Nowy Świat z Tesco

By piątek, Marzec 18, 2016 1 , , ,

Wiadomo, że w Eurazji pierwsze ślady winogrodnictwa sięgają kilku tysiącleci (Gruzja, czy Armenia). Większość regionów w Europie początki uprawy winorośli datuje od czasów rzymskich, albo co najwyżej od średniowiecza i powstających wówczas przyklasztornych winnic. Tymczasem w takich krajach jak Australia, Stany Zjednoczone, Chile, czy Argentyna wino zaczęło być produkowane dopiero gdy zawitali tam (zazwyczaj nie w pokojowych zamiarach) europejscy kolonizatorzy. Co prawda przywieźli oni ze sobą te wielopokoleniowe doświadczenia z rodzimych krajów, jednak musiano je dopasować do innych warunków klimatycznych, geograficznych i kulturowych, praktycznie ucząc się od nowa.

Podział między Nowy a Stary Świat wcale nie jest jedynie czczym wymysłem, ale po prostu faktem. Ogólnie można odnieść wrażenie, że wina z Nowego Świata zwykle są bardziej gładkie i soczyście owocowe. Jednak często idzie za tym nadmiernie konfiturowy owoc, niska kwasowość i rachityczne taniny. Brakuje im zwykle wielowymiarowości i niuansów jakie można znaleźć w butelkach z Europy. Stąd wina z antypodów do naszych kieliszków trafiają nadzwyczaj rzadko.

Żeby jednak oddać im sprawiedliwość musimy również otwarcie przyznać, że często trafiamy na butelki zapadające głęboko w pamięć. Smakowaliśmy bardzo przyjemne wina z australijskiej winnicy Langmeil, jak pół Polski degustowaliśmy Greyrocka, a całkiem niedawno piliśmy świetnego Rieslinga z Winkolekcji. Tym razem do spróbowania kolejnych pozycji zachęciła nas wizyta w Tesco…

Chenin Blanc to odmiana nieodłącznie kojarzona z dwoma regionami – Doliną Loary we Francji i Republiką Południowej Afryki. W Dolinie Loary jest również znany jako Pineau de la Loire. Zawitał tam prawdopodobnie już w VIII wieku, na pewno zaś był szeroko rozpowszechniony w XV wieku, gdyż podobnie jak Cabernet Franc był opiewany przez François Rabelaisa w „Gargantule i Pantagruelu„. Odmiana ta wcześnie wypuszcza pąki, a późno dojrzewa, nie jest więc łatwa w uprawie. Z drugiej strony ten późny zbiór i podatność na zakażenie szlachetną pleśnią sprawia, że Chenin Blanc może być używany do produkcji słodkich win. Do tego charakterystyczna wysoka kwasowość i plastyczność pozwala wytworzyć z niego zarówno wina musujące, jak i wytrwane, spokojne butelki. Chyba jedynie królewski Riesling może się pochwalić tak szerokimi możliwościami jakie daje odmiana winiarzom.

W RPA szczep był przez wiele lat znany jako Steen, prawdopodobnie przywieźli go tutaj uciekający z Francji w XVII wieku hugenoci. Obecnie stanowi najpopularniejsza miejscową odmianę, a łączny obszar upraw jest dwukrotnie większy niż w kraju z którego Chenin Blanc pochodzi. Jednak przez wiele lat miejscowi winiarze nie potrafili oprzeć się pokusie ograniczenia ilości produkowanych wina, a rynek zalewały tanie, nijakie butelki. Dopiero pod koniec poprzedniego wieku sytuacja zaczęła ulegać zmianie.

_DSC6036Tesco Finest Chenin Blanc (18,99 zł) pochodzi z regionu Swartland i fermentowało we francuskich beczkach, aby nabrać trochę ciała i pikanterii. W kieliszku o bardzo jasnym, bladym kolorze. Pachnie tropikalnymi owocami (marakuja), ale i delikatnie chemicznie. Choć w ustach nie można odmówić mu świeżości czy lekkości, to jednak całość sprawia wrażenie strasznie rozcieńczonego, w którym trudno wyłowić poszczególne elementy. Pewnie lepiej smakowałoby latem pod gołym niebem. Średnie+.

Malbec to szczep pochodzący z Francji, gdzie w Bordeaux stanowi jeden z elementów klasycznej mieszanki (obecnie uprawy Malbeca wynoszą tam około 900 hektarów, co plasuje go na czwartym miejscu wśród czerwonych odmian). Pierwsze skrzypce gra za to w leżącym dalej na południowy-wschód regionie Cahors, gdzie musi stanowić co najmniej 70% kupażu. Jednak to Argentyna jest krajem, który dziś najpełniej kojarzy się z Malbeckiem. Sprowadzony tu w XIX wieku przez francuskich emigrantów, dziś jest uważany za szczep „narodowy” i zajmuje grubo ponado 20 tysięcy hektarów winorośli.

_DSC6043Tesco Finest Malbec 2014 (17,99 zł) pochodzi z najsłynniejszego argentyńskiego regionu Mendoza, leżącego na przedgórzu Andów.  Wino podczas procesu winifikacji przechodzi fermentację malolaktyczną, a następnie dojrzewa we francuskich i amerykańskich beczkach. W nosie początkowo pachnie ordynarnie przypalonym waniliowym budyniem. Zdecydowanie trzeba dać mu pooddychać. Po kilkunastu minutach pojawia się więcej świeżego owocu (głównie czarnej porzeczki). Usta początkowo również zalepione beczką, ospałe jak niedźwiedź śpiący w gawrze. Jednak, gdy po chwili się budzi, nie wychodzi z niej grizzly, ale jakiś pluszak, któremu doskwiera niska kwasowość, mało tanin i słaba koncentracja. W efekcie mamy proste, słodkawe wino. Dla osób, które lubią taki bezpretensjonalny i otwarcie owocowy charakter. Dobre-.

Nowy Świat i tym razem nas nie zaskoczył, choć i trudno w tej cenie oczekiwać wielkich wrażeń. Są to proste, codzienne wina, które idealnie sprawią się podczas weekendowego wieczoru ze znajomymi. Przede wszystkim zaś są to butelki poprawne, co nie zawsze jest regułą w kategorii do dwudziestu złotych.