Wina na Święta i dlaczego Rieslingi najlepsze

By wtorek, 17 grudnia, 2019 0 , ,

Zbliżające się wielkimi krokami Święta (o których dobitnie przypominają tłumy w sklepach, marketach czy na bazarkach), to świetna okazja, aby pobawić się w parowanie win z jedzeniem. Sytuacja jest o tyle komfortowa, że z dużym wyprzedzeniem znamy potrawy, które pojawią się na naszych rodzinnych stołach. Jeszcze jest czas, by na spokojnie skompletować zestaw świątecznych butelek. My co roku stawiamy na bezpieczengo gracza i jest nim nie kto inny, jak król Riesling.


Dlaczego Riesling?

Jaka jest najważniejsza cecha charakterystyczna win z Rieslinga? Oczywiście ich wysoka kwasowość i to niezależnie od tego, czy mamy butelkę w stylu wytrawnym, czy mniej lub bardziej słodkim. Dzięki temu Riesling idealnie pasuje do świątecznej kuchni. Można go przetestować do śledzi, smażonych ryb (do karpia może być potrzebne wino z nieco większym ciałem, ale już do sandacza, czy innych chudszych ryb pasować będzie świetnie) czy kapusty z grzybami. Dodatkowo to tzw. świetny „przerywnik”, wino które oczyści nam kubki smakowe przed kolejnym daniem. Wniosek jest jeden – bez Rieslinga ani rusz.

Na szczęście w Polsce nie możemy narzekać na słabą dostępność win z tej odmiany. Królują oczywiście butelki zza zachodniej granicy, gdyż pamiętajmy, że Niemcy są krajem, w którym Riesling świeci najjaśniejszą gwiazdą. Dlatego dziś chcemy Wam przedstawić dwa takie przykłady win znad Mozeli, które idealnie sprawdzą się przy świątecznym stole.

Fritz Haag Riesling Trocken 2015

Brauenberg, to niewielkie, senne miasteczko, zlokalizowane w środkowym biegu Mozeli, pomiędzy Piesportem, a Bernkastel.  Wystarczy jednak rzucić okiem na drugi brzeg tej rzeki, aby zrozumieć, dlaczego przycupnęło ono akurat w tym miejscu. Rozciąga się tam bowiem widok na majestatyczne, strome wzniesienie, słynną łupkową parcelę Juffer Sonnenuhr. W samym Brauenbergu znajdziemy kilku ciekawych winiarzy, ale bezsprzecznie największą miejscową gwiazdą jest Oliver Haag, prowadzący rodzinną winiarnię, której historia sięga 1605 roku. Dla nas to zresztą jeden z czołowych mozelskich producentów, którego wina kochamy już od dawna. Oczywiście jego najlepsze butelki to oznaczone klasą GG (Grosses Gewächs) Rieslingi właśnie z Juffer Sonnenuhr, ale od początku nas urzekło, że również podstawowe pozycje prezentują świetny poziom.

Pachnie początkowo dymem, pocieranym o siebie krzemieniem, skałami spryskanymi sokiem z jabłek i cytryn. Po chwili zaczyna się otwierać, pojawia się morela, ananas i brzoskwinie. W ustach bardzo czyste, precyzyjne, punktowe. Oczywiście mocno kwaskowe, z długim, ponownie dymnym posmakiem. Mimo czterech lat na karku ten podstawowy Riesling Olivera wciąż jest świeżutki, rześki i świeży. Dobra cena za tak klasowe wino. Znakomite (93/100).

Nasza butelka została przywieziona z którejś wyprawy nad Mozelę, ale bieżące roczniki znajdziecie w ofercie Festusa w cenie 69 zł.

Weingut Knebel Riesling 2018

Rodzina Knebel też nie wypadła sroce spod ogona, jej winiarska historia również sięga XVII wieku. Winiarnia znajduje się w dolnym biegu rzeki, nieopodal Koblencji i miejsca, gdzie Mozela wpada do Renu. Region ten zwany jest Terrassenmosel i nazwa doskonale oddaje miejscowy krajobraz. Winnice leżą tu bowiem na stromych tarasach, o nachyleniu czasem przekraczającym 70º. Winiarstwo w takich warunkach to zajęcie niemal heroiczne, nikogo nie dziwią pracownicy w alpinistycznych uprzężach, powiązani linami podczas prac między winoroślami. Nieco inna niż nad środkową Mozelą jest również miejscowa gleba. Oczywiście nadal są to łupki, ale dominuje bogaty w żelazo ich czerwony rodzaj.

Matthias Knebel uchodzi za jednego z najciekawszych winiarzy młodego pokolenia nad Mozelą, jednak jego początki nie były łatwe. Winiarnię przejął po przedwczesnej śmierci swojego ojca, który zmarł gdy Matthias dopiero zaczynał studiować enologię. W pierwszych latach wspomagał go słynny Gernot Kollmann (obecnie pracujący w winiarni Immich-Betterieberg), ale już od 10 lat gospodaruje on rodzinną winiarnią samodzielnie. To, co charakteryzuje jego styl to prefermentacyjna maceracja owoców, następnie fermentacja na dzikich drożdżach, czasem pozostawianie sporego cukru resztkowego, gdy drożdże nie chcą przetworzyć go w całości. Ma być nieinterwencyjnie, z respektem do natury. Efekty są oszałamiające.

Spróbowane przez nas wino to jego podstawowa etykieta, pochodząca z winorośli rosnących w niższych partiach parceli Winninger Domgarten. W tym roczniku, fermentacja zatrzymała się na poziomie 11 gram cukru resztkowego. Pachnie słodkawo, nieco drodżdżowo, ale można też doszukać się nut mandarynek, cytryn, jaśminu, siana. Na podniebieniu z przyjemnym ciałem, kremowe, pasowałoby nawet do wspomnianego już karpia, bo koncentracja i masa jest naprawdę przyjemna. Wciąż jednak świeże i soczyste, kończy się wytrawnym, nawet delikatnie grejpfrutowym finiszem. Bardzo dobre+ (91/100).

Niezwykle nas cieszy, że wina Matthiasa dostępne są w Polsce. Znajdziecie je w ofercie Poniente (69 zł), dzięki któremu mieliśmy kolejną wspaniałą okazję by je przetestować.


Piękno Rieslinga ponownie wybrzmiało w pełni, pokazując przy tym dwa zupełnie różne oblicza. Z jednej strony strzeliste, kwaskowe, surowe wino od Olivera Haaga, z drugiej kremowe, bardziej pełne od Matthiasa Knebela. Co jednak najważniejsze, każde z nich sprawdzi się podczas Świąt, a to tylko stanowi potwierdzenie tezy umiejscowionej w tytule naszego posta.