SPOT. – Festwial Polskich Win i Cydrów

Gdy myślimy o polskich winach, często dopada nas sinusoida nastrojów. Nasze uczucia przechodzą od zachwytów i niedowierzania, po smutne kiwanie głowami i rozczarowanie. Nawet jednak będąc wyjątkowo ostrożnymi w osądach i często nie podzielając gremialnych fanfar ogłaszających kolejne odkrycia rodzimego winiarstwa, przyznajemy, że dobrze się w nim dzieje. Rzesza producentów robiących wina, których nie powstydziliby się winogrodnicy w ościennych krajach stale rośnie. Co nas szczególnie cieszy, ich portfolio staje się bardziej przewidywalne, z roku na rok trzyma odpowiedni poziom. Wyraźnie też widać, że Polacy zdali sobie sprawę z potencjału drzemiącego w naszych winach, a wciąż niewielkie zasoby czołowych winiarzy rozchodzą się w okamgnieniu.

Na stałe w krajobraz wpisały się również imprezy winiarskie dedykowane rodzimemu winiarstwu. Polacy pielgrzymują więc do Janowca, Kazimierza Dolnego, Sandomierza, Zielonej Góry (choć rokrocznie powtarzamy, że włodarze miasta mogliby popracować nad organizacją Winobrania), czy Poznania. To właśnie w tym ostatnim mieście, w restauracji SPOT. odbył się niedawno już piąty Festiwal Polskich Win i Cydrów. W pewne niedzielne przedpołudnie karnie stawiło się tutaj nie tylko zacne grono winiarzy, ale i spora rzesza winiarskich dziennikarzy i blogerów (co ciekawe nie tylko z Poznania). Tym razem na zaproszenie FUNDACJI SPOT. postanowiliśmy również wziąć udział w tym wydarzeniu.

Trzeba przyznać, że program dnia był napięty i bardzo ciekawy. Obejmował nie tylko popołudniową otwartą degustację, ale i różnego rodzaju warsztaty, w tym w zakresie foodpairingu, pionowe degustacje (co w przypadku polskich win jest wydarzeniem samym w sobie, bo niezwykle rzadko jest okazja spróbować win z innych roczników niż ten bieżący), kilka winnych premier (m.in. pomarańczowego wina z Winnicy Turnau i Pet-Nata z Domu Bliskowice), czy gościnny występ Petra Korába, świetnego naturalisty z Moraw. Jednym słowem – działo się…

Do Poznania przyjechaliśmy wcale nie z Warszawy (jak można by oczekiwać), ale z odwiedzin rodziny w Zielonej Górze, stąd pojawiliśmy się w połowie warsztatów poświęconych łączeniu wina z jedzeniem. W zasadzie chcieliśmy tylko posłuchać, bo wcześniej nie zapisywaliśmy się na ten punkt programu, ale byliśmy mile zaskoczeni, gdy bez żadnych ceregieli zaproszono nas do stołu, postawiono set kieliszków i zaproszono do wspólnego degustowania.

Z kilku win czerwonych naszą uwagę przykuł Winnica Skarpa Dobrska Adonis 2016, a wiec ukrywający się pod tą wdzięczną nazwą Zweigelt. Próbowany przez nas rok temu był jeszcze niepoukładany, teraz emanował soczystą, wiśniową owocowością, która na podniebieniu wydawała się iść delikatnie w kierunku nut mocniej konfiturowych. Do tego wciąż zachowała się kwasowość i świetna rześkość. Bardzo dobre+ (91/100).

Jeśli zaś chodzi o propozycje podane do deseru to nie zawiódł na pewno Winnica Turnau Szlachetny Zbiór 2017, czyli późno zbierany Solaris. Smakujący morelami, brzoskwiniami i ananasem, ze słodyczą świetnie zbalansowaną przez kwasowość, idealnie skomponował się z deserem (rabarbar, ciepłe puree truskawkowe, kruszonka z serem z niebieską pleśnią, lody z kwaśnej śmietany z makiem). Bardzo dobre+ (91/100).

