Judgment of Warsaw

By czwartek, Kwiecień 11, 2019 0 , , , ,

Dużo się mówi na temat coraz lepszej jakości polskich win. Niektórzy ich fani, czy sami producenci deklarują, że mogą one spokojnie stawać w szranki z butelkami z innych krajów. Ba! Pojawiają się nawet głosy, że są już od nich lepsze. Ile w tym prawdy, a ile zakłamywania rzeczywistości?


Najlepszą okazją, aby ostatecznie rozstrzygnąć sprawę jest sprawdzenie tych win w otwartej, bezpośredniej walce. Tak też stało się podczas niedawnego VI Zlotu Winiarskiej Blogosfery, gdzie mieliśmy okazję w degustacji w ciemno porównać trzy polskie wina musujące z szeroką reprezentacją musiaków z całego świata.

Eldorado musujących win?

Wydawać by się mogło, że (przynajmniej w teorii) Polska jest niemal idealnym krajem do produkcji musiaków. Najlepsze bowiem pozycje tej kategorii powstają w chłodnym klimacie (patrz Szampania), a taki wciąż mamy w większej części naszego kraju. W takich warunkach dość łatwo jest wyprodukować wino bazowe o parametrach idealnych do tego, aby przeznaczyć je na „bąbelki”. Będzie ono bowiem mocno kwaskowe (a jest to element niezbędny, aby zbalansować cukier dodawany na dalszym etapie produkcji), niezbyt rozbudowane aromatycznie (zapach win musujących bazuje na procesie dojrzewania wina na osadzie i autolizie drożdży, które rozkładając się, nadają charakterystycznych aromatów). Dlaczego więc w naszym kraju powstaje ich wciąż tak mało? Powodów jest co najmniej kilka. Po pierwsze, produkcja wina musującego nie jest procesem łatwym i wymaga odpowiedniej wiedzy i doświadczenia, a nasi winiarze dopiero je zdobywają, wielu z nich ma za sobą zaledwie kilka roczników winifikacji. Po drugie, wino musujące musi na wspomnianym osadzie dojrzewać zwykle kilkanaście miesięcy, czy nawet lat, a to oznacza zamrożenie kapitału na ten okres. W czasie, gdy młode winiarnie potrzebują pieniędzy na szybkie sfinansowanie niedawno obsadzonych winnic i zakupionego sprzętu, bardzo trudno jest im zdecydować się na ten krok. W chwili obecnej nic nie wskazuje na to, że Polska stanie się drugą Anglią (gdzie wina musujące odpowiadają za 60% albo i więcej ogólnej produkcji winiarskiej), ale na szczęście coraz większa ilość producentów śmielej stawia na bąble.

Judgment of Warsaw

Degustacja przygotowana przez Winicjatywę prowadzona była przez Richarda Bamfielda MW i Wojtka Bońkowskiego. W kieliszkach znajdowało się jedenaście win produkowanych klasyczną, szampańską metodą podanych w zupełnie przypadkowej kolejności. Wśród nich ukryto trzy rodzime butelki. Uczestnicy nie tylko nie wiedzieli ile polskich win znajduje się w selekcji, ale również skąd pochodzą pozostałe.

A oto nasze wyniki – uszeregowane od tych najlepszych pozycji:

Henners Brut Reserve 2010 (Winemates)

Ten jeden z bardziej znanych angielskich producentów win musujących posiada swoje winnice w Sussex, kilka kilometrów od Kanału La Manche. Jego wino rocznikowe powstało w 70% z Chardonnay, uzupełnionego o Pinot Noir i dojrzewało na osadzie przez 60 miesięcy. Pachnie zdecydowanie drożdżowo, z nutami brioszki ale i rozwijającymi się na drugim planie jabłkami. Intensywnie kwaskowe, bardzo świeże, z długim, mineralnym finiszem. Rześkie i żwawe, a przy tym ładnie eleganckie. Pierwszy raz mieliśmy okazję spróbować angielskich win musujących i to spotkanie oceniliśmy zdecydowanie na plus. Znakomite (93/100).

Deutz Champagne Brut 2010 (Mielżyński, 360 zł)

W czołówce nie mogło zabraknąć szampana, uchodzącego nieodmiennie za króla win musujących. Ten klasyk pochodzi z dużego, dobrze ocenianego domu szampańskiego i wyróżnia się orzechowo-dymnym aromatem z akcentami krzemienia i siarki. Na podniebieniu stonowany, dostojny i mocno kwaskowy. Dominują nuty drożdżowe, ale i nieco drewniane. Od pierwszego łyku czuć klasę tego wina, choć cena nie należy do niskich. Znakomite- (92/100).

Barta Tokaji Pezsgo Brut 2010 

Mając do dyspozycji tak wyrazistą, a przy tym kwaskową odmianę jaką jest Furmit, winiarze z Tokaju coraz częściej wykorzystują jej potencjał do produkcji musiaków. To wino pachnie słodkimi jabłkami i gruszkami, ale w ustach zdecydowanie daje o sobie znać charakter odmiany. Kwasowość atakuje szkliwo z siłą młota pneumatycznego, a wszystko zamyka dymna i nieco goryczkowa końcówka. Może brakuje mu ogłady jaką pokazują reprezentanci Szampanii, ale ma za to ciekawą, nietuzinkową duszę. Bardzo dobre- (89/100).

