Recenzujemy trzy butelki od Wino z Moraw

Po zeszłotygodniowych postach, w których opisywaliśmy Wam kilka butelek przywiezionych zza granicy, zgodnie z obietnicą kontynuujemy eksplorację portfolio rodzimych importerów. Dziś czas na kolejne butelki od Wino z Moraw. Poprzednio przedstawiliśmy Wam trzy białe pozycje, a tym razem sięgamy po miks – dwie czerwienie i biel (ale warto dla niej doczytać post do końca).


Milan Nestarec

Milan to chyba najbardziej znany przedstawiciel morawskiego winiarstwa na świecie. Ten młodziutki producent odniósł bowiem niebywały sukces, a jego etykiety sprzedają się dosłownie na całym globie, od USA po Japonię. Gdy przejmował winnicę od ojca, początkowo produkował wina „klasyczne”, nieśmiało zaczynają eksperymenty z naturalnym winiarstwem. Po kilku latach przestał się ograniczać i zaczął wypuszczać na rynek niemal wyłącznie wina dłużej macerowane na skórkach, pet-naty, czy inne freakowe butelki o zapadających w pamięć nazwach jak TRBLMKR, WTF, Love Me Hate Me czy Podfuck. Odwiedziliśmy jego winiarnię wiosną zeszłego roku i przejście przez portfolio Milana była jedną z najsmaczniejszych degustacji w naszym życiu.

Nestarec Nach 2017 (47 zł, litrowa butelka)

Wina Milana kochamy za ich niezwykłą pijalność, są one tak świetnie zrobione, że mimo wyraźnego naturalistycznego zacięcia, nie tracą nic ze swojej soczystości i pięknej żywotności. Tak jest również w przypadku tej mieszanki Pinot Noir i Zweigelta. To niemal owocowa bomba – pełna śliwek, dojrzałych wiśni, aronii, żurawin. Do tego bardzo świeża, wyraźnie kwaskowa, na podniebieniu odrobinę lakierowa, ze zdecydowanie ziemistym posmakiem. Całość fenomelanie wprost smaczna i nawet brak tanin nie przeszkadza. Chce się je pić haustami, do czego wybitnie zachęca litrowa butelka. Byłoby hitem na grilla. Bardzo dobre+ (91/100).

Richard Stávek

Chyba trudno o większe przeciwieństwo dla Milana jak Richard Stávek. Milan to jednak winiarz-celebryta (ale bez jakiś negatywnych konotacji), Richard jest znów bardzo skromny, cichy, spokojny. Gdy spotkaliśmy go na festiwalu SAW w Berlinie wydał się wręcz zakłopotany tłumem szturmującym stanowisko z jego winami. A te są świetne, ale znów porównując je z butelkami od Milana, nie tak ugładzone, bezkompromisowe. Trzeba już trochę „liznąć” win naturalnych, by je w pełni docenić, nie są to na pewno pozycje na pierwsze spotkanie z tym nurtem winiarstwa. Dzięki Andrzejowi Staniszewskiemy niemal rok temu mogliśmy spróbować szerszej selekcji Richarda, a dziś sięgamy po jeszcze inną butelkę – Frankovkę.

Stávek Mladobočková Frankovka 2018 (65 zł)

Wino pochodzi z młodych krzewów Frankovki (czyli Blaufränkischa) z niedawno obsadzonej przez Richarda winnicy. Zrobiliśmy pierwszy łyk i gdyby nie to, że nalewaliśmy je wprost z butelki, można by odnieść wrażenie, że jest to po prostu sok z czarnej porzeczki. Dopiero po chwili pojawia się delikatnie ziemisty posmak, odrobina zielonych liści, pieprzu, kwaskowych wiśni. Wino jest proste, ale (choć może to zabrzmi banalnie) po prostu autentyczne, nie próbuje niczego udawać. Do pizzy smakowało nam wprost wybornie. Dobre+ (88/100).

Kasnyik

Ostatniego winiarza możecie już kojarzyć, bo opowiadaliśmy Wam o nim przy okazji recenzji poprzednich butelek od Wino z Moraw. Kolejne spróbowane wino jest jednak jeszcze ciekawsze od poprzednio spróbowanego.

Kasnyik Veltlínske zelené sur lie 2016 (59 zł)

Mamy tutaj grona z ponad 30-letnich krzewów Grüner Veltlinera (bowiem ta odmiana ukrywa się pod nazwą Veltlínske zelené), a wino po fermentacji w beczkach dojrzewało w nich na osadzie przez 9 miesięcy. Jest pięknie kremowe, maślane, pełne, ale wciąż mocno, wyraziście kwaskowe. W aromacie bogate, pachnące morelami, dojrzałymi gruszkami, brzoskwiniami, ananasem, rumiankiem. Może mało typowe jeśli chodzi o charakterystykę odmiany, ale świetnie wykonane i bardzo apetyczne. Można popijać solo, ale znakomicie sprawdzi się do wszelkich dań z białymi, maślano-śmietankowymi sosami (czy to szparagi, czy ryby, a nawet drób). Znakomite- (92/100).


Trzy kolejne wina – trzy świetne strzały. Kolejny raz spróbowane butelki po prostu bardzo nam smakowały – to już reguła u tego importera, ale też o to przecież powinno zawsze chodzić. Nach od Nestareca to świetna, budżetowa pozycja, którą bardzo Wam polecamy na jakieś większe grillowe imprezy (gdy oczywiście będzie można je  już organizować), a słowackiego Veltliner powinni spróbować wszyscy fani tej odmiany z Austrii, bo choć w innym wyrazie, jest jakże przy tym ciekawy.