Trzy hiszpańskie wina z selekcji berlińskiego Viniculture

By środa, Kwiecień 3, 2019 0 , , ,

Podczas grudniowego wypadku do Berlina, udało się w końcu zajrzeć do Viniculture – sklepu, który mieliśmy na oku od dawna. Położony jest  on w malutkiej uliczce Grolmanstrasse odchodzącej od Kürfurstendammu, rzut kamieniem od Dworca Zoo i zaraz obok urokliwego placyku Savignyplatz. Przed wizytą, na wspomnianym placyku warto usiąść na kawę w jednej z licznych kawiarnii, gdyż gwarantujemy Wam, że w Viniculture spędzicie naprawdę dużo czasu, zresztą co my mówimy – kawę też Wam tam zrobią!


Czym więc w ogóle jest ten przybytek, o którym chcemy Wam opowiedzieć? To miejsce wyspecjalizowane w winach produkowanych w naturalny sposób. Przy czym nie chodzi tutaj jedynie o totalnie odjechane pozycje, produkowane przez misjonarzy naturalnego winiarstwa, często zupełnie niezrozumiałe dla przeciętnego konsumenta. W Viniculture znajdziecie świetną selekcję butelek od niewielkich, autentycznych producentów, którzy minimalnie ingerują w proces winifikacji, prowadzą swoje winnice organicznie, zbierają winogrona ręcznie.  Większość win nie jest filtrowanych przed rozlaniem do butelek. Na półkach możecie więc trafić na tak modne ostatnio Pet-Naty, wina dłużej macerowane na skórkach, starzone na osadzie, lub w beczkach nawet przez kilka lat, ale i po prostu etykiety stosunkowo „konwencjonalne” – do wyboru, do koloru. Biodynamika, organiczność, naturalność – w dobie, gdy te pojęcia są dalej dość nieostre, czasem nie warto zaprzątać sobie nimi głowy, tylko zdać się na fachowców, a takimi z pewnością są osoby odpowiadające w Viniculture za selekcję oferty. Co istotne, oprócz szerokiej reprezentacji wielu krajów europejskich, na półkach znajduje się również sporo win niemieckich, co dla nas ich absolutnych fanów, jest dodatkowym plusem.

Mieliśmy niebywałe szczęście, że podczas naszej wizyty akurat odbywała się dość szeroka degustacja win. Choć mieliśmy tego dnia napięty grafik, to nie mogliśmy nie skorzystać z takiej okazji i poza zaplanowanymi zakupami spróbowaliśmy kilku dodatkowych pozycji.

Zaczęliśmy od świetnego, mocno aromatycznego, ale kwaskowego jak brzytwa musiaka Domaine Pignier Crémant du Jura (20,50 eur, 89/100). Piękne okazały się wina z Weingut Seehof z Rheinhessen, prezentowane przez samego właściciela Floriana Fautha. Zachwyciły nas zwłaszcza dwa czołowe Rieslingi – pochodzący z wapiennego podłoża Weingut Seehof Riesling Steingrube 2017 (19,50 eur, 90/100) i pozycja ze słynnego siedliska Weingut Seehof Riesling Morstein Alte Reben 2016 (23,50 eur, 91/100). Oba mocno mineralne, napięte, a ten drugi dodatkowo fantastycznie nasycony (morele, słodkie jabłka). Weingut Rotherfader Lemberger 2016 (17,50 eur, 89/100) to soczysta wiśnia zamknięta w butelce i posypana garścią ziemi, a Le Clos du Caillou Châteauneuf-du-Pape Les Quartz 2016 (61,50 eur, 92/100) to potężna koncentracja czerwonych owoców, w połączeniu z akcentami wanilii i ziół, potężne ale wciąż żwawe i soczyste.


