Kacze udka i Muhr-van der Niepoort Samt & Saide 2015

Dzisiejszy przepis to nasza wariacja na temat duszonych kaczych udek. Pomysł na sos, w którym dusiło się mięso powstał bowiem zupełnie przypadkowo, na bazie tego, co dostępne mieliśmy w lodówce. Staramy się nie marnować jedzenia, weekend sprzyja eksperymentowaniu, więc i tym razem wykorzystaliśmy składniki, które zostały nam z tygodnia.


Duszone udka z kaczki z kopytkami

Zaczynamy oczywiście od obsmażenia udek. Pokrywająca je skóra ma sporo tłuszczu, więc możemy potraktować je tak, jak kacze piersi. Doprawiamy solą, pieperzem i majerankiem, kładziemy skórą do dołu na zimnej patelni, włączamy palnik i pozwalamy wytapiać się tłuszczowi. Gdy skóra jest już ładnie przyrumieniona, obracamy na drugą stronę i również przesmażamy.

Co z sosem? Po szybkim spojrzeniu na zawartość lodówki, zdecydowaliśmy się na kilka szalotek i gałązek selera naciowego z liśćmi (uwielbiamy to warzywo). Po pokrojeniu trafiły one na patelnię, aby przesmażyły się delikatnie z mięsem. Następnie dodaliśmy kilka liści laurowych, pół szklanki soku jabłkowego, szklankę wody i kieliszek porto z niedopitej ostatnio butelki. Patelnię przykryliśmy pokrywką i pozwoliliśmy całości dusić się na małym ogniu przez około godzinę.

W międzyczasie przygotowaliśmy kopytka. Ugotowane ziemniaki pozostawiamy do ostygnięcia, ubijamy i mieszamy z mąką pszenną i jednym jajkiem, a następnie wyrabiamy na jednolitą, sprężystą masę. Wykorzystaliśmy też pomysł podpatrzony kiedyś w którymś z programów kulinarnych (darujcie, że nie pamiętamy w którym konkretnie) i do ciasta dodaliśmy odrobinę soku jabłkowego.

Wracamy do patelni i sprawdzamy, czy mięso jest już miękkie. Jeśli jest gotowe możemy włożyć je na kilkanaście minut do piekarnika, aby skórka stała się chrupiąca, a w międzyczasie do sosu dodajemy łyżkę maska i redukuje na mocnym ogniu do pożądanej gęstości. Nastawiamy również osoloną wodę i gdy zaczyna się gotować, wrzucamy do niej kopytka. Całość możecie podawać z ulubionymi dodatkami (u nas były to przesmażone buraczki).


Muhr-van der Niepoort Samt & Saide Blaufränkisch Carnuntum 2015

Wybierając wino do kaczki pamiętajmy o kilku kwestiach. Po pierwsze powinno ono być soczyste, kwaskowe (aby dobrze pasowało do dość tłustego kaczego mięsa), ale z drugiej strony unikajmy silnych garbników, które mogą zdominować danie. Zwykle najprostszym (i trafnym) wyborem będzie europejski Pinot Noir, ale my postanowiliśmy pobawić się trochę bardziej i sięgnęliśmy po butelkę z Austrii.

„Aksamit i jedwab” to nazwa jednej z etykiet Dorli Muhr, niesamowitej kobiety, która nie tylko prowadzi fantastycznie działającą firmę zajmującą się winiarskim marketingiem (Wine+Partners), ale znajduje czas na produkcję jednych z najlepszych win w Carnuntum. O tym regionie poczytacie szerzej w jednym z naszych postów. Wspomniana nazwa nawiązuje do faktury, jaką ma wino, powstające z 15-30 letnich krzewów Blaufränkischa rosnących na Spitzerbergu, wzgórzu leżącym rzut kamieniem od granicy austriacko-słowackiej.  Winorośla są tutaj wystawione na napływające ze wschodu, znad Węgier ciepłe masy powietrza i korzystają z dużych różnic temperatur między dniem, a nocą. Sok z części gron jest wyciskany w tradycyjny sposób, przez ich udeptywanie. Po fermentacji całość wina dojrzewa przez 16 miesięcy w dużych beczkach. W Polsce do kupienia u Mielżyńskiego.

Wino zaczyna się niezwykle uwodzicielskimi nutami wiśni, czerwnych porzeczek, żurawin i malin. W tle odnaleźć można również delikatne tony ziemiste i liściaste. Na podniebieniu soczyste, kwaskowe, z chrupkim owocem. Świetnie żywe, z dymno-ziemistym finiszem, domkniętym żywmy, bardzo przyjemnymi taninami. Całość szalenie apetyczna i pijalna. Znakomite- (92/100).


To była świetna kompozycja. Radosne, ale przy tym całkiem poważne wino świetnie współgrało z naszym daniem, dodając życia kaczce, ale również pięknie zgadzając się z kopytkami, kremowym sosem i buraczkami. Odpłynęliśmy…