Lidl – świąteczna kolekcja

By piątek, Marzec 17, 2017 0 , , , ,

Po noworocznym marazmie Lidl obudził się ze snu zimowego i zaprezentował ofertę win na Wielkanoc skomponowaną pod hasłem „Świąteczna kolekcja dobrych smaków w niskich cenach”. W jej ramach na półkach znajdziemy trochę chaotyczny miks butelek z Węgier (14 sztuk), Francji (3), Hiszpanii (1), Włoch (1) oraz Chile (2). Widać, że niemiecki dyskont zrezygnował z przygotowywania kolekcji win z konkretnego kraju, zamiast tego prezentując selekcję tematyczną. Odbiło się to niestety na jakości win. Co prawda znaleźliśmy w niej kilka dobrych pozycji, ale tylko jedna butelka wywołała naprawdę szybsze bicie serca. Jeszcze półtorej-dwa lata temu takich hitów podczas trwania danej oferty było co najmniej kilka. Zgodnie z przekazanymi informacjami miały trafić do sprzedaży od 20 marca, ale z internetowego szumu można już wyczytać, że niektóre pozycje znalazły się półkach nieco wcześniej. Których z nich powinniście wypatrywać, przeczytacie poniżej…

Jedynym winem musującym jest tym razem Garamvári Balatonboglári „Optimum Brut” 2011 (39,99 zł). Pochodzący z południowych brzegów Jeziora Balaton kupaż Chardonnay oraz Pinot Blanc został wytworzony tradycyjną, szampańską metodą z wtórną fermentacją wina w butelkach. Przeszkadza w nim odrobinę zbyt wysoki cukier i pojawiające się (zwłaszcza na początku) nuty gumiaste. Na szczęście jest również obecna jabłkowo-cytrynowa kwasowość. W ogólnym rozrachunku butelka jest niezła i sprawdzi się zwłaszcza jako aperitif. Dobre.

Spośród białych, wytrwanych win dużym rozczarowaniem okazały się dwie pozycje znane już z półek Lidla, z którymi mieliśmy przyjemne wspomnienia. Zarówno Dereszla Tokaji Furmint 2015 jak i Dorombor Tokaji Cuvée 2015 (obie po 19,99 zł) były tym razem zaskakująco bezbarwne.

Szkoda, że Les Clos de Amandiers Pinot Gris 2011 (34,99 zł) nie trafiło do dyskontu dwa lata wcześniej. To wino z Alzacji jest jak blednące wspomnienie. Pachnie korzennie, przyprawowo, ale owocowość jest już przykryta kurzem. Być może nieco więcej żwawości jest w stanie pokazać w towarzystwie jedzenia. Dobre.

Przechodząc do polecanych win czerwonych, to o dziwo sporym zaskoczeniem okazały się dwie butelki kosztujące poniżej 20 zł, które na początku chcieliśmy z marszu skreślić. Fischer Balatonmelléki Zweigelt (13,99 zł) to wytrawna wersja butelki, która była już prezentowana w Lidlu w wersji półsłodkiej. Mamy tu owocowe, lekkie, radosne i niczym nieskrępowane wino, które nie ma głębi, ale w swojej bezpretensjonalności idealnie komponowałoby się do pierwszego wiosennego grilla. Dobre. W podobnej stylistyce mieści się Bellanova Malvasia Nera 2014 (19,99 zł), której nie znajdziecie w katalogu dostępnym w dyskoncie w papierowej wersji, ale szukajcie jej w skrzyneczkach. Mamy tu południe Włoch, Apulię, królestwo nieśmiertelnego Primitivo. Jednak w porównaniu z tym znacznie popularniejszym nad Wisłą szczepem, ta Malvasia jest dość kulturalna. Mamy co prawda dużo dojrzałego owocu i mało kwasowości, ale nie można jej odmówić soczystości, a w finiszu pojawia się nawet delikatnie drapiąca tanina. Dobre.

