Jedźcie na Bor, Mámor, Bénye do Erdőbénye!

By piątek, Czerwiec 28, 2019 0 , ,

Mamy do Was dwa pytania: czy macie już plany na „długi weekend” 15 sierpnia oraz i czy byliście już w Tokaju? Jeśli odpowiedź na oba z nich jest przecząca, to w dzisiejszym poście podpowiadamy Wam jak zagospodarować ten czas. Ale nawet jeśli na któreś z tych pytań odpowiedzielibyście „tak”, to nic nie szkodzi, przecież zawsze plany można jeszcze zrewidować, a Tokaj warto odwiedzić kolejny raz…


Bor, Mámor, Bénye – cóż to w ogóle jest?

No więc dzisiaj chcemy Wam trochę opowiedzieć o festiwalu Bor, Mámor, Bénye, który odbędzie się w dniach 15-18 sierpnia w miasteczku Erdőbénye, w tokajskim regionie winiarskim. Od razu uprzedzamy, nie uczestniczyliśmy w nim do tej pory, więc nasza rekomendacja bazuje na kilku relacjach, które sumiennie zdawał Maciek Nowicki na łamach Winicjatywy i tym, co usłyszeliśmy od samych winiarzy, których silna reprezentacja (Erika Rácz z Sanzon Tokaj, Dávid Rémusz z Budaházy-Fekete Kúria oraz János Illés z Illés Pince) kilka tygodni temu pojawiła się z Warszawie, by opowiedzieć o festiwalu i jako przedsmak atrakcji zaprezentować kilka miejscowych win.

To już jubileuszowa, bo 10 edycja tej imprezy, przy czym po rocznej przerwie wraca ona z terminem na długi, sierpniowy weekend. Osobiście bardzo lubimy takie plenerowe festiwale, które w mniej zobowiązujących okolicznościach przyrody niż sale degustacyjne pozwalają zapoznawać się z winami spokojniej, bez poś[iechu, na większym luzie, zwykle nie będąc ograniczonym napiętym grafikiem. Zupełnie inaczej rozmawia się też z samymi winiarzami, którzy w swoich winiarniach czują się o wiele swobodniej i mniej formalnie.

Podczas Bor, Mámor, Bénye jest w czym wybierać, bo swoje etykiety zaprezentuje 13 miejscowych producentów, wśród których znajdują się takie gwiazdy Tokaju jak Ábrahám, Budaházy-Fekete Kúria, Préselő czy młody, ale świetnie rozwijający się projekt Sanzon Tokaj. Szczegółowy program jest jeszcze w trakcie dopracowywania, ale na pewno nie zabraknie sporej ilości koncertów, degustacji, wystaw, a nawet atrakcji dla dzieci – szczegóły sprawdzajcie na stronie festiwalu.

Kilka uwag logistycznych

Tokaj leży na północy Węgier, blisko słowackiej granicy i dojazd z Warszawy do Erdőbénye zajmuje około siedem i pół godziny. Długo? No cóż, z jednej strony trasa nie należy do najkrótszych, ale z drugiej w takim samym czasie zwykle docieramy do Wiednia i jest to odcinek, który spokojnie można zrobić w pół dnia, nie męcząc się przy tym zbytnio (zwłaszcza, jeśli w samochodzie macie dwóch lub więcej kierowców). Dodatkowo jadąc z południa Polski traficie tam około trzy godziny szybciej. Na miejscu noclegu możecie poszukać zarówno w samym Erdőbénye, jak i w okolicznych miasteczkach (Sárospatak, Tolcsva, Szegilong, Szegi, Bodrogkeresztúr, Tokaj, Tarcal, Mád), bowiem pomiędzy nimi zostanie zapewniona komunikacja autobusowa dowożąca na festiwal. To szczególnie istotna informacja, gdyż na Węgrzech dopuszczalne stężenie alkoholu za kółkiem wynosi zero promili (!). Dodatkowo, dla tych, którzy chcą się poczuć w 100% turystycznie zapewniono również miejsca na rozbicie namiotów w samym Erdőbénye.

A co będzie można tam spróbować?

Podczas degustacji zaprezentowano nam dziewięć win wyprodukowanych w różnych stylach:

Préselő Habzo Hars 2018

To wino idealnie stworzone na aurę, w której je próbowaliśmy. Degustacja odbywała się bowiem w jeden z cieplejszych dni w tym roku i mimo popołudniowej pory wciąż było parno i duszno. W takich okolicznościach ten musiak, wyprodukowany najprostszą metodą przez dodanie do wina CO2 sprawdził się znakomicie. Był soczysty, jabłkowo-cytrynowy, mocno kwaskowy i rześki. Nieskomplikowany, wyluzowany – a więc taki jak sam festwial Bor, Mámor, Bénye. Bardzo dobre (89/100).

Sanzon Tokaj Blanc 2018

Sympatyczna Erika Rácz zaprezentowała nam swój kupaż 2/3 Furminta i 1/3 Hárslevelű. To kolejne niezwykle smaczne z tzw. win „codziennych”. Zaczynające się aromatycznym nosem spod znaku jabłek i gruszek, do których na podniebieniu dochodzi nieco brzoskwiń. Dość miękkie, ale też ładnie kwaskowe i orzeźwiające. Bardzo solidnie wykonane wino. Bardzo dobre (90/100).

