San Leonardo – arystokratyczne wina z Trentino

By poniedziałek, Sierpień 29, 2016 2 , ,

Bezpośrednio po wizycie u znakomitego producenta z Wiednia – Fritza Wieningera, udaliśmy się w dalszą podróż do Włoch. Pierwszym winnym przystankiem już na Półwyspie Apenińskim była najbardziej ceniona winnica w Trydencie – San Leonardo (w Polsce importowana przez DELiWINA).

Historia San Leonardo jest nierozłącznie związana z rodziną Gonzaga. Około 1000 roku w miejscu dzisiejszej winiarni stanął malutki kościół (istniejący do dziś), służący podróżnikom zmierzającym z Półwyspu Apenińskiego na północ lub kierujących się w odwrotną stronę, kierunku Świętego Miasta. W 1770 roku rodzina de Gresti odkupiła posiadłość z kościelnych rąk. Po kolejnym wieku, w 1890 roku doszło do mariażu dwóch arystokratycznych rodzin – de Gresti oraz Gonzaga. Markiza Gemma de Gresti po I wojnie światowej zasłynęła pomocą w powrocie do ojczyzny ponad dziesięciu tysiącom mieszkańców Trydentu, Dalmacji i Istrii, którzy walcząc w szeregach armii Austro-Węgier trafili do rosyjskiej niewoli. Rok przed wybuchem II wojny światowej na świat przyszła osoba, która zbudowała potęgę winnicy – markiz Carlo Geurrieri Gonzaga. W 1957 roku rozpoczął on studia enologiczne w Lozannie, ale dopiero w 1978 roku zasadził pierwsze krzewy Caberneta Sauvignon w swojej posiadłości. Cztery lata później na świat wyszedł pierwszy rocznik flagowej etykiety – San Leonardo. Kolejne lata to stopniowe budowanie renomy win we Włoszech i na świecie. Stopniowo zaczęły one zdobywać kolejne nagrody i wyróżnienia, a w 1997 roku San Leonardo zostało wybrane najlepszy czerwonym winem Półwyspu Apenińskiego i znalazło się wśród dwunastu najlepszych win na świecie według Wine Spectator.

IMG_9738

Pomysłem markiza Carlo było zbudowanie winnicy, idącej trochę na przekór włoskiemu winiarstwu, które oparte jest w dużej mierze na autochtonicznych szczepach. Zamiast więc skupiać się na uprawianych w Trydencie Teroldego czy Marzemino, postawił na odmiany międzynarodowe. Wzorem Supertoskanów zbudował wina, które można nazwać śmiało Supertrydentami. Czołowa butelka producenta do kupaż Caberneta Sauvignon, Merlota oraz Carmenere. Co ciekawe przez długi czas wydawało się, że w winnicy uprawiany jest nie Carmenere, lecz Cabernet Franc. Dopiero gdy zasadzono nowe sadzonki „prawdziwego” Caberneta Franc, zrozumiano, że w rzeczywistości właściciele mieli do czynienia z inną odmianą.

_DSC3873

Obecnie San Leonardo posiada dwie winnice, jedną historyczną, leżącą wokół willi rodziny Gonzaga i terenu na którym zbudowano winiarnię, drugą dalej na północny, przy samej granicy z Alto Adige (tam uprawiane jest Sauvignon Blanc i Riesling). Pierwsza ze wspomnianych powstała na terenie, gdzie niegdyś biegło koryto rzeki Adygi, stąd dominują tu gleby aluwialne oraz piaszczyste.

W winiarni fermentacja i dojrzewanie odbywa się w cemencie, stali, dużych beczkach slowońskich oraz barriques (francuskich, w większości używanych). W 2002 roku otwarto nową, nowoczesną piwnicę, gdzie odbywa się dojrzewanie w dębie, a obecnie trwają prace budowlane nad dalszą jej rozbudową.

