Massolino – gwiazda Serralungi

By poniedziałek, 21 listopada, 2016 2 , , ,

Po nieco dłuższej przerwie spowodowanej natłokiem bieżących wydarzeń i degustacji, wracamy do tego co sprawia nam nie ukrytą przyjemność, czyli ostatnich wizyt z wakacyjnej podróży po Włoszech. Zatrzymaliśmy się w Piemoncie, a dokładniej w Verduno, gdzie spróbowaliśmy bardzo eleganckich, lekkich butelek Barolo oraz lokalnych, mniej znanych odmian takich jak Favorita i Pelaverga. To jednak nie był koniec naszego pobyto w ulubionej przez nas włoskiej apelacji. Następnego dnia zmieniliśmy zupełnie stylistykę. Pojechaliśmy do Serralungi d’Alba, na spotkanie z najbardziej surowymi Barolo.

Pierwszym producentem, którego odwiedziliśmy była jedna z największych gminnych gwiazd – Azienda Agricola Vigna Rionda, która znana jest bardziej pod nazwą Massolino. Giovani Massolino założył winnicę w 1896 roku (co ciekawe był jedną z pierwszych osób, które miały w Serralundze elektryczność). Obecnie prowadzona  jest przez trzecie pokolenie rodziny. Massolino posiadają 23 hektary upraw w samej Serralundze, a także niewielką parcelę (1,3 hektara) w Castiglione Falletto na świetnym cru Parussi i ok. 9 hektarów w Monforte d’Alba. O potędze rodziny najlepiej świadczy nowa inwestycja – nowoczesna piwnica zlokalizowana wprost pod głównym placem w Serralundze. Znajdzie się w niej miejsce na duże beczki, w których starzone jest Barolo (mniejsze barrique i tonneaux używane są jedynie do produkcji Chardonnay). Do 2007 roku małe baryłki były używane do produkcji wina z jednego z cru (Parafada), ale obecnie rodzina zarzuciła ten pomysł (możemy dodać, że na szczęście, gdyż nie lubimy modernistycznego stylu Barolo).

img_0999

Degustację rozpoczęliśmy nietypowo, bo od odmiany, której trudno się spodziewać w Piemoncie – Massolino Chardonnay 2014 (115 zł w sieci M&P Alkohole i Wina Świata – importer producent do Polski). Jest ono produkowane od 1992 roku i było pierwszym winem z tego szczepu produkowanym w Barolo. Przez pól roku jedna trzecia wina dojrzewa w małych baryłkach, kolejna jedna trzecia w stali, a pozostała cześć w dużych beczkach. Wino nie przechodzi fermentacji malolaktycznej. Może już zauważyliście, że nie przepadamy za Chardonnay, dlatego po kieliszek sięgaliśmy z dużą nieufnością. Na szczęście wino okazało się naprawdę przyjemne,  pachnące delikatną maślaną nutą ale i naftą, miodem. W ustach lekkie, choć czuć użycie beczki, to nie zakrywa ona świeżości i owocu. W finiszu pojawia się za to odrobina pieprzności. Z chęcią spróbowalibyśmy tego wina do kurczaka w śmietanowym sosie. Dobre+.

Jako pierwsze z czerwonych win podano nam Massolino Dolcetto d’Alba 2015 (79 zł). Pochodzi z krzewów rosnących wyłączenie w Serralundze, których wiek sięga 20-25 lat. Po krótkiej 7-9 dniowej maceracji i fermentacji, wytłoczony sok trafia do stalowych zbiorników, gdzie przechodzi fermentację malolaktyczną. W kwietniu/maju roku następującego po zbiorach jest ono butelkowane. W efekcie mamy bardzo soczystą, wiśniową butelkę z dodatkiem kwiatowych nut. Kwasowość bardzo ładnie zaznaczona, a poza tym w finiszu pojawiają się przyjemne garbniki. Typowe, codzienne wino w stylu, który tak bardzo lubimy.  Bardzo dobre.

Choć ostatnimi czasy na chwilę odwróciliśmy się od Barbery (właśnie na rzecz Dolcetto) i rzadziej sięgamy po wina z tej odmiany, to takie przykłady jak Massolino Barbera d’Alba 2015 (95 zł), przypominają nam na nowo, dlaczego warto pilniej się tym butelkom przyjrzeć. Tutaj moszcz trafia najpierw do cementowych zbiorników (Massolino planują praktycznie całkowicie odejść od stali na rzecz cementu w najbliższy latach), po zakończeniu pierwszej fermentacji jest przepompowywany do stalowych tanków, gdzie przechodzi fermentację malolaktyczną, po czym ponownie wraca do cementu na kilka miesięcy. W efekcie mamy esencję odmiany, która nie jest przesłonięta użyciem beczki. Wino pachnie kwaskowymi wiśniami i takie same odczucia towarzyszą, gdy trafia do ust. Jest lekkie, stosunkowo mało skocentrowane, ale przez cały czas przewija się przez nie ten bardzo przyjemny, soczysty, delikatnie pestkowy smak wiśni. Nie jest to wino skomplikowane, ale w tej prostoście i pijaności tkwi jego siła. Bardzo dobre.

