Potrójne uderzenie pomarańczy

By wtorek, Styczeń 22, 2019 0 , , , ,

Święta, Sylwester, kilka wyjazdowych weekendów, nawał pracy w grudniu i na początku roku (dobra… właściwie cały czas nawał) – wszystko to sprawiło, że znów! nie mieliśmy czasu na regularne zapoznawanie Was z butelkami, które przetestowaliśmy w ostatnich tygodniach. Marta ostatnio zrobiła porządek z folderem butelek sfotografowanych ale nieopisanych i oboje się załamaliśmy, bo jesteśmy nie na bieżąco. Czas więc w miarę możliwości, bo tu nam wybaczcie – doba nadal na nas wszystkich nakłada takie same ograniczenia czasowe – nadrobić zaległości. Dziś chcemy zaprezentować Wam trzy najbardziej odjechane, niecodzienne wina. Oczywiście wszystkie są w kolorze pomarańczowym.

Tak się złożyło, że mamy ostatnio „smaka” na wina w tym kolorze. Po części jest to zapewne pochodna tego, że o tym sposobie produkcji ostatnio głośno w winnym świecie i sami chcemy się dokształcać. Białe wina macerowane długo na skórkach (bo w skrócie tak można streścić sposób ich wytwarzania) mają bowiem jedną niepodważalną zaletę – są nieprzewidywalne, a co za tym idzie są niezwykle intrygujące i pociągające. Kombinacja czasu maceracji, odmiany, zbiornika w którym odbywa się cały proces i fantazji winiarza sprawiają, że zwykle są to pozycje mocno niesztampowe. To prawda, bywają ekstremalne, niepozbawione wad, ale też przyznajcie sami, czy czasem nie macie ochoty na taką podróż w nieznane?

 


Fio Wines Niepoort & Kettern JoJo 2017 (94 zł, Taszka)

Pamiętacie, jak prezentowaliśmy Wam selekcję win od Dirka Niepoorta? Proszę bardzo, tu mamy kolejną z butelek sygnowanych jego nazwiskiem, pochodzącą od mozelskiej odnogi jego biznesu. Wino powstaje z gron Rieslinga dojrzewających na najwyższej parceli firmy – Piesporter Freudenberg. Najpierw fermentują one przez 10 dni wraz ze skórkami, a w dalszej kolejności lądują częściowo w dużych drewnianych beczkach oraz stalowych zbiornikach. Tam przez 12 miesięcy wino dojrzewa, ale bez wzburzania powstającego osadu. 

W efekcie mamy wino, które można polecić osobom dopiero poznającym świat „pomarańczy”, długo macerowanych win. Jest bowiem (jak na ten styl produkcji) dość zachowawcze. Czujemy oczywiście typowe nuty siana i ziół, ale sporo tu jednak aromatów odmianowych – cytryn i dojrzałych gruszek. W ustach charakternie kwaskowe, woskowe i z naprawdę delikatnymi taninami w finiszu. Świeże i żywe, ale oczekiwaliśmy nieco większej dzikości. Dobre (87/100).


MicroBioWines Tentados 2016 (zł, Viniculture Berlin)

MicroBioWines to projekt założony przez Ismaela Gozalos Verdejos, zlokalizowany nieopodal miasteczka Nieva, na północ od Segovii w regionie Kastylia Leon (Hiszpania). Od 1998 roku rozpoczął on eksperymenty z produkcją win z minimalną interwencją chemiczną podczas procesu winifikacji. Wysoko położone winnice (do 900 metrów), oraz suchy klimat niewątpliwie ułatwiają organiczne prowadzenie winnic, redukując problem z chorobami grzybiczymi. W butelce znajdziemy 100% Verdejo, którego winifikacja jest wprost przedziwna. Owoce lądują do glinianych, 320-litrowych słojów, gdzie przez 5 tygodni podlegają maceracji węglowej. Fermentacja odbywa się naturalnie – winogrona leżące na spodzie tego zbiornika pod wpływem ciężaru tych leżących wyżej zaczynają puszczać sok, który zaczyna pracować. Podczas tego procesu wydzielany jest dwutlenek węgla, który wypiera tlen i zapewnia winu bezpieczną, beztlenową atmosferę. W dalszej kolejności, po półrocznym dojrzewaniu, połowa skórek jest usuwanych, a pozostała część wraz z winem przez dalsze 11 miesięcy pozostaje w glinie, ale utrzymywana jest w niskiej temperaturze 13ºC. Dopiero po tym czasie, bez filtrowania i klarowania trafia ono do butelek.

Wino jest naprawdę dziwne. O zapachu wody po kiszonej kapuście i butwiejącego siana. Usta już bardziej owocowe, brzoskwiniowe, z dodatkiem mandarynek, słodkich jabłek, gruszek i ładną kwasowością. W finiszu również delikatne taniny. Trudno dopasować to wino do jedzenia, lepiej pić je solo i poczuć się jak prawdziwy hipster ze Zbawixa na wakacjach w Hiszpanii. Bardzo dobre- (89/100).


Vina Sveti Martin Rebula 2012  (82 zł, Krakó Slow Wines)

Tu przenosimy się do Słowenii, a dokładniej na pogranicze słoweńsko-włoskie, które w ostatnich latach uchodzi za jeden z mateczników win pomarańczowych. Vina Sveti Martin to producent zlokalizowany w Dolinie Vipawskiej, które słynie ze swojego stosunkowo chłodnego o bardzo wietrznego klimatu. Odmiana Rebula (Ribolla Gialla) jest tu dość często wykorzystywana do produkcji win długo macerowanych ze względu na grubą skórkę, naturalną wysoką kwasowość i ciekawe aromaty kwiatowe.

Ponownie mamy wino jak na pomarańcz stosunkowo łagodne. Sporo w nim akcentów słomianych, trawiastych i pigwowych. Do tego nieco obierków z jabłek i gruszek. W ustach dochodzi również nieco umami, sosu sojowego i delikatnych tanin, ale bez popadania w ekstremizm. Świetne kulinarnie, my spróbowaliśmy do pieczonego batata z fetą i kolendrą, a to połączenie udało się rewelacyjnie. Dobre+ (88/100).


Proste ale nasze podsumowanie może być tylko jedno: warto próbować pomarańczowych win! Gdy macie już dość kolejnych burgundów, czy bordosów, Veltlinerów, Chardonnay, czy Sangiovese, wtedy kieliszek pomarańczowego wina może być wspaniałą alternatywą i poznaniem kolejnych zakamarków winiarskiego świata.