Warsztaty z Agatą Wojda i Niemieckim Instytutem Wina

By piątek, Grudzień 8, 2017 2 , , ,

Jak możecie sprawdzić we wpisach w kategorii Foodpairing bardzo lubimy gotować. Może nie jesteśmy w kuchni artystami i choć nasze dania nie zdobyłyby nagród jeśli chodzi o eleganckie podanie, to zwykle są one po prostu smaczne (przynajmniej dla nas), a to przecież głównie chodzi! Szansa, aby poprawić swoje umiejętności (a przy okazji spróbować kolejnych ciekawych niemieckich win) pojawiła się gdy na zaproszenie Niemieckiego Instytutu Wina wzięliśmy udział w warsztatach kulinarnych poprowadzonych przez Agatę Wojdę.

Agata Wojda to jedna z najbardziej rozpoznawalnych szefowych kuchni w Polsce. Kilka razy mieliśmy przyjemność jeść w restauracjach, w których gotowała i zawsze byliśmy pod dużym wrażeniem. Dlatego warsztatów oczekiwaliśmy z pewnym przestrachem, zwłaszcza, że to było nasze pierwsze tego typu doświadczenie. Na szczęście okazało się, że Agata jest niesamowicie sympatyczną osobą, która z chęcią dzieliła się różnymi trickami i przymykała oczy na drobne potknięcia. Efekt końcowy okazał się fantastyczny, a całe spotkanie niesamowicie ciekawym doświadczeniem.

Wieczór rozpoczął się od kieliszka musiaka – Weingut Rolletter Riesling Brut. W zapachu z ładnymi nutami owocowymi (jabłka, cytryny ale i nieco gruszek). W ustach kwaskowe, z nieźle zarysowanym ciałem. Niby nic wielkiego, ale po prostu super odświeżające. Bardzo dobre-.

Jako pierwszą przystawkę podaliśmy sałatkę z brukselki, jabłek, prażonego kindziuka, czarnej soczewicy i orzechów. Do tego lekkiego dania spróbowaliśmy dwóch Rieslingów. Pierwszym z nich była pozycja od dobrze nam znanego Romana Niewodniczańskiego z Weingut Van Volxem. Owoce użyte do produkcji Weingut Van Volxem Saar Riesling 2015 (79,50 zł, Mielżyński) pochodzą z co najmniej 30-letnich krzewów, które rosną na stromych łupkowych zboczach nad Saarą. Zapach jest początkowo nieco schowany, czujemy delikatne nuty jabłek i gruszek. Dopiero po kilku minutach w kieliszku wychodzi nieco nafty, propolisu i ziół. W ustach z soczystą owocowścią (pomaga ciepły rok, które sprawił, że nawet w chłodnej dolinie Saary winogrona osiągnęły świetną dojrzałość) i nie za wysoką kwasowością. Bardzo dobre. Drugą pozycją było wino ze znacznie cieplejszego regionu – Palatynatu. Tutejsze Rieslingi są zwykle bardziej pełne, krągłe ale Weingut am Kaiserbaum Goldberg Riesling 2014 (Whishy and Wine Place) zaimponował mocną, surową, wręcz kamienną mineralnością. Dopiero w ustach pojawia się większa gęstość, wino jest pełniejsze, co prawda mniej ciekawsze od poprzednika, ale wciąż o sporej klasie. Bardzo dobre-. Do naszej sałatki lepiej pasowało wino znad Saary, pozycja z Palatynatu zupełnie gubiła się w zestawieniu z użytymi składnikami.

Następnie przyszedł czas na prawdziwy hit kulinarny – ziemniaka w miodzie z grzybami, porem i musem z selera. Danie było fantastyczne, a podołać miały mu dwie kolejne pozycje. Weingut Klumpp Grauburgunder 2014 (Wine&You) w zapachu jest mineralny, nie pokazuje za wiele owocu. Za to na podniebieniu delikatnie maślany, gruszkowy, ale równocześnie ze świetną kwasowością. Bardzo dobre, choć nie najlepiej spisało się z daniem. Za to kolejne wino wprost rozłożyło nas na łopatki. Co prawda Silvaner jeśli chodzi o kulinarne połączenia bardziej kojarzony jest ze szparagami, czy innymi nowalijkami, ale tym razem pokazał, że na tym jego możliwości się nie kończą. Weingut Juliusspital Ipshöfer Silvaner Grosses Gewächs 2013 (niedostępny w Polsce) pachnie karmelizowanymi na maśle jabłkami z dodatkiem nut ziołowych. Jest super skoncentrowane, smakujące mandarynkami w syropie, ale posiada również delikatnie kwaskowy akcent. Ma piękny ciężar, świetną gęstość i wciąż spory potencjał dojrzewania. Znakomite-. Pięknie zagrało z jedzeniem, ożywiło danie, dodało życia i radości.

