj jednak producent znalazł siedlisko, które świetnie nadaje się na uprawę aromatycznego szczepu jakim jest Gewürztraminer.

W aromacie znajdziemy delikatne nuty waniliowo-tostowe, która opatulają mocne tony cytryn, kwaskowych jabłek i brzoskwiń. Dopiero w tle majaczą nieodłączne dla odmiany nuty płatków różanych. W ustach silnie mineralne, z wysoką kwasowością, która utrzymuje w ryzach intensywny owoc. W ciemno spokojnie mógłby udawać przedstawiciela wspomnianej już Górnej Adygi, a to rekomendacja dla nas ważniejsza niż tysiące recenzji ekspertów. Bardzo dobre- (89/100).


Château La Garde Blanc Pessac-Léognan 2016 (179 zł)

Białe wino z Bordeaux to kolejna z tych pozycji, po które sięgamy stosunkowo rzadko. Trudno nie zgodzić się, że trafiają się tam wina wielkie, ale jednak stylistycznie dalekie od lubianych przez nas chrupkich, kwaskowych win z Niemiec, Austrii, czy północnych Włoch. Natomiast typowo świąteczna kuchnia, gdzie znajdziemy zarówno tłuste ryby (jak karp), czy drób, dają pozycjom z Bordeaux pole do popisu.

Choć Lewy Brzeg kojarzony jest głównie z winami czerwonymi, to apelacja Pessac-Léognan położona zaraz na południe od miasta Bordeaux, słynie z bieli. Powstają one z dwóch odmian – Sauvignon Blanc i Sémillon, a ich cechą charakterystyczną jest dojrzewanie w dębie, dające winom nuty orzechowe, waniliowe, a z wiekiem również miodowe. Spróbowana przez nas pozycja ma nietypowy skład – mamy tu bowiem 60% Sauvignon Blanc uzupełnione o 40% Sauvignon Gris (mutację tego pierwszego o różowej skórce winogron).

Początkowo znad kieliszka wyłania się sporo nut kiszonych. Dopiero po chwili wychodzi więcej świeżo skoszonej trawy i siana. Usta z akcentami gruszek, pigwy, ananasa i rumianku. Kwasowość tym razem nie jest najwyższa, a w końcówce pojawia się również wanilia i odrobina dymu. Ładnie wykonane, choć nie w naszym guście. Dobre+ (88/100).


Henri Bourgeois Cabernet Franc Val de Loire 2016 (59 zł)

Próbując co jakiś czas wina z tej odmiany, ciągle łapiemy się na tym, że zdecydowanie za rzadko je pijamy. A przecież ten słynący głównie ze swoich ekspresji znad Loary szczep ma wszystkie tak poszukiwane przez nas elementy – kwasowość, lekki owoc, chropowatą strukturę. Do czego można zaproponować Franca? Świetnie pogodzi się z zimnymi wędlinami, a Sławek przede wszystkim sugerował do niego pierś z kaczki również podaną na zimno.

Zaproponowane nam wino pochodzi z apelacji regionalnej IGP Val de Loire, choć winnice rodziny Bourgeois zlokalizowane są głównie w Sancerre i Pouilly-Fumé (i co ciekawe posiadają również niemal 100 hektarów winnic w Nowej Zelandii). Po trwającej do 12 dni maceracji Franc trafia do stalowych zbiorników, gdzie przechodzi fermentację malolaktyczną i po kilku miesiącach trafia do butelek.

Zaczyna się mocnym atakiem porzeczkowego owocu, stopniowo uzupełniając się o odcienie żurawin i truskawek. W ustach bardziej pieprzne, ładnie kwaskowe i delikatnie matowe w finiszu. Owocowość jest pięknie soczysta, mocno zarysowana, intensywna. Świetnie skomponowane, nienachalne i fantastycznie pijalne. Dobre+ (88/100).


Winnica Spotkaniówka Regent 2016 (72 zł)

Nastały radosne czasy, gdy na świątecznym stole spokojnie można postawić butelkę polskiegp wina i spróbować jej z autentycznym smakiem. Co więcej, ta zasada nie dotyczy już tylko win białych, ale coraz częściej również czerwonych i (o zgrozo) również hybryd. Spróbujcie dobrego, owocowego Regenta do pasztetów, czy zimnych mięs – to naprawdę powinien być strzał w dziesiątkę.

W przypadku Spotkaniówki udajemy się na Podkarpacie, a dokładnie na Pogórze Strzyżowsko-Dynowskie. Winnica obejmuje nieco ponad 1 hektar, zlokalizowany na południowo-zachodnim stoku o delikatnym nachyleniu, na wysokości ok. 320 metrów.

Owocowość mocna, zaskakująco nasycona jak na wina z naszego kraju. Ociera się wręcz o nuty delikatnie konfiturowe. Mamy więc dojrzałe wiśnie, trochę śliwek i suszonych płatków róży. Soczyste, może trochę brakuje mocniejszych tanin, ale nadrabia łądnym wykonaniem i przyjemnie marcepanowym posmakiem. Dobre (87/100).


Domaine Chofflet-Valdenaire Givry 1er Cru Clos de Choué 2014 (139 zł)

Święta i rodzinne spotkania, to dobra okazja, aby otworzyć wina „czekające na swoją okazję”, a więc butelki nieco droższe, albo dłużej leżakowane. Stawiamy np. na Burgundy, zwłaszcza butelki 1er Cru (czy wręcz Gran Cru). Żeby jednak nie „pójść zupełnie z torbami”, warto poszukać takich pozycji poza Côte d’Or, może w leżącym nieco dalej na południe Côte Chalonnaise? Tutejsze wina nie cieszą się aż takim prestiżem, jak ich kuzyni z północy, ale czasem realizm musi wygrać z marzeniami. Czerwone Burgundy, czy szerzej Pinot Noir, to klasyczny kompan do drobiu, jeśli więc planujecie podać pieczoną kaczkę lub gęś, zaopatrzcie się w odpowiednią butelkę.

