Lizbona – Wine Bar do Castelo

By poniedziałek, Sierpień 10, 2015 0 , , ,

IMG_4873Wracamy ponownie do naszych wakacji w Portugalii. Mamy Wam jeszcze tyle do opowiedzenia, że postanowiliśmy to wszystko uporządkować. Już pierwszego dnia pobytu, po kilku godzinach spacerowania po urokliwych lizbońskich uliczkach, ciągłego wdrapywania się na wzgórza i schodzeniu po schodach, potrzebowaliśmy chwili wytchnienia. Na szczęście, odpowiednio przygotowaliśmy się do tej wyprawy. Poszukując najfajniejszych miejsc, nieocenioną pomocą okazały się wpisy Ewy Rybak, która przybliżyła Lizbonę od winnej strony. Tym sposobem, bez zbędnego kluczenia i poszukiwań, trafiliśmy do pierwszego z winebarów – Wine Bar do Castelo. Miejsce faktycznie niewielkie, ale doskonale rekompensujące niedostatki powierzchni bardzo kompetentną obsługą, która nie ogranicza się do nalania do kieliszków wybranego wina, ale z pasją wyjaśnia całe tło (pochodzenie, winiarza, produkcję) stojące za konkretną butelką. My mieliśmy to szczęście, że obsługujący nas chłopak sam pracował w winnicy w Douro, stąd mieliśmy szansę na otrzymanie relacji „z pierwszej ręki”.

Zaczęliśmy od Vinho Verde. Do porównania otrzymaliśmy dwie butelki. Pierwsza z nich to znane nam z innego rocznika Quinta de Gomariz Laureiro 2014. Dosyć gęste i bardzo owocowe. Przyjemne, choć nie tak bardzo orzeźwiające jak można by oczekiwać od „zielonego wina”. Dlatego to starcie wygrała druga pozycja – Soalheiro Alvarinho 2014. Tutaj w nosie jest o wiele mniej egzotyki, a za to więcej nut mineralnych. Również usta to koncert mineralnej symfonii, na ostrym, kwasowym podkładzie. Świetne wino, niesamowicie świeże i rześkie.

Z każdym łykiem Alvarinho namacalnie czuliśmy jak odchodzi zmęczenie, a jednocześnie pobudza się apetyt. Zamówiliśmy deskę lokalnych serów i wędlin, skończyliśmy nalane kieliszki i przeszliśmy do czerwonych butelek. Byliśmy co prawda w Lizbonie, ale nasz wybór padł na Douro.

_DSC0190Pombal Do Vesuvio 2010 – zaczęliśmy od butelki z winnicy Quinta do Vesuvio, która znajduje się w rękach potężnej rodziny Symingtonów. Ich wzmacniane wina mieliśmy okazję próbować w Porto kilka dni później. Sama posiadłość jest spora, winnice zajmują obszar 133 hektarów. W butelce mamy kupaż 50% Touriga Franca, 40% Touriga Nacional i 10% Tinta Amarela. Wino przez 16 miesięcy dojrzewało po części we francuskich beczkach, a po części w stali. W nosie wyczuwamy soczyste wisnie z szypułkami. Usta bardzo świeże, dobrze kwaskowe, a lekkie taniny są praktycznie niewyczuwalne. Wino ma średnie ciało. Stopniowo otwiera się w stronę jeszcze większej owocowości z dodatkiem akcentów dymnych. Dobre+.

Roquette & Cazes 2012 – ciekawe wino będące owocem pracy dwóch winiarzy – Jorge Rouquette (Quinta do Crasto, Douro) oraz Jean-Michel Cazes (Chateau Lynch-Bages, Bordeaux). W wyniku tej kooperacji, począwszy od pierwszego rocznika wypuszczonego w 2006 roku, odmiany typowe dla Douro (tutaj Touriga Nacional, Touriga Franca i Tinta Roriz) są fermentowane w wyższej temperaturze niż przyjmuje się w Portugalii. Sama maceracja również trwa dłużej niż zwykle. W efekcie nos jest o wiele głębszy, od poprzedniej butelki. Mamy tu lekkie nuty likierowe, dużo ziół, leśnego runa. Do tego dojrzała śliwka. Usta lekko kwaskowe, o dobrej koncentracji. Taniny co prawda mało wyraziste, ale gęstość i potężna koncentracja wina ratuje sytuację. Bardzo dobre-.

_DSC0188Post Scriptum 2013 – ponownie mamy owoc współpracy dwóch winiarskich rodzin: wspomnianej już wcześniej rodziny Symington oraz Prats. Podobnie jak przy Roquette & Cazes, przyświecał im cel połączenia doświadczeń z produkcji win z Bordeaux – Bruno Prats przez trzydzieści lat zarządzał winnicą Château Cos d’Estournel (czyli nie byle czym, bo jedną z najsłynniejszych posiadłości w Saint-Estèphe, zaliczoną do Deuxièmes Crus), z tradycją doliny Douro (którą reprezentowali Symingtonowie). W nosie jest bardziej wiśniowe, dojrzałe. Usta w zasadzie podobne, choć kwasowość jest mocniejsza, aż lekko odstająca. Całość niestety mało skoncentrowana i płytka. Dobre-.

Po tej degustacji, pokrzepieni winem i najedzeni lokalnymi specjałami, mogliśmy ruszyć na dalszy podbój Lizbony. Jeśli ktoś z Was będzie się wybierał do tego uroczego miasta, koniecznie w drodze pomiędzy katedrą a Castelo zajrzyjcie do tego miejsca. Możemy zapewnić – nie będziecie zawiedzeni!