Dobrze się świętuje w miłym towarzystwie

By piątek, Luty 23, 2018 0 , , , ,
Czas urodzin zwykle nastraja nas sentymentalnie.

Wróć…kiedy do wpisu zabiera się Robert, zawsze jest sentymentalnie. Dlatego udało mu się wtrącić tylko pierwsze zdanie, na resztę nie miał na szczęście szans. Skromnością nie grzeszy i zawsze wie lepiej, ale nie ma co mu powierzać tak trudnego zadania, jak opis moich urodzinowych butelek 🙂

Przyznam się Wam, że nie lubię obchodzić tego święta (zresztą jak wielu innych), wyprzedzę złośliwców, że wcale nie chodzi tu o kwestie wieku, czy innych szowinistycznych anegdotek. Nikt nie mówił, że znoszenie mnie bywa łatwe (śmiech), jednak zwyczajnie większą przyjemność sprawia mi świętowanie bez okazji, spontaniczne dzielenie się z przyjaciółmi, czy samemu ze sobą ciepłymi, spokojnymi chwilami.

Robert i moi najbliżsi dzielnie od lat znoszą moje nieco odmienne podejście do wielu kwestii, Roberta nie pochwalę że udaje mu się je zaakceptować, ale z uznaniem odniosę się do jego uporu i wiary, że kiedykolwiek to się zmieni. Dzielnie więc nie daje się moim przyzwyczajeniom i idzie pod prąd. W tym roku urodzinową niespodzianką był 4-dniowy wyjazd do Włoch, z założenia na luzie, bez odwiedzin winnic, czysty relaks, makaron i wino. Gwoli ścisłości obojgu nam się przydał, do Włoch zawsze dobrze się wraca… Moi najbliżsi klasycznie postawili na tort, kolację i pogaduchy przy dobrym winie. Przyjaciele pamiętali, bez pomocy facebooka!

Takim o to wstępem dotarliśmy do serca wpisu, a więc moich urodzinowych butelek, o trzech z nich, krótko Wam opowiem, bowiem ładnie wpisują się w moją charakterystykę:

Po pierwsze, Musująca.

Po drugie, Surowa.

Po trzecie, niech będzie, że Dojrzała.

W ciagu całego roku nie piję (nie pijemy) zbyt wiele szampanów. To naturalne, że zwykle odstrasza nas od nich cena, świadomie wybieramy więc butelki z palety innych win musujących. Wracając do przymusowej okazji, przyszedł czas na Vilmart & Cie Champagne Cuvée Rubis Premier Cru (kupiliśmy go w Leclercu, ale dostępny jest również w sklepie Festus w cenie 329 zł). Skład oparty jest o Pinot Noir uzupełniony o 10% Chardonnay. Sok z Pinota otrzymywany jest metodą sagniée, poprzez jego odciek ze zmiażdżonych gron po krótkiej maceracji (odmiennie niż przy większości różowych szampanów, które otrzymuje się poprzez dodanie do soku z białych odmian niewielkiej ilości czerwonego wina). Tak więc wino bazowe nie przechodzi fermentacji malolaktycznej, a dojrzewanie na osadzie trwa ponad 24 miesiące.

W zapachu jest delikatne, zbudowane w oparciu o nuty malin i truskawek. Na podniebieniu z ładnymi, choć niezbyt okazałymi bąbelkami, soczyste, owocowe. Robert powiedziałby zapewne, że brakuje mu nieco drugiego tła, a ja czasem wolę przy końcówce zamilczeć i to też jest wymowne. Bardzo dobre-.