Oprowadzani przez Josepha (przesympatycznego Irlandczyka, zajmującego się w San Leonardo eksportem), zwiedziliśmy całą posiadłość, której uroku nie sposób zapomnieć. Leżąca w dolinie Adygi, z przepięknym widokiem na okolicznie szczyty, z eleganckimi, przystrzyżonymi trawnikami łączy w sobie arystokratyczną elegancję i niewymuszony urok. Kolekcja starych traktorów oraz małe muzeum prezentujące narzędzia służące niegdyś do produkcji wina dodają miejscu autentyzmu i nieco małomiasteczkowego charakteru.

Degustacja win podzielona została na dwa etapy. Najpierw spróbowaliśmy kilku butelek w towarzystwie samego markiza Carlo. Rozpoczęliśmy od Vette di San Leonardo 2015 (78 zł – podajemy ceny u importera, choć mogą być dostępne inne roczniki). Jest to 100% Sauvignon Blanc z winnicy leżącej na wysokości 600 metrów, zdominowanej przez wapienne gleby. Po fermentacji dojrzewa przez 5 miesięcy w stali, na osadzie. Bliskość Alto Adige odnajdujemy w podobnym charakterze wina. Jest bardzo czyste, wręcz krystaliczne, z nutami zielonych jabłek, agrestu i delikatnym niuansem trawiastym. Usta piękne, uderzające w szkliwo czystością górskiej wody. Jakże inne od rozbuchanych Sauvignon z Nowego Świata, przejrzyste, a przy tym stalowo silne. Bardzo dobre.

Podstawowa czerwona etykieta to Terre di San Leonardo 2014 (82 zł), która pochodzi w winogron z młodszych krzewów. Kupaż jest taki sam jak przy czołowym winie posiadłości – Cabernet Sauvignon, Merlot oraz Carmenere. Większość wina (80%) dojrzewa przez 18 miesięcy w dużych beczkach, a pozostała część przez pół roku we barriques. Pachnie mocnym owocem, czarnymi porzeczkami i kwaskowymi wiśniami. W ustach lekkie, świeże, tutaj czujemy ponownie porzeczki, ale bardziej czerwone niż czarne. Zachwyca czystością owocu i rześkością. Bardzo dobre.

_DSC3989

Villa Gresti di San Leonardo 2010 (132 zł/rocznik 2009) otrzymało nazwę od rodzinnego domu Gonzagów, który znajduje się na terenie posiadłości. Jest to niemal czysty Merlot, uzupełniony jedynie o 10% Carmenere. Po fermentacji w cemencie wino przez mniej więcej rok dojrzewa w małych baryłkach. W porównaniu do poprzednika o wiele gęstsze, przesycone aromatami dojrzałych malin, porzeczek i wiśni. Usta gładkie, utemperowane, z eleganckimi, zaokrąglonymi taninami. Ma jeszcze spory potencjał dojrzewania, a już teraz bardzo dobre+.

W końcu nadszedł i czas na flagowe wino posiadłości – San Leonardo 2010 (218 zł/rocznik 2008). Te etykiety słyną z długowieczności, więc trzeba mieć świadomość, że ta butelka to nieopierzony młodziak. Wino stanowi kupaż 60% Caberneta Sauvignon, 30% Carmenere oraz 10% Merlota, które dojrzewały przez 18-24 miesiące w barriques (część nowych, część używanych). To co urzekło nas we wszystkich rocznikach San Leonardo (zdradzimy Wam, że spróbowaliśmy również starszych etykiet, ale o tym za chwilę), to niebywała i niespotykana czystość owocu. Tutaj był on delikatnie lakierowy, konfiturowy ale przy tym wciąż epatował świeżością. Można było wyczuć porzeczki, leśne owoce z dodatkiem czarnoziemu i żwiru. Do tego zauważalne nuty mineralne, piękna struktura i koncentracja. Taniny są już na tym etapie dobrze zintegrowane, a kwasowość wciąż mocna i wyczuwalna. Bardzo dobre+.

