Trzy butelki od Wino z Moraw

By czwartek, 9 kwietnia, 2020 0 , ,

Choć w zasadzie nigdy nie spędziliśmy tam więcej niż dzień, do Moraw mamy duży sentyment. Za to rokrocznie przejeżdżamy przez nie nawet kilka razy w drodze do Austrii, czy dalej Włoch. Mijając Brno i zbliżając się do Wzgórz Palawy, zawsze niecierpliwie wypatrujemy pierwszych winnic, to dla nas widomy znak, że wjeżdżamy do winnej części Europy. Tak, wiemy że i w Polsce winnice rozkwitają jak grzyby po deszczu, no ale jakoś żadnej nie znajdziemy bezpośrednio przy naszej trasie.


W tym roku jeszcze nie mieliśmy okazji nacieszyć oczu tymi widokami (oby szybko się to zmieniło), ale by osłodzić ten czas, przedstawiamy trzy pozycje od Zbyszka Gluzy (Wino z Moraw).

Jeśli jesteście fanami win pomarańczowych, czy pet-natów na pewno będziecie kojarzyć wielu morawskich producentów, gdyż region od lat słynie z ich produkcji. W tym zakresie miejscowi wyprzedzili zresztą o kilka długości obecne trendy w winiarskim świecie, będąc dodatkowo jedną z ostoi naturalnego, nieinterwencyjnego stylu produkcji win. Nie zapominajmy jednak, że Morawianie mają również dobrą rękę do butelek bardziej klasycznych i to zarówno białych, jak i czerwonych. To jedno z tych miejsc na mapie, gdzie udaje się praktycznie wszystko.

Jaroslav Osička

Jaroslav swoją niewielką 3-hektarową winnicę posiada w miejscowości Wielkie Bilowice (Velke Bilovice). Uważajcie tylko wybierając się do niego w odwiedziny, bo w Bilovicach znajdziemy kilku winiarzy noszących to nazwisko – o pomyłkę nietrudno. Sam Jaroslav winorośle uprawia biodynamicznie, bez użycia pestycydów i herbicydów. Wina fermentuje na rdzennych drożdżach, część z nich pozostawia w kontakcie ze skórkami (choć akurat nasza pozycja to „klasyczne” białe wino), stara się je minimalnie siarkować, a do butelek przelewa bez filtracji.

Jaroslav Osička Milerka 2018 (44 zł)

Jak sugeruje nazwa, w składzie znajdziemy odmianę Müller-Thurgau z domieszką Neuburgera, które dojrzewają przez 7 miesięcy w używanych beczkach z dębu i akacji. Mamy tu wspaniale słoneczny, lekko tropikalny nos w którym dominują brzoskwinie, mandarynki, pigwa. Do tego wino jest lekko maślane, czy wręcz śmietankowe (te elementy pochodzą od dojrzewania na osadzie). Usta za to wytrawne, kwaskowe, z mineralnym, słonawym wykończeniem. Mega pijalne, świetne żywe i soczyste. Pasowało nam do smażonej polędwicy z morszczuka z czosnkiem, chwili i natką pietruszki, ale idealne będzie również do leniwego sączenia na balkonie. Bardzo dobre+ (91/100).

Kasnyik

Obok win z Moraw Zbyszek posiada również butelki ze Słowacji, w tym pozycje z winiarni Kasnyik, które zresztą mieliśmy okazję przetestować podczas RAW Berlin.

Winiarnia pochodzi z leżącego na południu Słowacji Strekova (to niewielkie miasteczko znajduje się jakieś 60 kilometrów na wschód od Bratysławy i 40 kilometrów na północny-zachód od Budapesztu), gdzie rodzina posiada 9 hektarów winorośli. Panuje tu słoneczny, ciepły mikroklimat, za który odpowiada powietrze napływające z głębi Kotliny Panońskiej.

Kasnyik Rizling vlašsky malý strapec 2017 (60 zł)

Po fermentacji na naturalnych drożdżach ten Welschriesling dojrzewał na osadzie przez 10 miesięcy w beczkach. Określenie „malý strapec” oznacza małe kiście, zdaniem rodziny ich krzewy włoskiego Rieslinga dają je rzeczywiście wyjątkowo niewielkie, co przekłada się na niską wydajność, ale i niezwykle skoncentrowany smak. Wino pachnie mocno beczkowo, ale nie jest to zapach nachalny, czy nieprzyjemny. Mamy więc sporo wanilii i prażonego popcornu, trochę masła, suszonych bananów i orzechów. Usta za to żywe, cytrynowo kwaskowe, z długim, bardzo wytrawnym, grejpfrutowym posmakiem. Mimo tego dębowego ładunku całość pozostaje soczysta, świetnie wykonana. Bardzo dobre (90/100).

Ševčík Ota

Ostatni z testowanych producentów pochodzi ponownie z samych Moraw, z miejscowości Bořetice. Ševčík Ota przejął rodzinne gospodarstwo w 1992 roku i szybko postanowił produkować wina metodami naturalnymi, przy braku ingerencji w ekosystem i równie minimalistycznej interwencji w proces samej produkcji wina. Łącznie posiada on niecałe 2 hektary winnic, przy czym częściowo są to stare, ponad 70-letnie krzewy.

Ota Ševčík Grefty 2018 (69 zł)

Wino stanowi mieszankę szczepów Ryzlink vlašský (czyli Welschriesling, Riesling włoski), Veltlínské zelené (Grüner Veltliner) oraz Veltlínské červené rané (Frühroter Veltliner). Mamy tutaj krótką macerację na skórkach trwającą 48 godzin, jest to więc wino powiedzmy ćwierć-pomarańczowe. Dalsze dojrzewanie odbywa się w 500 i 300-litrowych beczkach z akacji, gdzie spędza 11 miesięcy na osadzie. W nosie znajdziemy wspomnienie tej krótkiej maceracji, wino pachnie obierkami jabłek, gruszek, pigwą. Jest soczyste, świeże, żywo tanicznie, w finiszu z zadziornym, nieco goryczkowym posmakiem. Podoba się nam potężny ładunek owocowości (cytryny czy nawet żółte brzoskwinie), ale i mocna kwasowość, którą znajdziemy w butelce. Bardzo dobre+ (91/100).


Stale nie możemy się nadziwić jakości win od naszych południowych sąsiadów (zarówno z Moraw jak i Słowacji). Tamtejsi winiarze w umiejętny sposób łączą naturalne winiarstwo z dużą pijalnością swoich butelek (choć i fani ekstremów znajdą dla siebie kilka dzikusów). Przede wszystkim za ich jakością idą zaś ciągle relatywnie niskie ceny, czasem po prostu nieprzyzwoite w stosunku do oferowanych atrakcji.