Tenuta Cefalicchio – w objęciach różu

By środa, Listopad 15, 2017 2 , ,

Człowiekowi robi się naprawdę niezwykle miło, gdy po raz kolejny na naszej wakacyjnej drodze staje włoski winiarz, który cieszy się na nasz widok. Powiedzmy sobie jednak, że dla nas to zaszczyt, że za każdym razem mamy okazję ich poznać, posłuchać jak opowiadają o swoich winach, prezentują metody produkcji, wyjaśniają niuanse miejscowego terroir. Wiele nasłuchaliśmy się o tym, jak wygląda umawianie się na wizyty u producentów z Francji, z naszej włoskiej, ale i niemieckiej czy austriackiej perspektywy to niemal inny świat. Nawet gdy przyjechaliśmy do Tenuta Cefalicchio w bardzo gorącym dniu (i nie chodzi jedynie o pogodę), bo w winnicy odbywało się spotkanie agronomów, winemakera i generalnie całej „wierchuszki” producenta, którego celem było ustalenie planu działania oraz terminu zbiorów biorąc pod uwagę ekstremalne tego roku temperatury, w niczym nie pokazano nam, że nie ma dla nas zwyczajnie czasu.

Tenuta Cefalicchio (w Polsce wina są importowane przez Wine Solution – Mąka i Woda) stanowi własność Ognissole, producenta posiadającego winnice na południu, na terenie apelacji Primitivo di Manduria. Sama już Cefalicchio obejmuje ponad 100 hektarów, ale oczywiście nie wszystkie z nich są przeznaczone na winnice. Leżą one na terenie dwóch miejscowych apelacji, Castel del Monte DOC, która jest dedykowana odmianie Nero di Troia i przeznaczona do produkcji Moscato apelacji Moscato di Trani DOC. Od kilku lat produkcja jest biodynamiczna, certyfikowana przez Demeter.

Degustacja poprowadził nam niezwykle sympatyczny Metteo. Mieliśmy wspaniałą okazję do połączenia jej z lunchem, podczas którego dano nam szansę obserwacji, jak wina sprawdzają się z lokalną kuchnią.

Rozpoczęliśmy od miejscowej suszonej szynki podanej z tartym serem. Spróbowaliśmy do niej Cafalicchio Pietraia 2016, a więc mieszanki odmian Bombino (60%) i Chardonnay. Pierwsza z nich była przez długi czas uważana za Trebbiano d’Abruzzo, ale nowsze badania pokazały, że chodzi jednak o inną, autochtoniczną dla Apulii odmianę. Jest bardzo plenna i nieumiejętnie prowadzona daje nieciekawe, neutralne wina. Owoce użyte do produkcji tej etykiety pochodzą z miejscowości Alta Murgia, a winnice leżą na wysokości 250 metrów. Czujemy trochę siana, brzoskwinie i białe kwiaty. Na podniebieniu z jabłkową kwasowością, przyjemne, świeże i bardzo rześkie. Świetne jako orzeźwiające wino w upalne dni, a spory przecież dodatek Chardonnay nadaje wino nieco lepszej struktury i sprawia, że radzi sobie również z jedzeniem. Bardzo dobre-.

Kolejnym daniem był wspaniały pieczony bakłażan w sosie pomidorowym (jedno z lepszych dań jakie mieliśmy okazję jeść we Włoszech). Do niego próbowaliśmy dwa różowe wina. Pierwszym z nich było Cafalicchio Mirante Primitivo Rose 2016, które jest delikatnie kwiatowe i wiśniowe. Na języku czuliśmy soczystość i kwaskową owocowość. Mimo, że Primitivo dalej zwykle wina ciężkie, aż do przesady owocowe, to w tej różowej wersji szczep radził sobie zaskakująco nieźle. Dobre+. Ale i tak zdecydowanie ciekawsze okazało się Cafalicchio Pontelama Nero di Troia 2016. Tu mamy więcej dojrzałych wiśni, zapach wydaje się nimi nasycony niemal do granic możliwości. W ustach nieco lżejsze, z nutami zielonych, wiśniowych gałązek. Ciało jest ładnie zarysowane, dość krągłe, ale i świeże. Bardzo dobre-. Zarówno do wspomnianego bakłażana jak i do kolejnej potrawy, czyli orecchiette z warzywami zdecydowanie lepiej pasowało właśnie Nero di Troia.

Mimo, że byliśmy już strasznie objedzeni, to na nasze talerze trafiła jeszcze wołowina. Do niej spróbowaliśmy Cafalicchio Romanico 2013, czyli ponownie Nero di Troia, ale już w czerwonej wersji, które tym razem przez 12 miesięcy dojrzewało w 25-hektolitrowych beczkach. Mamy tu akcenty dojrzałych, nieco przesmażonych wiśni, ale trzymają one wciąż świeży pion. W ustach czuć wpływ beczki pod postacią nut waniliowych, ale nie dominują one nad akcentami owocowymi. Wino jest świeże, kwaskowe, z dobrą strukturą, ale przydałyby się mu nieco mocniejsze taniny. Bardzo dobre-.

Może to sprawa kolejnego dnia ekstremalnych temperatur, ale już tak się zdarzyło, że najbardziej smakowało nam wino różowe, choć zwykle jesteśmy do tej kategorii sceptycznie nastawieni. Zresztą to nie pierwszy raz, gdy róże z Apulii tak przypadły nam do gustu.

No więc apel do Was – zamiast kolejnego Primitvo szukajcie pochodzących z tego zakątku różowych win z Nero di Troia, są o wiele ciekawsze od wspomnianych ciężkich czerwonych braci.

  • Z tego co pamiętam, to biodynamo jest tam od początku lat 90′. Może certyfikowali się później. A wina dobre bardzo.

    • Dobre i przede wszystkim ze świeżym owocem, co w Puglii nie jest oczywiste 🙂