Spróbowaliśmy również dwóch rodzajów grappy. Grappa Bianca powstaje z wytłoczyn z San Leonardo, a poziom alkoholu to 45%. Lubimy białe grappy przez to, że dobrze oddają owocowy charakter winogron. Również w tym przypadku w nosie czujemy śliwki, grappa jest aksamitna, delikatna. W ustach dość łagodna i miękka. Bardzo dobra. Dla odmiany Grappa Stravecchia dojrzewa przez 5 lat w beczkach uprzednio używanych do produkcji San Leonardo. Tu akcenty śliwkowe przeplatają się z nutami orzechowymi, ale w ustach dalej destylat jest elegancki i przyjemny. Bardzo dobra-.

_DSC4006

Dalszą część degustacji odbyliśmy w oszałamiających warunkach przyrody w Castello di Avio. Okazało się bowiem, że podejmujący nas gospodarze zaprosili nas na luch do restauracji usytuowanej na zamku górującym nad drugim brzegiem Adygi. Twierdza powstała w XI wieku i była jednym z elementów szeregu warowni, których zadaniem było strzeżenie doliny Vallagarina stanowiącej dogodne połączenie Włoch z krajami środkowej Europy. Choćbyśmy nie wiem jak się starli, nie sposób oddać słowami piękna widoków jakie rozpościerały się z murów zamku.

Na przystawkę podano nam wołowe carpaccio z ricottą, które próbowaliśmy z jeszcze nie skierowaną do sprzedaży butelką Rieslinga San Leonardo 2015. Wino było młodziutkie, nie do końca ułożone, bardzo aromatyczne z akcentami mirabelek. W smaku z mocną kwasowością ale i dodatkiem wciąż obecnych akcentów postfermentacyjnych. Bardzo dobre-. Z carpaccio zagrało idealnie, w połączeniu z serem podkreśliło świeżość mięsa.

Następnym daniem była przepyszna lasagna z cukinią. Tutaj spróbowaliśmy już dwóch roczników San Leonardo, do tego makaronu bardziej pasowało San Leonardo 2003. Jest to wino z wyjątkowo gorącego rocznika i pokazało, jak pięknie starzeją się te etykiety. Choć można było wyczuć nuty ewolucyjne – maggi, liść laurowy, suszone śliwki, to usta emanowały świeżym, soczystym owocem. Kwaskowe porzeczki i pieprzny finisz stanowiły dwa elementy pomiędzy którymi rozciągnęła się mocna, solidna struktura wina. Znakomite, a wciąż nadające się do odłożenia na dalsze lata.

Daniem głównym był policzek wołowy gotowany w winie z dodatkiem lekko kwaśnej czerwonej kapusty. Do niego spróbowaliśmy San Leonardo 1999, w którym ewolucja była już bardziej zaznaczona, pojawiają się nuty trzeciorzędowe (grzyby, zapach długo nie otwieranej babcinej szuflady). Po takim zapachu jakże wielkie było nasze zaskoczenie, gdy w ustach wciąż można było wyczuć pięknie świeży owoc. Trudno było nam uwierzyć, że mamy do czynienia z 17-letnim winem. Dużo czytaliśmy o tym jak etykiety San Leonardo zachowują się z biegiem lat, ale dopiero wtedy chyba w pełni zrozumieliśmy ten ewenement i piękno spoczywające w tych winach. Arcydzieło-.

14139202_10207127124568952_120434889_o

San Leaonrdo to magiczne miejsce przesycone atmosferą minionych wieków i historią, ale i otwarte na nowoczesność. Wydaje się nam, że właśnie ten mariaż tradycji uzupełnionej o umiejętne wprowadzone nowinki (choćby świetnie działające social media) stanowi o sile producenta. Jedno jest pewne, legenda krążąca wokół tych win jest absolutnie i niepodważalnie prawdziwa. Jeśli lubicie butelki, gdzie piękno owocu nie słabnie mimo upływających lat, to są wina dla Was!