Jung&Lecker – degustacja nowości

By poniedziałek, 10 października, 2016 0 , ,

Choć Mozela i Rheingau bez dwóch zdań zajmują czołowe miejsca w naszym prywatnym rankingu niemieckich regionów winiarskich, to bogactwo butelek pochodzących z innym miejsc sprawia, że wciąż odkrywamy coraz to nowe perełki. Kolejna szansa pojawiła się, gdy udaliśmy się na degustację nowości z oferty importera, który jak żaden inny w Warszawie wyspecjalizował się w etykietach od naszych zachodnich sąsiadów – Jung&Lecker.

W nowej, prestiżowej lokalizacji (Krakowskie Przedmieście 45) mogliśmy spróbować win z Rheinhessen reprezentowanych przez Weingut Domtalhof oraz z mało rozpoznawalnego regionu Nahe, skąd pochodzi Weingut Korrell.

img_9517Rheinhessen przez wiele lat słynął z Liebfraumilch, czyli cienkich, dosładzanych win, które w Polsce przez długi czas odpowiadały za fatalny wizerunek niemieckiego winiarstwa. Dopiero w latach 90-tych XX wieku pojawiło się kilku producentów, którzy postawili sobie za cel sprzedaż ambitnych win i spróbowali odczarować złą famę jaką spoczyła na tym największym winiarskim regionie w Niemczech (26,5 tysięcy hektarów upraw). Domtalhof to niewielka winnica prowadzona przez rodzinę Eimermannów, która posiada 16 hektarów winorośli. W całej Hesji Nadreńskiej Riesling stanowi niewiele ponad 10% wszystkich upraw, dlatego nim przeszliśmy do tego królewskiego szczepu, zaprezentowano nam dwa wina z odmian burgundzkich.

Domtalhof Weissburgunder 2014 (49 zł) ma delikatny, czysty aromat z nutami ziół, melona i jabłek. Co prawda z jednej strony jest bardzo czyste, ale z drugiej niestety brakuje mu koncentracji i struktury. Proste wino, które jednak ma sobie przyjemną krystaliczną czystość. Dobre. Lepszym ciałem wykazał się Domtalhof Grauburgunder 2015 (49 zł). Tutaj mamy większa koncentrację zarówno od strony aromatycznej (gruszki, dojrzałe jabłka) jak i smakowej (delikatnie maślany finisz). Natomiast zabrakło lepszej kwasowości, przez co wino jest trochę mdłe i bardziej niż do popijania solo, użylibyśmy go jako partnera do jedzenia. Dobre-.

img_9542Rieslingi znad Mozeli i Renu słynęły przez lata jako idealny przykład jak należy łączyć cukier z kwasowością. W ostatnich latach coraz silniejsza jest tam tendencja produkowania win w wybitnie wytrawnej wersji, za to inne regiony próbują bawić się słodyczą. Po części spowodowane to jest na pewno ociepleniem klimatu, które sprawia, że w cieplejszych siedliskach przefermentowane do końca Rieslingi mogłyby pewnie sięgać 14-15%, co dla tej odmiany jest już zbyt wysokim poziomem. Riesling Feinherb Domtalhof 2014 (49 zł) początkowo wydaje się jakby wycofany, stopniowo otwiera się w stronę maślano-miodową. W ustach ładna, wyraźnie zaznaczona mineralność, ale niestety cukier zbyt intensywnie się wybija, nie idzie w parze z kwasowością, a gdzieś obok, w inną stronę. Dobre-.

Tak naprawdę prawdziwa zabawa z winami z Domtalhof zaczęła się przy dwóch najwyższych Rieslingach. Domtalhof Rotter Hang 2015 (52 zł) pochodzi z winnicy leżącej nad Renem, uznawanej przez producenta za najlepszą w jego portfolio. Nos jest chłodny, jabłkowy. Zdecydowanie wytrawne, napięte, z długim kwaskowym finiszem. Szczupłe, delikatnie słone, oparte na solidnej kwasowości, którą uwielbiamy w Rieslingach. Bardzo dobre-. Mała parcela na Rotter Hang przeznaczona jest natomiast do produkcji Domtalhof Pattenthal 2015 (62 zł). Winnice tutaj posiadają tacy sławni producenci jak Gunderloch, Kühling-Gillot czy Rappenhof. Pachnie miodem i woskiem. Usta początkowo kwaskowe, a po chwili dochodzi słodycz. Piękna koncentracja, duża elegancja, świetne wino w swojej klasie. Bardzo dobre.

