Warszawa lubi Kraków

Wtopiliśmy się, zmuszeni przypadkowo (bo nie dało się inaczej przecisnąć), w zagraniczną wycieczkę, która przejęła władzę nad krakowskim podwórzem – zwanym „najpiękniejszym podwórzem Kazimierza”. Słońce, na przekór historii nadal żyjącej ulicy, przeciskało się przez jej balkony i dachy, tworząc wyjątkową atmosferę tego miejsca. Przewodnik przytulony do bluszczu oplatającego kamienicę na ul. Józefa 12 opowiadał piękną angielszczyzną na zmianę o historii Żydów, o scenach z Listy Schindlera i przedwojennym życiu Polaków w tej dzielnicy. Wojenny dramat europejskich Żydów, to bez wątpienia bardzo istotna część historii światowego judaizmu, która od lat bardzo mnie interesuje, bo w tym przypadku trudno powiedzieć, że fascynuje. Moje przywiązanie do tej tematyki wspierane jest też przez najbliższych, którzy obdarowują mnie co raz albumami i wyszukanymi w antykwariacie książkami dokumentującymi piękne żydowskie ślady w naszej kulturze. Sama oparta o mury pamiętające dziesięciolecia wczułam się więc w klimat miejsca, mając przed oczami czarnobiałe zdjęcia zakładów rzemieślniczych, księgarni, miejsc usługowych; brukowanych, zacienionych ulic.

ul. Józefa 12, Kraków

Nagle jednak zostajemy wytrąceni z wciągającej historii słowami przewodnika, który jakimś dziwnym połączeniem przechodzi do historii wojennej Warszawy i o zgrozo opowiada o współczesnych animozjach między krakusami a warszawiakami. Na koniec zadaje podchwytliwe pytanie, czy bardziej podobała się turystom Warszawa, czy Kraków – zgadnijcie co mu posłusznie odpowiedzieli…

Cóż za historia, warszawiacy przyjechali do wrogiego Krakowa. Wróć, przecież my źródłowo jesteśmy z Zielonej Góry, czy zatem zielonogórzanie też mają na pieńku z Krakowem? Całe szczęście lubimy Kraków (ba! Jak na „tolerancyjnych wariatów” przystało lubimy mieszkańców wszystkich miast, które odwiedziliśmy) i jesteśmy zaszczepieni na takie animozje – „zaszczepieni” – znowu wchodzę w niebezpieczne rejony. Wracając do tematu, magia miejsca rozpłynęła się w powietrzu, poszliśmy więc dalej, w końcu to nie nasza wycieczka… No więc ile można zobaczyć w Krakowie w kilkanaście godzin? Sami byliśmy zdziwieni, że aż tyle. Jeśli macie ochotę na spacer, po którym bolą nogi i są pełne brzuchy, to zapraszamy.

Do Krakowa dotarliśmy późnym czwartkowym wieczorem i wybraliśmy się na kolację przechodząc przez Rynek Główny i Kazimierz. Z naszym relacji wiecie, że zdarza nam się tu dość często bywać, ale zazwyczaj osobno i tak naprawdę dawno nie mieliśmy okazji by razem spędzić chwilę w tym pięknym mieście. Nawet tysiące turystów wylewających się z każdej ulicy nie popsuło nam dobrego nastroju z tej okazji.

Gdzie w Krakowie na wieczorny kieliszek wina i deskę serów/wędlin?

Dotarliśmy na krakowski Kazimierz. Jak tylko Szymon Rzeźniczek pochwalił się online swoim nowym winnym dzieckiem, planowaliśmy go odwiedzić. Znamy się jeszcze z czasów jego aktywności na blogu Dolina Mozeli; w skrócie to strasznie sympatyczny i pozytywny gość. Obecnie blogowanie odstawił na bok i świadomie prowadzi swój współdzielony z Tomaszem Wagnerem nowy projekt na ulicy Bocheńska 5/ lok.3. Szymon jak wskazuje wspomniana nazwa jego bloga, jest miłośnikiem mozelskich butelek, za to Tomasz to zapalony degustator gruzińskich win, jednak we wspólnie prowadzonym biznesie połączył ich nieco odmienny winny koncept. Wine bar Lustra cechuje się offowym charakterem. Po pierwsze, znajdziecie tam wina z selekcji póki co prowadzonej według interesującego pomysłu. Chłopaki postanowili czerpać inspiracje i szukać win z obszaru dawnej monarchii Habsburgów. Znajdziecie tu m.in. butelki z Moraw (Jaroslav Osička), austrackiego Burgenlandu (Judith Beck), Kremstal (Toni Zöhrer), ale też i podkrakowskiej Wieliczki (od Agnieszki Wyrobek-Rousseau). Po drugie, o swojej selekcji sami mówią dumnie: „Oferujemy produkt rzemieślniczy, tworzony z szacunkiem dla natury.” Dlatego w większości się to wina naturalne, a czasem zupełnie freakowe. Po trzecie, hasło „zajrzyj do luster” ma tu naprawdę wielowymiarowy charakter; wyszukane lustra na ścianie, każde ze swoją indywidualną historią – tworzą unikalny wystrój tego miejsca. Spędziliśmy tam miło czas przy dobrym winie i smacznych regionalnych przekąskach. Werdykt jest jeden – warto do nich zajrzeć!