Winnica Lorków Musujące 2015

Zaszczytne czwarte/piąte miejsce (ex aueqo z niemieckim sektem) przypadło Polakom, co ciekawe pozycji jeszcze niedostępnej w sprzedaży. Rodzina Lorków to prawdziwa instytucja, produkująca nie tylko wina, ale i cydry oraz prowadząca ponoć fantastyczną agroturystykę „Koziarnia” (sami nie byliśmy, ale ilość wysłuchanych rekomendacji można by złożyć w obszerny notes). Wino jeszcze dojrzewa, nie przeszło klarowania (postulujemy zresztą, aby wypuścić je na rynek właśnie w takiej wersji), jest więc mętne, ale za to jak ciekawe. Mamy tu zarówno soczyste jabłka, jak i elementy włoszczyzny czy nawet siana. Cukru resztkowego wydaje się być sporo, ale całość jest też wystarczająco świeża i rześka. Przypomina bardziej Pet-Nata niż wino z klasycznej metody, ale w tym szaleństwie na pewno jest metoda. Dobre+ (88/100).

Reichsrat von Buhl Riesling Sekt Brut 2016 (Vini e Affini, 110 zł)

Wspomniany już sekt to pozycja z Palatynatu, w składzie zaś mamy naszego ukochanego Rieslinga, który przez 18 miesięcy dojrzewał na osadzie. Odmiana daje o sobie znać poprzez niebywale silną kwasowość, ale poza tym elementem wino jest dość anonimowe i szybko traci swoje musowanie. Co prawda można doszukać się delikatnych jabłkowych niuansów, całość jest świeża i przyjemnie czysta, mineralna, ale od tego producenta wymagalibyśmy większej złożoności. Dobre (87/100).

Winnica Gostchorze GostArt Brut 2016

W czasie degustacji nie mogło zabraknąć przez wielu uważanego za najlepszego polskiego musiaka. Produkuje go Guillaume Dubois, Francuz o polskich korzeniach, w naszych rodzinnych stronach nieopodal Krosna Odrzańskiego. W składzie obok Rieslinga mamy również Pinot Gris i Pinot Bianco. W nosie intensywne, ze słodkimi jabłkami, gruszkami, a nawet morelami i miodem. Silna kwasowość (nawet nieco odstająca) dominuje nad warstwą smakową. Całość solidna, z dobrą koncentracją, nie mająca się czego wstydzić. Solidna robota. Dobre (87/100).

Henners Brut (Winemates)

Drugie z angielskich win to podstawowa pozycja winiarni, oparta o typowy szampański kupaż – Chardonnay, Pinot Noir i Pinot Meunier. Przez 48 miesięcy dojrzewało na osadzie i początkowo pachniało dość dziwnie – kiszoną kapustą i ogórkami. Po chwili zaczęło jednak zmierzać w drożdżowo-chlebową stronę. Na podniebieniu z wyraźnym cukrem, ale dosłownie mgnienie oka za nim wyłania się kwasowość. Ciekawe, choć odrobinę rozchwiane. Dobre- (87/100).

House of Arras Grand Vintage Brut 2008 (Partner Center, 150 zł)

Przybył aż z Tasmanii, wyspy słynącej z win musujących, od jednej z tamtejszych najjaśniejszych gwiazd. Bardzo dymne, ciemne, wręcz lekko mroczne, ale w ustach wątłe, bez werwy. Całość ratuje przyjemny i ciekawy pod względem połączeń kulinarnych goryczkowy finisz. Dobre- (86/100).

Castell Sant Antoni Cava Gran Reserva Brut Nature 2008 (Lidl, 39,99 zł)

Marketowy musiak z Hiszpanii, z nie do końca czystym nosem. Długo wahaliśmy się, czy nie było tam korka, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że to jednak taki styl. W kieliszku błyskawicznie traci bąbelki, w ogóle wydaje się, że wino jest już po swoim szczycie. Średnie- (83/100).

Winnica Jakubów Yacabous Albae Sekt 2017

Pierwszy rocznik musiaka od Michała Pajdosza, jednego z naszych ulubionych polskich winiarzy okazał się niestety sporym rozczarowaniem. Nos od razu zdradzał, że mamy do czynienia z winem z odmian hybrydowych. Obok przyjemnych nut kwiatowych i morelowych, pojawiały się mocne akcenty ziołowe, zielone. W ustach zbyt mocny cukier, wyczuwalny zwłaszcza przy niskiej kwasowości. Wytrwane białe wina od Michała są świetne, więc wierzymy, że w kolejnych latach również wino musujące będzie się coraz lepiej udawało. Kiepskie (81/100).

Bissinger Champagne 1er Cru (Lidl, 69,99 zł)

Stawkę zamykał szampan z Lidla, który nam zupełnie nie podszedł. Bardzo zielony (wręcz niedojrzały), liściasty i nieprzyjemnie gorzki. W tej cenie warto poszukać jakiejś przyjemnej hiszpańskiej cavy, albo francuskiego cremanta – wrażenie powinny być znacznie ciekawsze. Kiepskie- (80/100).

Werdykt

Jest nieźle, choć jednak za wcześnie na hurraoptymizm. Weźmy pod uwagę, że w stawce mieliśmy tylko jednego naprawdę klasowego szampana oraz żadnej czołowej cavy. Tym niemniej już na tle nieco mniej wymagających rywali, z innych krajów, które aspirują do musującej światowej czołówki (patrz Anglia, czy Niemcy), nasze pozycje wypadają jak równy z równym. Oby tak dalej!