Z pozostałych pozycji na wyróżnienie zasługuje Winnica Płochockich Raisin 2016,  a więc kupaż Hibernala i Solarisa, w którym dominowały nuty czarnego bzu słodkich jabłek i ziół. Wysoki poziom prezentowały również dwa spróbowane cydry – Ignaców Cydr Lodowy 2016, który świetnie współgrał zwłaszcza z lodami i fenomenalny, smakujący pieczonymi jabłkami, cynamonem, oleisty Chyliczki Cydr Lodowy 2016. Wszystkie trzy bardzo dobre (90/100).

Festiwal był też okazją do wspomnianych już debiutów. Dom Bliskowice Pet-Nat 2016 to Hibernal i Seyval Blanc, które dojrzewały na osadzie przez 1,5 roku. Musowanie jest bardzo delikatne, a całość imponuje świeżutkim owocem i soczystością Bardzo dobre (90/100). Natomiast Winnice Turnau Ambre 2017 to Solaris najpierw przez 3 tygodnie macerowany na skórkach, a potem trafiający do beczek. W wielu europejskich krajach panuje ostatnio moda na wina pomarańczowe i cieszy fakt, że jedna z czołowych polskich winiarni również podejmuje takie eksperymenty. W tym momencie pachnie gruszkami, mirabelkami i pigwą. Taniny są bardzo mocne, a finisz gorzkawy, pestkowy. Warto byłoby dać mu więcej czasu. Bardzo dobre+ (91/100).


Kolejnym punktem programu była pionowa degustacji win Domu Bliskowice i Winnicy Equus.

Charyzmatyczny Lech Mill postanowił zaprezentować kilka roczników swojej koronnej odmiany – Johannitera.

Rozpoczęliśmy od najmłodszego Dom Bliskowice Johanniter 2016, w którym można odnaleźć nuty skórki z gruszek, zielonych jabłek, ziół i gorzkawy finisz. Dobre+ (88/100). Dwa lata starszy Dom Bliskowice Johanniter 2014 wydaje się dość zmęczony, lekko się utlenia, pachnie zielonymi orzechami i sianem. Za to w ustach szampański, z nutami poobijanych jabłek. Bardzo dobre+ (91/100). Podobnie już odchodzącym powoli w cień jest Dom Bliskowice Johanniter 2012, ale za to jeszcze o rok starszy Dom Bliskowice Johanniter 2012 imponuje intensywną kwasowością. Choć w ustach poza nią niewiele się zachowało, to w nosie pachnie morelami i słodkimi jabłkami. Bardzo dobre (90/100).

W przypadku Winnicy Equus spróbowaliśmy Magnesi, a więc wina będącego kupażem, w którym dominującą rolę odgrywa zawsze Zweigelt, uzupełniony zwykle o Rondo i Regenta. Winnica Equus Magnesia 2016 to wisieńki, ale i leśna ściółka oraz waniliowo-dymne tło. Na podniebieniu odrobinę mniej zniuansowane, z nie za wysoką kwasowością i zbyt gorzkimi taninami. Dobre+ (88/100). O tym, że warto dać tej pozycji czas przekonały starsze wina. Najpierw elegancka, dymna i żurawinowa Winnica Equus Magnesia 2014. Tu pomiędzy aromatem a smakiem nie było już żadnego dysonansu, całość zaś pokazała niezwykle apetyczne, pijalne oblicze. Bardzo dobre (90/100). A „kropką nad i” okazała się Winnica Equus Magnesia 2013 z mocniejszą, słodszą owocowością spod znaku malin i truskawek. Na języku kwaskowa, świeża, wydająca się być młodszą niż w rzeczywistości. Bardzo dobre+ (91/100).


Niestety nasze inne zobowiązania nie pozwoliły nam zostać na wspomnianej już popołudniowej degustacji, na której jak wieść gminna niesie pojawiło się jeszcze wiele świetnych win, ale za to w jednym z kolejnych wpisów opiszmy Wam nieszblonowe pozycje z Moraw od Petra Korába.