Wine Bar Lustra

Drugie śniadanie i obszerna selekcja win?

Drugi dzień, to od rana zawodowe obowiązki, które tak naprawdę umożliwiły nam tą spontaniczną wycieczkę. Udało nam się szukając przystani na drugie śniadanie, przejść przez Zamek Królewski. Potem zakotwiczyliśmy z komputerami w miejscu, które wypatrzyliśmy dzień wcześniej. Musimy przyznać, że obszerna selekcja win robi naprawdę duże wrażenie. Enoteca Pergamin to wine bar, restauracja, sklep z winami i delikatesy w jednym. Położona jest w dość prestiżowej lokalizacji na ul. Grodzkiej 39, więc łatwo do niej trafić. My spróbowaliśmy Llopart Cava Brut Nature Reserva. Naprawdę przyjemna, z miłą obsługą miejscówka. Brawo Kraków, kolejny plus.

Enoteca Pergamin

Pora obiadowa w klimatycznym Krakowie

Wino widzę, wszędzie widzę wino… Wcale nie robimy tego specjalnie, bynajmniej nie szukamy go na siłę, a co poradzimy, że gdzie się nie pojawimy, to nadarza się mała sympatyczna degustacja. Zbieraliśmy się już na obiad przechodząc przez Mały Rynek, na którym właśnie odbywał się „Festiwal Lato Leniwców”, a na nim stanowisko Winnicy Jura. Szybki przystanek i przemiła degustacja połączona z opowieściami samego Marcina Miszczaka.

Winnica Jura to kolejny z polskich producentów, na którego warto zwrócić uwagę. Smakował nam zwłaszcza zrobiony na ultrawytrawnie Solaris, którego aromatyczność została zatrzymana w ryzach przez fantastyczną kwasowość i delikatnie goryczkowy, taniczny posmak (wino było macerowane na skórkach). Ciekawy, bo lekki, zwiewny i owocowy był też Pinot Noir.

Winnica Jura

 

Spacer po pięknym Krakowie zakończyliśmy we wspaniałym miejscu. Dawno nie jedliśmy tak dobrze! Po pierwsze, ogłaszam wszem i wobec (informacja dla lemoniadopijców), że spróbowałam tu najsmaczniejszej lemoniady w życiu – nazwałam ją „szczawiowa poezja”. Po drugie, na przystawkę skosztowaliśmy „Maczanki” z wędzonej karkówki z majonezem kminkowym, karmelizowaną gruszką, palonymi szalotkami i oliwą z dymki – i jak to mówi młodzież: sztos. Po trzecie, na drugie danie: stek bavette z szalotkami w maśle z chłodnikiem z sałaty masłowej i pomidorkami suszonymi na soli, burger wołowy z pieczonym boczkiem, słoniną, cebulą, cheddarem i frytkami – i się rozpłynęliśmy. Do tego pyszne wina, dużo z selekcji chłopaków z Winemates… Ledwo dotoczyliśmy się do samochodu. Jednak sprawiedliwość na tym świecie marna, bo kierowca przy obecnej kontuzji Roberta, może być tylko jeden – czytaj ja.

Restauracja Karakter

Naturalne wina w Krakowie = Naturaliści

Na koniec wycieczki trzeba kupić pamiątki z Krakowa. Obowiązkowy punkt z „suvenirami” tylko u Naturalistów – oni są temu wszystkiemu winni. Znajdziecie ich na ulicy Nowa 0. Co do tego miejsca, nie powinno być pytań, trzeba po prostu tam zajść, przejrzeć selekcję i samemu się przekonać, że warto. Uwaga (!) przestrzegamy za wczasu wszystkich bio-freaków i natur-wine loversów – to strefa niezwykle dla Was niebezpieczna.

Joseph Di Blasi

 

Wróciliśmy do Warszawy, ale wiedz Drogi Krakowie, że Warszawa a nawet Zielona Góra bardzo Cię lubią i doceniają Twój rodowód i historię, kulturę, smaczne miejsca, winiarskie punkty na mapie, do których będziemy na pewno wracać. Do zobaczenia zatem!