Bardon Meszes Furmint 2016

To wino pochodziło od niewielkiego producenta, który jest w posiadaniu 8 hektarów winnic, w tym działek na siedlisku Meszes, które jest jego klejnotem w koronie. Winorośle rosną tu na wulkanicznej glebie (ryolit i tuff) i zwykle osiągają wysoką (nawet jak na region) koncentrację cukru w gronach. W samym zaś winie czujemy dojrzałe jabłka (nawet lekko poobijane), skórkę z cytryny, a na języku stalową mineralność i długi, czysty posmak. Bardzo dobre+ (91/100).

Pro Vinum Frumint Szaraz 2016

Projekt Pro Vinum jest bardzo młody (wino nie doczekało się jeszcze nawet etykiety), do tej pory były one dostępne jedynie dla znajomych właściciela, a dopiero niedługo mają trafić oficjalnie na rynek. Winiarze podkreślali, że w deszczowym roczniku 2016 szlachetna pleśń (botrytis) była praktycznie wszędzie, co może tłumaczyć nuty słodkich gruszek i moreli, które zdominowały warstwę zapachową win. Za to w ustach jest już ultra wytrawne, z finiszem idącym pod dyktando nut słonych i przyprawowych. Bardzo dobre+ (91/100).

Budaházy-Fekete Kúria Christmann Hars 2017

Idealny balans (7 gram cukru resztkowego i tyleż samo kwasowości) to znak rozpoznawczy wina Dávida Rémusza. Ten czysty Hárslevelű pokazał ładnie aromatyczny nos – czerwone jabłka, morele i cytryny zaprawione kilkoma kroplami miodu. Świetnie grające tę swoją melodię, która płynnie przechodzi od słodyczy po kwasowość. Do tego z lekko oleistą, maślaną fakturą. Bardzo apetyczne, świetne kulinarnie (do drobiu w maślanym sosie). Znakomite- (92/100).

Abraham MacEras 2017

Robert Peter to człowiek-legenda, właściwie dla samych odwiedzin u niego warto wybrać się w podróż do Erdőbénye. Ten z wykształcenia filozof zajął sie produkcją win i robi w we własny, indywidualistyczny sposób. Przy tym zaś jest niesamowitym rozmówcą, który ponoć potrafi zauroczyć rozmową na dobrych kilka godzin (sami nie mieliśmy okazji go poznać, ale kilka osób które miały przyjemność odwiedzić jego winiarnię zgodnie to powtarza). Tutaj mamy jedno właśnie z takich niecodziennych win, a więc Furminta macerowanego na skórkach przez 2 tygodnie. Wita się z nami nutami ziół (szałwia) i acetonu, na podniebieniu jest zaś mocno wytrawne, choć jego energia jest utrzymana w ryzach. Ma się wręcz wrażenie, że Robert wcisnął hamulec i nie pozwolił temu Furmintowi do końca się wyszaleć (a szkoda). Kończy się słonawo-tanicznym finiszem. Jak na wino pomarańczowe jest naprawdę otwarte, nie przestraszy osób nie nawykłych do tego stylu. Znakomite- (92/100).

Illés Pince Tokaji Furmint 2016

Ten Furmint fermentował w stali, a następnie przez niemal 3 lata dojrzewał w beczkach, do butelek zaś trafił bez filtracji i bez stabilizacji. Jest delikatnie utleniony, stąd pachnie marcepanem i zielonymi orzechami. Za to usta znów idące w tą mocno kwaskową, bardzo wytrawną stronę. Zwłaszcza w finiszu ta kwasowość daje się we znaki, chciałoby się mieć na podorędziu coś, czym można zakąsić to wino. Znakomite- (92/100).

Beres Tokaji óbarat Cuvee Semi Dry 2018

Na koniec, choć temperatura nie ułatwiała zadania, przeszliśmy do win słodkich. Najpierw spróbowaliśmy etykietę od dużego producenta (45 hektarów upraw), które pachniało cytrynami i grejpfrutem. Również w smaku można było wyczuć tę charakterystyczną goryczkę, której nie przezwyciężył nawet pozostawiony w winie cukier. Dostrzec można było również nieco akcentów ziołowych i jabłek, choć całości nieco brakowało pazura i jakiegoś wyrazistszego rysu. Dobre (87/100).

Illés Pince Late Harvest 2017

Oficjalną część degustacji zakończyliśmy jeszcze jednym winem Jánosa Illésa, pochodzącym z coraz modniejszej ostatnio w Tokaju kategorii win z późnego zbioru. Oczywiście produkcja win słodkich to coś, z czego tak naprawdę Tokaj się narodził, ale w przypadku win „late harvest” chodzi o pozycje, w których niekoniecznie wszystkie grona są dotknięte szlachetną pleśnią, z poziom cukru jest zwykle nieco niższy niż w winach kategorii aszú. Tu znajdziemy miód, gruszki, morele i brzoskwinie, a nawet odrobinę ziołowego tła. W ustach ładnie meandrujące pomiędzy cukrem, a kwasowością, pięknie pijalne. Znakomite (93/100).


Nie wiemy, czy winiarze tylko kokietowali nas mówiąc, że powyższa selekcja wcale nie była jakoś specjalnie pieczołowicie przygotowywana. Jednak wszystkie zaprezentowane wina miały charakter, pokazywały rys miejscowego terroir (mocna kwasowość, życie, soczystość), a przede wszystkim były bardzo pijalne. Gdyby nie to, że mamy już zarezerwowane plany na sierpniowy weekend, poważnie zastanowilibyśmy się nad odwiedzeniem Erdőbénye.