Oczywiście do Warszawy przywieźliśmy malutki zapasik zakupionych win i dzisiaj przedstawiamy Wam trzy z nich, wszystkie pochodzące z Hiszpanii:

Bodegas Puiggròs Exedra 2017 (13,50 eur)

Ta pochodząca z Katalonii biała Garnacha powstaje w okolicach Montserrat, majestatycznej góry, spacer po której powinien być obowiązkowym elementem kilkudniowej wycieczki do Barcelony. Winorośle rosną na wysokości 450-650 metrów, a wino dojrzewało na osadzie w amforach o wielkości od 380 do 700 litrów przez 10 miesięcy. Powstała z tego osobliwa pozycja. Po otwarciu wino wydawało się bardzo onieśmielone, zamknięte. Dlatego postanowiliśmy mocniej je natlenić i przeleliśmy do karafki. Wtedy dopiero zaczęło pokazywać jabłkowo-gruszkowe oblicze. Na podniebieniu ze świetnym ekstraktem, skoncentrowane, a w finiszu dochodzą do głosu akcenty mineralne i słone. Przyjemne gastronomicznie, można spróbować do drobiu lub tłustszej ryby, najlepiej w słonawym sosie. Jest też wciąż bardzo młode, trochę pospieszyliśmy się z jego otwarciem. Bardzo dobre- (88/100).

Bodegas Fulcro Finca a Pedreira Albariño 2016 (13,50 eur)

Przeskakujemy na przeciwległy kraniec Hiszpanii i lądujemy w Galicji, apelacji Rías Baixas. Choć rodzina Manuela Moldes Moraña od kilku pokoleń uprawiała winorośle, to produkowane w garażu rodzinnego domu wino dystrybuowała jedynie wśród kilku sąsiadów. Sytuacja zmieniła się, gdy w 2011 roku Manuel postanowił rzucić pracę w bankowości i poświęcić się winiarstwu. Skala produkcji jest nadal „garażowa”, ale pozycji od Bodegas Fulcro zdecydowanie warto poszukiwać na sklepowych półkach. Już podstawowe wino o nazwie Pescuda to świetne wcielenie Albariño – słone, piekielnie kwaskowe i orzeźwiające. Natomiast Finca a Pedreira to już wino poważniejsze, pochodzące z granitowej gleby i niemal 40-letnich krzewów. Jest to świetna pozycja, o kilkuletnim potencjale starzenia, ale dająca już teraz mnóstwo frajdy. Dostojna i elegancka, z nutami gruszek i brzoskwiń. Do tego bardzo soczysta, potężnie mineralna, stalowa. Cytrynowa kwasowość jest na wysokim poziomie, ale ładnie komponuje się z nią również woskowa faktura wina. Kończy się długim, słonawym finiszem. Za takie wrażenia cena jest więcej niż okazjonalna. Bardzo dobre- (89/100).

Celler Partida Creus SM 2016 (18,50 eur, w Polsce w ofercie Winoblisko/Dylentaci)

To wino tak nieszablonowe, jak stojący za nim ludzie. Powstaje bowiem w Katalonii, ale wychodzi spod ręki Massimo Marchioriego i Antonelli Gerona, pary projektantów, które przybyła do Barcelony z Piemontu, a po kilku latach mając dość życia w wielkim mieście postanowiła przenieść się do niewielkiego Bonastre. Jak sami opowiadają – nie mogli w okolicy znaleźć żadnego wina, które by im smakowało, więc postanowili sami zająć się winiarstwem. „Szaleni Włosi”, bo tak wkrótce zaczęli mawiać na nich sąsiedzi, zaczęli skupywać stare, czasem już opuszczone winnice, do produkcji win wykorzystując lokalne, mało znane odmiany winorośli. Tak też jest w przypadku SM, gdzie w składzie znajdziemy szczep Sumoll (w całej Hiszpanii uprawia się go zaledwie na 100 hektarach), a pozycja ma tylko 10% alkoholu (!). Jest po prostu obezwładniające w swojej przepięknie soczystej wiśniowej szacie. Owocowość jest podbita delikatną lotną kwasowością, ale dodaje ona jedynie uroku, zupełnie nie przeszkadzając w odbiorze wina. Usta ponownie owocowe, wiśniowo-żurawinowe, z potężną kwasowością i żywymi taninami. Pijąc je ma się niemal wrażenie, że po brodzie ścieka nam sok z rozgryzionych wiśni. Zakochaliśmy się w nim od pierwszego wrażenia. Arcydzieło- (92/100).


Jeśli (jak my) coraz częściej w winach poszukujecie nieszablonowych pozycji, czystości, lekkości i zaskoczenia, to warto zapuścić się w gęstwinę naturalnych win. Tu nie będziecie się nudzić! My będziemy wracać za każdym razem…