Polskie wina z Winkolekcją

Pozostajemy w tematyce rodzimym win (przypomnimy tylko, że niedawno pisaliśmy o V Festiwalu Polskich Win i Cydrów). Tym razem okazją, by przybliżyć Wam kilka kolejnych butelek jest degustacja zorganizowana przez warszawskiego importera, firmę Winkolekcja. Jak opowiadał prowadzący to spotkanie Sławek Chrzczonowicz, w ostatnich miesiącach przetestowali pozycje od kilkunastu, o ile nie kilkudziesięciu polskich producentów, celem rozszerzenia oferty o nowy etykiety.

Akurat pierwsze ze spróbowanych win to butelka od winiarzy, z którymi Winkolekcja współpracuje już od dawna. Barbara i Marcin Płochoccy byli jednymi z pierwszych rodaków, którzy naprawdę profesjonalnie zajęli się winiarstwem. Początkowo dzielili czas między swoją winnicą zlokalizowaną nieopodal Sandomierza, a Warszawą, ale od kilku lat przenieśli się do domu wybudowanego nieopodal swojej parceli. Dodatkowo został on rozbudowany o pokoje gościnne, gdzie mogą się zatrzymać odwiedzający ich fani polskich win. Winnica Płochockich Erling XVI (99 zł) to Riesling z rocznika 2016. Ciekawostka! Konieczność bawienia się w takie kalambury wynika z faktu, że umieszczenie nazwy odmiany i rocznika na butelce uzależnione jest od przyjazdu urzędnika, który na miejscu potwierdzi, że faktycznie na winnicy rośnie odpowiedni szczep (co też wiąże się z obowiązkiem poniesienia opłaty). Samo wino pachnie kwaskowymi jabłkami, cytrynami, ale i pszczelim woskiem, pojawia się nawet niuans naftowy. Na języku z delikatnie maślaną fakturą i długim, cytrynowym posmakiem. Klasyczny jeśli chodzi o zachowanie charakteru odmiany. Bardzo dobre (90/100).

Kolejna, tym razem podkarpacka, Winnica Sztukówka słynie z ciekawych nazw swoich win, które nawiązują do dawnych polskich instrumentów muzycznych. Niech Was więc nie zdziwi choćby nazwa Suka… Tym razem próbowaliśmy Winnica Sztukówka Lira Korbowa 2016 (69 zł), która powstaje z odmiany Johanniter. Zapach jest dość trudny, jakby nieco zakurzony. Dopiero po chwili pojawia się nieco grejpfruta, ziół i jabłek. Ma sporo materii, ale owocowość jest zielona, jakby niedojrzała, pojawiają się akcenty zielonych liści, a w finiszu wychodzi jeszcze cukier. Brakuje lepszego ułożenia i wtopienia się poszczególnych elementów. Dobre (86/100).

Łukasz Chrostowski, założyciel Winnicy Equus ma parcele zlokalizowane w trzech różnych miejscach. Rozpoczynał od niewielkiej działki w Mierzęcinie, następnie zakupił kilka arów na Podkarpaciu, ale obecnie największym jego areałem jest licząca ponad 4 hektary winnica w Zaborze, będąca częścią założonej przy wsparciu władz regionu 35-hektarowej Winnicy Lubuskiej. Winnica Equus Passage Cuvee 2017 (69 zł) to mieszanka 50% Solarisa, 30% Rieslinga i 20% Johannitera. Znajdziemy w niej jabłka, gruszki, sporo ziół i nieco akcentów leśnych (ściółka i mech). Na podniebieniu z przyjemną koncentracją, ale brakuje trochę wyższej kwasowości, przez co całość robi mdłe wrażenie. Dobre (86/100).

Przy kolejnej pozycji wróciliśmy do Płochockich, ale tym razem mogliśmy spróbować ich prawdopodobnie najsłynniejszego wina – Winnica Płochockich Inspira Volcano 2016. Jak wskazuje nazwa inspiracją do jej powstania byłą wizyta małżeństwa na węgierskim wygasłym wulkanie Somló. Używane odmiany zmieniają się w zależności od rocznika, tym razem jest to 40% Hibernala, 36% Seyvala Blanc i 24% Sibery. Każdy ze szczepów winifikowany jest osobno i przez 12 miesięcy dojrzewa w beczce, a dodatkowy rok spędzają już wspólnie w stali. Początkowo w nosie chłodne, wycofane, ale powoli otwiera się, ukazując nuty ziół, gruszki, grejpfruta i liści porzeczki. W ustach świetnie skoncentrowane, tu do głosu dochodzą pochodzące od starzenia w dębie wariacje orzechowo-tostowe, ale są one idealnie wtopione w całość wina. Bardzo dobre (90/100).

Ostatnią pozycją tego producenta było Winnica Płochockich Rose 2017 (59 zł). Tu znajdziemy odmiany Marechal Foch, Bolero i Rondo. Co nam osobiście nie odpowiada, to zbyt wysoki cukier resztkowy. Wino jest bowiem półwytrawne, wydaje się być zbyt landrynkowe. Dopiero w finiszu pojawia się nieco kwasowości i malionowo-poziomkowej owocowości. Dobre (86/100).

Wśród piszących o winie co jakiś czas wybucha dyskusja, czy polscy winiarze powinni się skupić na szlachetnych odmianach winorośli, zamiast obok nich sadzić kolejne ary szczepów hybrydowych. Zgadzamy się, że Sławkiem, który uważa, że warto jednak zdać się na doświadczenie samych winiarzy, którzy najlepiej są w stanie ocenić jaka odmiana przyjmie się na ich siedlisku. Wielu z nich uprawia zarówno jedne, jak i drugie, a zazwyczaj trudno jest jednoznacznie ocenić które butelki wypadają lepiej. W powszechnej opinii nie ulega jednak wątpliwości, że w ciepłym lubuskim klimacie uprawa Vitis vinifery ma największe szanse powodzenia.

Winnica Equus Pinot Noir 2016 (99 zł) jest dymne, wiśniowe, do tego znajdziemy tu ciekawe ornamenty marcepanowe i kwiatowe. W ustach nieco sprzeczne, bo najpierw owocowość wydaje się lekko konfiturowa, ale po chwili do głosu dochodzą nuty zielone, niezbyt dojrzałe. Również taniny pozostają mało ułożone. Czyżby potrzebowało więcej czasu? Bardzo dobre- (89/100).

Z największej winnicy w Polsce i od producenta który chyba jako pierwszy zainwestował spore środki w profesjonalny marketing swoich win spróbowaliśmy Winnica Turnau Rondo/Regent 2016 (70 zł). W zapachu doszukaliśmy się śliwkowej konfitury, ale i włoszczyzny. Na podniebieniu sporo tu akcentów beczkowych pod postacią tytoniu, kawy i czekolady. Ta dębowa ekspresja ukrywa fakt, że winu brakuje wypełnienia i owocowego tła. Do tego w finiszu wychodzi gorzkawy posmak. Dobre (86/100).

Zakończyliśmy Winnicą Equus Magnesia 2016 (69 zł), ale do opisu tego wina zapraszamy do poprzedniego wpisu.

Okazuje się, że najlepsze wrażenie zrobiły na nas wina od Płochockich. Przyznajemy, że dotychczas byliśmy do nich sceptycznie nastawieni, nigdy nas one nie porywały i to było bez wątpienia największe odkrycie wieczoru.