Mało kto, ja na pewno nie (!), jest w stanie oprzeć się malowniczemu krajobrazowi Doliny Adygi. Jestem zakochana w widoku opadających stromych zboczy, w niższych partiach obsadzonych rzędami winorośli, które w zestawieniu tworzą magiczny, niepodrabialny obraz. To jeden z najpiękniejszych winny regionów jaki miałam przyjemność kilkukrotnie już odwiedzać. Do dziś pamiętamy też naszą wizytę w Cantina Terlano. Robert naderwał więzadła w kolanie przed samym wyjazdem na narty do Austrii, skutecznie wykluczył się z narciarskiej frajdy, która za to mnie nie ominęła. Aby nieco ułagodzić jego smutek, wpadłam na pomysł wygospodarowania jednego dnia na wyprawę do nieodległego Alto Adige. Co prawda poruszanie się po winiarni o kulach i z ortezą nie było łatwe, ale degustacja win w zupełności zrekompensowały te niedogodności. Cantina Terlano to arcymistrzowie jeśli chodzi o białe wina – linie z serii selection to pozycje, które powinien poznać każdy fan Górnej Adygi. Pinot Bianco jest zwykle szczepem dość anonimowym, ale pochodzący z winnicy leżącej na kwarcowej glebie, wysokości od 450 do nawet 950 metrów Cantina Terlano Alto Adige Pinot Bianco Riserva Vorberg 2014 (Magia del Vino, 105 zł) zadaje kłam temu stereotypowi. Fermentacja winogron odbywa się w 30-hektolitrowych beczkach, gdzie wino spędza również 12 miesięcy na osadzie.

Wino jest bardzo surowe, mineralne, skaliste. Na podniebieniu delikatnie jabłkowe, z ładną strukturą i cielistością. Do tego soczyste, ale i bardzo młode, na razie nieco wycofane. Finisz jest niesamowicie długi, ale coś tak czujemy, że prawdziwie wielkim winem będzie ono za jakieś 5 lat. Bardzo dobre.

Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie ubitą, żółtą drogę i rosnący obok niej szpaler cyprysów. Chyba nie trzeba dalszych podpowiedzi, że teraz przenosimy się do Toskanii. Kolejna butelka to pozycja, jaka pochodzi od naszego ukochanego producenta z tego włoskiego regionu – Fattoria Fèlsina i którą raczyli się ze mną nabliżsi podczas urodzinowej kolacji.

Poznaliśmy te wina dzięki Sławkowi Chrzczonowiczowi i od tej pory żaden inny toskański winiarz nie był w stanie zepchnąć ich z naszego prywatnego podium. A gdy dodamy do tego wspaniałe oliwy, czy zniewalające Vin Santo, to usta same składają się do szerokiego uśmiechu, a myśli odpływają do Castelnuovo Berardenga, gdzie znajduje się siedziba Fèlsiny. Producent wytwarza dwa wielkie wina oparte w 100% z Sangiovese. Rancię, która jest bardziej klasyczna i butelkowana w ramach apelacji Chianti Classico i nieco nowocześniejsze, pełniejsze, dojrzewające w baryłkach Fontalloro (to ostatnie pochodzi częściowo z działek leżących już poza obszarem Chianti Classico i butelkowane jest jako IGT Toscana). Tym razem, jako że uwielbiam to wino – padło na Fattoria Fèlsina Chianti Classico Riserva Rancia 2012 (butelka zakupiona we Włoszech, ale ten sam rocznik dostępny jest w cenie 165 zł w Magia del Vino a komu bliżej: w Winkolekcji w cenie ok 200 zł).

Najpierw do głosu dochodzą akcenty żurawinowe, dojrzałe wiśnie, czereśnie. Po chwili obok nich, nieco w tle rozwijają się nuty skórzane, delikatnie dymne, ziemiste, suszone pomidory. Jest pięknie soczysta, z mocnymi taninami i bardzo ciekawymi nutami umami oraz atramentu. Taniny są żywe, pracujące na podniebieniu. Znakomite-.
Kochany Robercie, przyjaciele, rodzino, jak to dobrze że biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do świętowania, rozciągacie moje urodziny na cały luty. Wybaczam Wam jednak, bo o ironio losu, wszystkie zasady tracą na obligatoryjności, kiedy człowiek uświadamia sobie, że ma dla kogo żyć!