Rafa Wino – czas na Węgry

By piątek, 30 października, 2020 0 , , , ,

Po degustacji trzech musiaków z portfolio Rafa-Wino dziś sięgamy po kolejne butelki z ich selekcji. Tym razem wybierzemy się na Węgry, ale zamiast skupiać się jak to zwykle bywa na najpopularniejszych winach z tego kraju (patrz Tokaje), idziemy nieco przekornie, próbując również Kadarkę oraz Cabernety Franc. Gotowi? To zapnijcie pasy i ruszamy.


(Nie)sławna Kadarka

Słuchaliśmy ostatnio ciekawego podcastu z serii Wine for Normal People. Gościem autorki Elizabeth Schneider był Zoltán Heimann z Szekszárdu, którego rodzina jest jednym z przedstawicieli nowej fali węgierskiego winiarstwa (zresztą producent również znajduje się w portfolio Rafa-Wino). Zoltán bardzo promuje odmianę Kadarka, która w naszym kraju posiada tragiczną opinię, ale osobiście jesteśmy jej dużymi fanami (oczywiście nie tych marketowych wersji, które zresztą pochodzą głównie z Bułgarii). Dlatego, gdy kiedy natrafiła się możliwość przetestować wino z tej odmiany, nie musiano nas długo namawiać.

Niewielu konsumentów zdaje sobie sprawę, że Kadarka to jeden z najstarszych węgierskich szczepów, wspominany w relacjach już z czasów średniowiecza. Jest bardzo kapryśna i trudna w uprawie, więc w czasach komunizmu była bliska wyginięcia. Dopiero w ostatnich latach obserwujemy jej powolne odrodzenie, choć nadal na Węgrzech uprawia się ją na mniej niż 500 hektarach. Najlepsze wina powstające z Kadarki to naprawdę subtelne pozycje, z aromatami czerwonych owoców, zwiewne, przypominające nieco Pinot Noir. Wielka szkoda, że w Polsce ma ona tak zszarganą opinię i warto spróbować dobrej węgierskiej Kadarki, by odczarować sobie ten obraz. W samych Węgrzech odmiana jest spotykana głównie we wspomnianym Szekszárdzie oraz w Egerze, skąd właśnie pochodzi nasza butelka.

Eger kojarzony jest głównie z kolejny „emblematycznym” winem z Węgier – byczą krwią z Egeru (Egri bikavér), ale to temat na osobą opowieść. Winnice zajmują obszar ponad 4.300 hektarów i rozciągają się przedpolu Gór Bukowych, które chronią je przed chłodnymi północnymi wiatrami, ale jednocześnie sprawiają, że wiosna przychodzi tutaj stosunkowo późno. Eger jest przez to jednym z najchłodniejszych regionów winiarskich Węgier.

Hagymási Kadarka 2018 (46,99 zł)

József Hagymási zaczynał od niewielkiej 5-hektarowej winnicy, a dziś posiada już ponad pięć razy więcej nasadzeń. Wino pachnie lakierem do paznokci, ziołami i czereśniami. Na podniebieniu odrobinę zielone, z nutami czerwonych porzeczek, poziomek i kwaskowych wiśni. Choć odmiana nie słynie z mocnych garbników, tutaj są one stosunkowo wyraziste, dodatkowo akompaniuje im soczystość i przyjemna chrupkość. Dość proste, ale stanowiące świetnego kompana do codziennych potraw – my przetestowaliśmy do pizzy, poszło genialnie. Bardzo dobre- (89/100).

Cabernet Franc w dwóch odsłonach

Choć Cabernet Franc to odmiana, która utożsamiana jest z Doliną Loary, to na Węgrzech jest ona mocna osadzona już od początku XX wieku. W leżącym na południu kraju Villány jest w zasadzie najbardziej rozpoznawalną odmianą, w dużej mierze przyczyniając się do sukcesu mocnych, pełnych, beczkowych win z regionu. Oprócz Villány możną się na Caberneta Franc natknąć również w Egerze czy Szekszárdzie. Nam udało się zrobić porównanie pomiędzy dwoma egzemplarzami wina z tej odmiany.