Jedyne czerwone wino – Domtalhof Spätburgunder 2013 (59 zł) – to przedstawiciel tej odmiany w lekkim, owocowym stylu. Czujemy jeżyny, wiśnie, a do tego akcenty dymne i leśną ściółkę (tu widać 6 miesięcy beczki). Ładna kwasowość i bardzo leciutkie taniny. Stonowane, nawet trochę kościste, ale przy tym świeże. Dobre+.

img_9519-2Nahe to region, który wciąż walczy o większą rozpoznawalność w winnym świecie. Przylegający od zachodu do Rheinhessen i od południa do Rheingau, leży nad rzeką Nahe i jej dopływami Glan i Alsenz. Gdy porówna się go do Hesji Nadreńskiej, wyraźnie widać jego niewielką skalę – jest to jedynie 4 tysiące hektarów upraw winorośli (osiem razy mniej niż w Rheinhessen). Jung&Lecker długo przymierzał się do wprowadzenia do swej oferty win z Nahe, ostatecznie wybór padł na Weingut Korrell.

Już Weissburgunder Korell 2015 (62 zł) pokazuje, że idziemy w zupełnie inną stylistykę niż w przypadku Domtalhof. Uwielbiamy białe wina, które są krystalicznie czyste, których picie przypomina wzięcie do usta łyka górskiej wody. Tutaj mamy tego świetny przykład. Do tego spora dawka mineralności, piękna skalista struktura, potoczystość i rześkość. Można doszukać się nut stalowych, jabłek, melona i ziół. Bardzo dobre-. Nieco gorzej wypadał Mahlzeit Korrell 2015 (52 zł), czyli mieszanka Rieslinga, Weissburgundera i Rivanera. Nos jest świeży, lekki, ale niezbyt intensywny. W ustach brakuje mu ciała, wydaje się trochę zbyt wodniste, choć długi, kwaskowy finiszy sprawia, że wino się nieco ożywia. Dobre+.

img_9530Żarty się skończyły, gdy przeszliśmy do Rieslingów. Riesling Trocken Korrell 2015 (62 zł) urzekał połączeniem akcentów woskowych, propolisem oraz morelami. W ustach w pierwszej chwili do głosu dochodzi cytrynowa, mineralna kwasowość. Później pojawiają się delikatnie słodkawe nuty. W tej chwili wino jest jeszcze nieco zamknięte, ale patrząc przez pryzmat mocnej struktury widać w nim potencjał. Można rozsmakować się już teraz, ale lepiej odłożyć na co najmniej rok. Bardzo dobre+. Jeszcze mniej gotowe do picia, ale i zdradzające wielka przyszłość jest Korell von den Grossen Lagen 2015 (96 zł). Na razie mniej tutaj owocu, a więcej skalistości, górskiej wody, minerałów. Trudno przebić się przez ten pancerz, dopiero po chwili w kieliszku widać trochę zielonych jabłek i cytryn. Potężne wino, choć na razie schowane i zamglone. Póki co, bardzo dobre.

img_9540-2Już po zakończeniu oficjalnej części degustacji mieliśmy okazję spróbować jeszcze jednego wina z oferty Jung&Lecker. Tym razem przyszła kolej na Mozelę i Karpen Wehlener Sonnenuhr Alte Reben 2015 (81 zł). Wehlener Sonnenuhr to jedna z najsłynniejszych parceli nad środkową Mozelą, której nazwa pochodzi od leżącego tam zegara słobecznego. Leży naprzeciw miasteczka Wehlen i miejscami osiąga nachylenie rzędu 80 stopni. Szare łupki dewońskie na których rosną winogrona i idealne nasłonecznienie sprawiają, że owoce Rieslinga mają szansę na osiągnięcie optymalnej dojrzałości. W próbowanym winie było sporo owocu (cytryny, zielone jabłka) w połączeniu z nutami ziołowymi. Wszystko to zaś podszyste przepięknym mineralnym rysem. Kwasowość uderzała w najwyższe rejestry, była znaczenie bardziej surowa niż w przypadku poprzednich win, zarówno z Nahe jak i Hesji Nadreńskiej. Surowe, mocne, majestatyczne, a przy tym bardzo młode. Bardzo dobre+. 

Lokal specjalizujący się w niemieckich winach na Krakowskim Przedmieściu, w niewielkiej odległości od Pałacu Prezydenckiego to w dzisiejszych czasach brzmi niemal jak prowokacja. Jednak gdy za takim pomysłem idzie jakość, doświadczenie i przekonujące ceny, to z przyjemnością stawiamy Jung&Lecker duży plus.