Z przykrością musimy stwierdzić, że tym razem egzaminu nie zdała butelka od znanego i lubianego przez nas Gála Tibora. Tibor Gál „Titi” Egri Bikavér 2015 (27,99 zł) był znacznie słabszy od rocznika 2013, który próbowaliśmy w listopadzie. Dodatkowo miał w sobie sporo nieczystych nut (co niestety jest powtarzającym się problemem tego winiarza, niektóre butelki były nieco lepsze). Jeśli więc nie wyobrażacie sobie Wielkanocy bez „byczej krwi” lepiej zwróćcie uwagę na Balga Egri Bikavér 2013 (21,99 zł). Jest to kupaż Kékfrankosa, Blauburgera, Merlota oraz dwóch Cabernetów (Sauvignon i Franc). Pachnie delikatnie, wiśniowo i w podobnej tonacji przedstawia się w ustach. Wydaje się być mało skoncentrowane, trochę zielone i niedomknięte, urwane w pół drogi, ale do deski zimnych wędlin będzie smakować. Dobre-.

Spośród całej palety węgierskich, czerwonych butelek najlepsze wrażenie zrobiło Jekl Villányi Cuvée 2014 (24,99 zł). W zapachu z nutami skoncentrowanego soku z czarnych porzeczek i delikatnie likierowych wiśni okopconych dymem z ogniska. Na podniebieniu ułożone, niezbyt ekspresyjne, ale przy tym sprawiające wrażenie, że wszystko (kwasowość, owocowość i taniny) jest to na swoim miejscu. Nie wyrywa z butów, ale po prostu przyjemnie się je popija. Dobre+. Nie warto skusić się natomiast na Légli Géza Balatonboglári Kislak 2011 (54,90 zł), które ponad dwa razy droższe, nie jest winem złym, ale jednak nie tak poukładanym jak poprzednio opisywana butelka. 

O dwie długości przed wspominanymi butelkami z Węgier sytuuje się Château Fonroque Saint-Émilion Grand Cru Classe 2012 (99 zł). Próbowane było już w grudniu, jako zapowiedź tego, co można będzie spróbować w nowym roku. Teraz zostało zaprezentowane wraz z ceną (gdy wówczas przedstawiciele Lidla zapewniali, że postarają się, aby była ona dwucyfrowa, szczerze powiedziawszy nie dawaliśmy temu wiary) i w tej finalnej odsłonie zdecydowanie warte zakupu. Najlepsze wino oferty.

Nieco zawiodły natomiast wina słodkie, zwłaszcza pierwsze z nich Sajgo Tokaji Hárslevelü Late Harvest 2014 (24,99 zł), które wydawało się mieć spory potencjał, bo zapach był bardzo przyjemny, z nutami moreli i miodu. Niestety zupełnie zagubiła się w nim kwasowość i w ustach przytłoczone przez cukier okazało się bardzo męczące. Na Furminta od Patriciusa oraz wzmacnianego Muscata najlepiej spuścić zasłonę milczenia. W tej kategorii najlepszym (choć nie wybitnym) wyborem jest Royal Tokaji Aszú 5 Puttonyos 2013 (69,90 zł), a więc wino, które było już dostępne w Lidlu w roczniku 2009. Jest bardzo młode, na razie zdominowane przez cukier, brakuje mu odrobinę mocniej zaznaczonej kwasowości. Pełne, bogate, bardzo esencjonalne. Powinno się jeszcze poprawić z czasem. Dziś do sernika, czy miodownika będzie jak znalazł. Bardzo dobre-.

Nie jest źle. Te (i podobne brzmiące) zdanie były najcześciej używanym podsumowaniem ubiegłotygodniowej degustacji. Gdzie te czasy, gdy wychodziło się z tych prezentacji wyliczając hity na palcach obu rąk? Czy to my zrobiliśmy się wybredni, czy jednak Lidl obniżył loty? Pewnie prawda leży gdzieś pośrodku…