Langwedocja w gronie przyjaciół – Sainte Croix Magneric 2011

O winach z Langwedocji pisaliśmy już na naszym blogu kilka razy. Wczoraj wpadli do nas przyjaciele i otworzyliśmy butelkę Sainte Croix Magneric 2011 zakupioną podczas wizyty w Wejman Winebarze. Winnica Domaine Sainte Croix leży na 13 hektarach na granicy pomiędzy Langwedocją i Rousillon w miejscowości Fraissé des Corbières.

Nasza butelka jest kupażem Garnachy (60%) i Carignan (40%). Nazwa wina pochodzi od parceli, na której rosną stare krzaki Garnachy, używane do produkcji tego wina. Maceracja trwa 25-40 dni, następnie połowa wina dojrzewa w beczkach z francuskiego drewna przez 16-20 miesięcy, a pozostała część w metalowych zbiornikach przez 2 lata.

W kieliszku wino krwiste, w kolorze dojrzałych wiśni, soku z buraków. Mamy tu sporo alkoholu (14,5%), który jest ładnie wtopiony w strukturę wina i praktycznie w ogóle niewyczuwalny. Łzy na kieliszku są liczne i gęste. Zapach odurza swoją gęstością. Jest zawiesisty i głęboki. Czujemy ciemne owoce, figi, maliny i wiśniowy likier. W smaku lekko słodkawe, kwasowość jest raczej niska. W ustach czujemy wędzoną śliwkę i nuty dymne. Taniny dobrze zaznaczone, a zarazem ładnie wkomponowane w całość. Bardzo długi posmak. Ten rozciągnięty moment pozwolił rozkoszować się bukietem butelki.

Robert: Znakomite wino, warte swojej ceny 79 zł. Bogactwo aromatów i smaku. Czuję się w nim gorący i soczysty smak win z południa Europy, ale całość jest pięknie skomponowana. Nie jest to wino codzienne, ale na specjalne okazje będzie rewelacją i przekona do siebie nawet osoby, które na co dzień nie są fanami wytrawnych butelek. 88/100

Marta: Uwielbiam momenty, kiedy możemy napić się dobrego wina w gronie przyjaciół – każdy dodał coś od siebie a ci nieprzekonani do wytrawnego stwierdzili, że nie jest złe! Dla mnie wyczuwalna słodka nuta, może nawet wanilia; leśne owoce, jakieś dzikie kwiaty. Bardzo dobry wybór, sprawdzi się w gronie niewysublimowanych gustów ale i w eleganckiej scenerii.

Ocena – bardzo dobre.