Osobiście rzadko pijamy wino do zup, ale zdaniem Agaty Wojdy należy je traktować jako po prostu kolejną przyprawę. Mieliśmy okazję przetestować takie podejście próbując kremu dyniowego z nutą kokosa, orzechami ziemnymi, ananasem i kolendrą w towarzystwie dwóch Rieslingów z zachowanym cukrem resztkowym. Weingut Erbeldinger Hochgewächs Riesling feinherb 2015 (City Wine) początkowo jest nieco apteczny i ziołowy, po chwili pojawia się więcej kwiatów i jabłek. W ustach lekki, soczysty, cukier nie jest wyczuwalny, ale też niewiele w tym winie się dzieje. Dobre+. Weingut St. Urbans-Hof Nik Weis Weltinger Riesling Kabinett Alte Reben 2013, to kolejna pozycja znad Sarry (choć siedziba producenta znajduje się nad Mozelą i również tu produkuje on część swoich win, Wineonline). Znamy te pozycje i byliśmy u Nika nawet podczas Mythos Mosel, ale szczerze powiedziawszy nigdy nie byliśmy nimi zachwyceni. A tutaj proszę, wino nas uwiodło. Czuliśmy w nim pszczeli wosk i akcenty miodowe. W ustach choć mamy sporo słodyczy, to jest ona wtopiona w materię wina. Balans jest bardzo ładny, a jak świetnie zagrało z ananasem – po prostu bajka. Bardzo dobre.

Jako danie główne mogliśmy spróbować piersi kaczki z owocami, podanej z oscypkowo – ziemniaczanym pure z jarmużem. Tu już weszły do gry czerwienie, pod postacią dwóch Spätburgunderów. Pierwszy z nich pochodził z Nahe: Weingut Sinss Spätburgunder -R- Trocken 2014 (Wine&You). Wino jest świeże, z nutami ciemnych owoców i leśnego runa, delikatnie potraktowanych dymem z jesiennego ogniska. W ustach soczyście kwaskowe, lekkie, ale znakomicie poukładane. Bardzo dobre. Inne oblicze pokazał palatynacki Weingut Hanewald Weisenheim am Berg Kalkriff Spätburgunder 2013 (Winny Skład). Mamy tu znacznie więcej beczki, wino jest pełne nut dymnych, wędzonych, dopiero na drugim tle znajdziemy dojrzałe wiśnie. Bardziej owocowe w ustach, tutaj akcenty pochodzące od starzenia w dębie nie są aż tak dojmujące i to właśnie drugie wino lepiej zagrało z daniem. Bardzo dobre-.

Choć żołądki były już pełne, musieliśmy jeszcze znaleźć miejsce na deser pod postacią gruszki w syropie z pigwowcem, musem z koziego sera i kruszonką lnianą. Tu przyszedł czas oczywiście na wina w słodkiej wersji. Pochodzący z Rheingau WeingutAltenkirch Lorcher Kappellenberg Rielsling Spätlese 2016 (niedostępny w Polsce) był przyjemny spróbowany solo. Pachniał gruszkami z odrobiną zioł, w smaku wybijała się słodycz, a kwasowość dochodziła do głosu w finiszu. Wino jest jeszcze bardzo młode i ma potencjał na ładnie ułożenie się, choć z naszym deserem zupełnie zginęło. Bardzo dobre-. Natomiast pozycją nieco bez historii był Edition Abtei Himmerod Riesling Spätlese liebich 2015 (6win). Nos jest schowany, a w smaku czuć przede wszystkim cukier, niepodbudowany kwasowością. Słaba pozycja na tle całej reszty spróbowanych tego dnia win. Dobre-.

Nie trzeba nas przekonywać, że niemieckie wina są świetnym kompanem do różnego rodzaju dań. Szeroka paleta styli od pozycji mocno kwaskowych, przez te z większym poziomem cukru, do tego lekkie czerwienie, aż po wina mocniej zbudowane – wszystko to sprawia, że jesteśmy w stanie nimi dobrze żonglować i elastycznie dobierać etykiety w zależności od zapotrzebowania. Przede wszystkim zaś ponownie Was zachęcamy – nie bójcie się dobierać wina do jedzenia!