Laurent-Perrier w Winkolekcji

By czwartek, Kwiecień 12, 2018 0 , , ,

Pijecie w niedzielny poranek kieliszek szampana do jajecznicy czy jajek na miękko? No cóż, my też nie, choć na niedawnej degustacji win z domu szampańskiego Lurent-Perrier niektórzy uczestnicy sugerowali właśnie takie połączenia. To dekadenckie podejście do życia jest w pewnym stopniu uwodzicielskie, ale zasobność portfela sprawia, że (przynajmniej na razie) pozostają one dla nas w sferze marzeń. To jest też odwieczny problem z etykietami, w których sporą część ceny wina stanowi marka producenta. Dyskusja na ten temat, mogąca znaczenie wykroczyć poza winny świat, to problematyka na co najmniej pracę doktorską, więc tym razem skupimy się na opisie samych szampanów, które spróbowaliśmy dzięki uprzejmości Winkolekcji.

Historia producenta sięga 1812 roku, ale na dobrą sprawę spokojnie możemy przeskoczyć do czasów po II wojnie światowej, gdy trafił on w ręce rodziny Nonancourt. To właśnie Bernard de Nonancourt może uchodzić za prawdziwego twórcę sukcesu tego domu szampańskiego. Rozpoczynając od skromnej produkcji 80 tysięcy butelek w 1948 roku, Laurent-Perrier doszedł do poziomu 7,2 milionów obecnie, co sytuuje go na trzecim miejscu w całej Szampanii. Spośród tradycyjnie używanych do produkcji szampanów odmian: Chardonnay, Pinot Noir i Pinot Meunier, producenta stawia na pierwszą z nich, która stanowi ponad 50% składu wszystkich win. Dodatkowo ich wina bazowe nie podlegają starzeniu w beczkach, aby zachować jak największą świeżość owoców i mocną kwasowość.

Rozpoczęliśmy od Laurent-Perrier Champagne Ultra Brut (335 zł), czyli szampana kategorii „brut nature”. Oznacza to, że przy usuwaniu osadu drożdżowego pozostałego po wtórnej fermentacji i uzupełnieniu powstałego w ten sposób ubytku, do wina nie dodaje się już cukru. Powstaje więc szampan w najbardziej wytrawnej wersji, zawierającej w tym przypadku mniej niż 3 gramy cukru. W składzie znajdziemy 55% Chardonnay oraz 45% Pinot Noir, dojrzewające przez 6 miesięcy na osadzie. Etykieta ta znajduje się w portfolio producenta od 1981 roku, a Laurent-Perrier postarał się o zastrzeżenie nazwy „Ultra Brut”, aby nie mogła być stosowana przez inne domy szampańskie.

W zapachu znajdziemy sporo nut drożdżowych pod postacią orzechów i przypalonej na patelni skórki chlebowej. Dopiero po dłuższej chwili próbują dojść do głosu akcenty zielonych papierówek. Na języku odznacza się przede wszystkim mocną kwasowością, intensywną mineralnością i długim, słonawym finiszem. Wino jest ostre, solidne zbudowane, wytrawne aż do bólu szkliwa. Bardzo dobre+ (91/100). 

Podstawowym winem producenta jest Laurent-Perier Champagne La Cuveé (239 zł), do 2017 roku noszący nazwę po prostu Laurent-Perrier Brut. Tutaj znów dominuje Chardonnay (ok. 55-60%), uzupełnione o Pinot Noir (ok. 30%) i Pinot Meunier (10-20%) i wino z rezerw producenta. Choć przepisy apelacyjne wskazują, że konieczne jest dojrzewanie na osadzie przez co najmniej 15 miesięcy, to w przypadku tej etykiety trwa ono znacznie dłużej 48 miesięcy. Ponadto do produkcji wina używane jest jedynie 80% wytłoczonego soku (do zbiorników w których przeprowadzana jest fermentacja nie trafia końcówka odcieku, która może zawierać niepożądane składniki ze skórek i pestek).

W nosie jest zdecydowanie bardziej owocowe od poprzednika. Tu już od samego wstępu możemy złapać sporo jabłek i soku z cytryny. Kwaskowe, soczyste i mineralne, ale również nieco jednowymiarowe, brakuje mu jakiegoś tła, niuansów, które mogłyby rozwinąć jego historię. Poukładane, nawet nieco zachowawcze, ale też trudno oczekiwać większej nonszalancji od przecież podstawowej etykiety tak sporego producenta, która jest jego kołem zamachowym. Bardzo dobre (89/100).

Na brak emocji nie mogliśmy już narzekać przy kolejnym winie: Laurent-Perrier Champagne Grand Siécle (850 zł). Tu znów ciekawostka – większość domów szampańskich jako swoje najbardziej prestiżowe wino wybiera szampany rocznikowe, natomiast Laurent-Perrier tak sytuuje szampana nierocznikowego, będącego kupażem trzech roczników z dekady, wybieranych ze względu na wzajemną komplementarność. Nazwę dla tej etykiety wybrał między innymi Charles de Gaulle, bowiem Bernard de Nonancourt szukając określenia odpowiedniego dla swojego topowego wina przeprowadził swoisty plebiscyt wśród kilku najważniejszych osobistości ówczesnej Francji i generał de Gaulle był wśród zwolenników „Grand Siécle”. Podobnie jak w przypadku pierwszej pozycji, również tu Chardonnay jest uzupełnione o 45% Pinot Noir, a całość dojrzewa na osadzie aż przez 8 lat.

Przede wszystkim ten szampan jest niesamowicie elegancki, poszczególne elementy zdaja się być ze sobą połączone perfekcyjnie, a jednocześnie subtelnie, z wyczuciem. Mamy więc i nuty chlebowe, i brioszkę, jabłkową skórkę oraz cytrynowy sok. Na podniebieniu (jak wszystkie inne wina producenta), intensywnie kwaskowe, uzupełnione o delikatne akcenty dymu i palonego drewna. Bąbelki są subtelne, kremowe, a całość dostojna i świetnie zrównoważona. Znakomite (93/100).

Zakończyliśmy kieliszkiem Laurent-Perrier Cuveé Rosé (390 zł), powstałym w 100% z odmiany Pinot Noir, której grona macerowano przez 2-3 doby. Dojrzewanie na osadzie trwało zaś 5 lat. Taki sposób produkcji (zamiast najpopularniejszej w Szampanii metody mieszania wina białego i czerwonego), wywodzi się z bogatej tradycji produkcji przez rodzinę spokojnych win czerwonych w latach 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku.

Kolejna z pozycji i znów mamy przede wszystkim świeży i dojrzały owoc. Tym razem zbudowany jest on w oparciu o akcenty wiśni, poziomek, a nawet żurawiny. W ustach ożywczo kwaskowe, mineralne, ale  po prawdzie brakuje nieco tła, która uzasadniałoby wysoką przecież cenę. Bardzo dobre (89/100).

Choć szampany (jako synonim luksusu i butelki przeznaczone do świętowania ważnych momentów w życiu) sprzedają się ponoć całkiem nieźle, to nam cały czas trudno jest znaleźć dla nich miejsce w naszym winnym sercu.