Racz Miklos Tamas Cabernet Franc 2018 (64,99 zł)

Zaczynamy od Villány, od niewielkiego producenta z miejscowości Diósviszló, którego roczna produkcja to jedynie ok. 9 tysięcy butelek. Choć (tak jak pisaliśmy) wina z Villány są zwykle mocno zbudowane, solidnie okraszone beczką, to tutaj mamy przede wszystkim soczystość owocu (czarna porzeczki, wiśnie). Duża w tym zasługa pokrycia wina dwutlenkiem węgla, który w procesie winifikacji miał chronić przed utlenieniem, ale część gazu wtopiła się w strukturę sprawiając wrażenie delikatnej perlistości. Dzięki temu wino jest bardzo żywe, ze zdecydowanymi akcentami ziemistymi i grafitowymi taninami. Mocniejsze w wyrazie niż Cabernety z Doliny Loary, mroczne, z ciemnym owocem, ale też bardziej żywe niż typowi przedstawiciele z południa Węgier. Bardzo dobre (90/100).

Bolyki Eger Cabernet Franc 2017 (76,99 zł)

Win od Bolyki z Egeru nie trzeba przedstawiać, bowiem w naszym kraju są one dostępne od wielu lat, również w wydaniach marketowych. Wino dojrzewało przez 12 miesięcy w 500-litrowych beczkach. W porównaniu do poprzedniej pozycji jest lżejsze, bardziej przestrzenne, bardziej „węgierskie” w wyrazie od poprzednika. Pachnie wiśniami, dojrzałymi malinami, również i grzybami, jesiennymi liśćmi opadłymi z drzew. Owocowe, z ziemistym posmakiem, oraz wyraźnymi taninami. Z tych dwóch Cabernetów, to właśnie chłodniejszy i lżejszy egzemplarz z Egeru bardziej przypadł nam do gustu. Znakomite- (92/100).

Na koniec jak zawsze Tokaj

To trochę paradoks, że choć na co dzień pijamy przecież głównie wina wytrawne, to zwykle na degustacjach i konkursach, w których bierzmy udział najwyższe noty zdobywają wina słodkie. Jest bowiem coś nieuchwytnego i urokliwego w równowadze pomiędzy słodyczą i kwasowością, piękną złożonością najlepszych słodkich butelek. Jeśli zaś mielibyśmy szukać win, które najpełniej oddają taką ideę, to jednym z pierwszych wyborów jest oczywiście Tokaj.

Budahazy Szent Tamas Furmint Hárslevelű 2017 (84,99 zł)

Spróbowana butelka reprezentuje coraz popularniejszą kategorię win z późnego zbioru (nie będących jednak produkowanych metodą używaną do wytwarzania aszu). Dodatkowo winogrona pochodzą z najdanego z najsłynniejszych tokajskich cru – winnicy Szent Tamas. Pachnie czerwonymi jabłkami, gruszkami w syropie, miodem, morelami. Słodycz jest intensywna (ponad 105 gram cukru resztkowego), ale nie zakleja ust, dzięki zaznaczonej kwasowości (choć mogłaby ona być jeszcze mocniej zarysowana). Przyjemnie gęste, z delikatnie gryczanym finiszem. Znakomite- (92/100)


Rafa-Wino od dawna słynie z oferty win z Węgier, ale cieszymy się, że obok Tokaju mogliśmy spróbować tych kilku ciekawych, rzadziej degustowanych czerwieni. Nie bójcie się Kadarki i nie zamykajcie na Cabernety Franc tylko znad Loary, węgierskie wina z tej odmiany też zasługują na uwagę.

P.S. Trzy wina otrzymaliśmy do degustacji od producenta, jedno to zakup własny.