Po powyższej rozgrzewce przeszliśmy w końcu do najważniejszej odmiany Piemontu, a więc Nebbiolo. Najpierw spróbowaliśmy wina, które pochodzi z młodszych krzewów i parceli nieco gorszych niż te używane do produkcji Barolo. Po 11-12 dniach maceracji, w dalszej kolejności podlega ono starzeniu w tradycyjnych, dużych beczkach przez 15-17 miesięcy. Massolino Langhe Nebbiolo 2014 (125 zł) pochodzi z trudnego rocznika, w którym zwłaszcza Dolcetto i Barbera miały problemy z osiągnięciem optymalnej dojrzałości. Na szczęście Nebbiolo, które zbierane jest najpóźniej z całej trójki, było w nieco lepszej sytuacji. W efekcie powstało wino bardzo lekkie, owocowe, spod znaku malin i czereśni z dodatkiem kwiatowych akcentów. Kwasowość jest na sporym poziomie, ale nadążają za nią silne taniny. Całość jest subtelna, zwiewna i przestrzenna. Świetnie zrobione wino, bardzo autentyczne i sprawiające mnóstwo frajdy. Bardzo dobre+.

_dsc6023

Pierwsze ze spróbowanych Barolo to wino z pięciu winnic leżących w gminie Serralunga. Wstępna selekcja owoców odbywa się na winnicy, a kolejna już w samej winiarni. Winogrona ze wszystkich lokalizacji winifikowane są wspólnie, a wino dojrzewa w dużych dębowych beczkach przez 30 miesięcy (a więc rok dłużej niż wymagają tego przepisy apelacyjne). W 2012 roku zima była wyjątkowo chłodna (nawet -20 stopni Celsjusza w lutym), a po niej przyszło dla odmiany upalne lato (42-43 stopnie w lipcu i sierpniu). W efekcie Massolino Barolo 2012 (219 zł) charakteryzuje się nutami lekko podsmażanych owoców, z dodatkiem wędzonki, dymu, suszonych śliwek. W ustach możemy poczuć charakterystyczną melodię Serralungi – potężne uderzenie tanin. Mimo, że chwytają one język w mocny uścisk, to są przy tym soczyste, nie wysuszają nas dokumentnie. Struktura jest bardzo mocna, solidna, ale wino wymaga odstawienia na kilka lat. W tym momencie niestety taniny przytłaczają i po prostu szkoda otwierać je już teraz. Bardzo dobre+.

Parfada to cru, które leży na północ od Serralungi, na zboczu opadającym z grzbietu, na którym znajduje się miasteczko w kierunku Castiglione Falleto. Parcele należące do Massolino leżą w centralnej części wzgórza i posiadają idealną południową ekspozycję. Najstarsze z używanych krzewów mają nawet 70 lat. Wydajność wynosi 4,5 ton z hektara (versus 6,5 ton w przypadku „zwykłego” Barolo”), a roczna produkcja to 4,5 tysiąca butelek. Tak jak w przypadku poprzedniej butelki, tutaj wino również dojrzewało przez 30 miesięcy w dużych beczkach. Massolino Barolo Parafada 2012 jest mineralne, bardzo czyste, z nutami kwiatów i dojrzałych wiśni (wchodzących nawet w tony likierowe). Kwasowość jest jak na Barolo delikatna, ale taniny są potężne, bardziej zbite niż w przypadku poprzedniej butelki. Potencjał butelki jest naprawdę ogromny, ale w tym momencie czujemy się jedynie jakbyśmy obserwowali to wino zza grubej tafli szkła. Pięć lat to absolutne minimum, nie ważcie się otwierać tej butelki wcześniej. Znakomite.

Ostatnim degustowanym winem była etykieta z gminy Castiglione Falletto, całkiem niedawnego nabytku rodziny (pierwszy rocznik powstał w 2007 roku). Pochodzi ona z cru Parussi, która jest pierwszą parcelą, jaką mijamy jadąc do Castiglione od strony Alby. Z uwagi na ukształtowanie w formie amfiteatru, poszczególne parcele charakteryzują się różnorodną ekspozycją, przy czym najlepsza część to ta wystawiona na zachód i południowy-zachód. Wina pochodzące z Parussi charakteryzują się zwykle elegancją, solidnymi garbnikami (ale jednak nie tak mocnymi jak w przypadku Barolo pochodzących z Serralungi) i zniuansowanym aromatem. W porównaniu do butelek z Serralungi, tutaj w Massolino Barolo Parussi 2012 (399 zł za rocznik 2008) mamy od razu więcej wyrazistych owoców. Również smak jest bardziej soczysty, otwarty. Pomiędzy kwasowością, a łagodniejszymi taninami jest sporo przestrzeni i miejsca na płynnie rozwijające się czereśniowe nuty. Jest to Barolo gotowe bardziej przyjazne do picia od poprzednich butelek (przynajmniej w tym momencie swojego życia), gładsze i lżejsze. Znakomite+.

Wizyta w Massolino to było zupełnie inne doświadczenie niż nasze poprzednie odwiedziny choćby u Tiziany Settimo czy we Fratelli Alessandria. Tutaj od początku mieliśmy do czynienia z producentem, u którego widać, iż dysponuje potężnym zapleczem finansowym na nowoczesne technologie czy nowe piwnice. Co niektórych pewnie i kłuje to w oczy, ale pod uwagę musimy brać przede wszystkim jakość i klasę butelek idących za tymi wydatkami. Gdy wina bronią się same, nie mamy pytań (no powiedzmy, że „zazwyczaj”).