Apelacja Givry zasłynęła jako ulubione wino króla Henryka IV Burbon (może dlatego, że z regionu pochodziła jego wieloletnia kochanka Gabrielle d’Estrées, z którą miał troje dzieci). Ponad 93% produkcji tworzą czerwone wina, które uważa się za lepiej zbudowane od tych z sąsiedniej apelacji Rully, ale jednak nie tak złożone jak choćby te z Mercurey. Premier Cru Clos de Choué obejmuje swoim obszarem 10 hektarów, na zboczu o południowo-wschodnim nachyleniu i wapiennej glebie. Po fermentacji 60% wina trafia do beczek (z czego 20% stanowią nowe baryłki), reszta zaś dojrzewa jedyni w stali.

Na początku wydaje się niezbyt czyste, jednak kilka mocniejszych ruchów kieliszkiem wydobywa na wierzch ładne nuty wiśni i poziomek, z dodatkiem akcentów skórzanych i kilku szczypt wanilii. Na podniebieniu z dobrą kwasowością, której towarzyszy pieprz, roztarta w dłoniach ziemia i suszone zióła. Eleganckie, choć wydaje się wciąż zamknięte, może akurat z otwarcie tej butelki nie należy się tak spieszyć. Dobre+ (88/100).


Rocche dei Manzoni Le Cresta Barbera d’Alba 2015 (129 zł)

Jako główne danie podczas rodzinnego obiadu pierwszego dnia Świąt planujemy pieczoną jagnięcinę. Jeszcze nie ustaliliśmy, jakie wino będziemy chcieli podać, ale intuicyjnie nasze myśli wędrują do Włoch, a dokładnie Piemontu (Nebbiolo) albo Toskanii (Sangiovese). Również Sławek poszedł tym tropem, ale wbrew utartym schematom zamiast królewskiego szczepu wzgórz Langhe, wybrał mniej docenianą Barberę.

Rocche dei Manzoni to posiadłość znajdująca się w regionie Barolo, w miasteczku Monforte d’Alba, leżącym na południowych krańcach tej apelacji. Zabudowania datowane są na XVIII wiek, a jej obecnym właścicielem jest Valentino Migliorini, który posiadając w latach 70-tych ubiegłego stulecia renomowaną (i nagrodzą nawet gwiazdą Michelin) restaurację, zdecydował zająć się winiarstwem. Ten nowy pomysł na biznes wciągnął go tak bardzo, że po kilku latach sprzedał wspomniany lokal i już całą energię poświęcił produkcji wina. Jego Barbera dojrzewa najpierw w małych beczkach, a następnie w cemencie czeka na zabutelkowanie.

Zwykle nie lubimy takich interpretacji Barbery, nad nuty beczkowe przedkładając świeży owoc i mocną kwasowość z jakiej słynie odmiana. Trzeba jednak przyznać, że szczep dobrze radzi sobie w objęciach beczki. Tu mamy więc nuty jeżyn i dojrzałych wiśni, w parze z akcentami ziołowymi, wanilią i suszonymi śliwkami. Usta zaskakują soczystością, której nie zapowiada aromat. Kwasowość nie dała się przytłumić i objawia się zwłaszcza w długim posmaku. Naprawdę dobrze zrobione wino. Bardzo dobre (90/100)


Famiglia Bianchi Late Harvest Mendoza 2013 (49 zł/0,375 l)

Gdy już przebrniemy przez wszystkie potrawy i napijemy się kawy, może znajdzie się jeszcze miejsce na choć kawałek ciasta. A jeśli tak, to warto dobrać do niego słodkie wino, przy czym żelazną zasadą jest to, że musi być ono słodsze od deseru. Nie bawimy się tu więc w żadne półśrodki, tylko szukamy pozycji ze zdecydowanie wysokim cukrem resztkowym. Może to być wino z późnego zbioru (jak w tym przypadku), albo z gron dotkniętych szlachetną pleśnią (czyli choćby tokajskie Aszú).

Choć producent podaje, że do tego wina trafia nieco gron dotkniętych botrytisem, to trudno nam uwierzyć, że w tak suchym regionie jak argentyńska Mendoza szlachetna pleśń ma szansę rozwinąć się na skórkach winogron. Chyba, że rzeczywiście trafił się tutaj jakiś specyficzny mikroklimat. Semillon (95%) uzupełniono o Sauvignon Blanc, a całość na 12 miesięcy trafiła do beczek.

Początkowo dominują bardzo typowe dla Semillon akcenty mokrej wełny, ale po chwili pojawia się więcej miodu, kandyzowanych marakui, wosku i pomarańczowej skórki. Usta mocno waniliowe, z nie za wysoką kwasowością. Może nie jest to słodki, pozbawiony energii ulepek, ale brakuje mu jakiegoś drugiego tła. Dobre- (86/100).


Czy zaprezentowane zestawienie oznacza, że na Święta powinniście zaplanować sobie aż tyle win? Oczywiście, że nie. Naszym zdaniem w zupełności wystarczy wam musiak, jedno wino białe, jedna czerwień i ewentualnie słodziak do deseru. Reszta zależy już od ilości gości, zasobności portfela (przez Święta zwykle nadwyrężonego) i Waszej fantazji. Zawsze powtarzamy, że lepiej dobrać 2-3 wina, ale z głową, niż 7-8 bez ładu i składu.