II Zlot Blogosfery

By niedziela, Czerwiec 21, 2015 2 , , , ,

Za nami II Zlot Blogosfery. Zapewne wielu z uczestników powoli wraca do życia (jak Robert). Dlatego korzystając z chwili spokoju, przejęłam komputer i pomyślałam, że na bieżąco zrelacjonuję to, co za nami.

Zaczęło się w sobotni poranek, po raz kolejny spotkaliśmy się w Hotelu Regina w Warszawie. Dzięki tej inicjatywie wszyscy raz w roku możemy się spotkać, wymienić wizytówkami czy porozmawiać z osobami, które przecież na co dzień śledzimy w wirtualnym świecie, a nie zawsze przez odległość czy inne obowiązki możemy osobiście poznać.

_DSC0004

Przyszedł też czas na podsumowania.

Wojciech Bońkowski nie omieszkał dolać oliwy do ognia i przedstawić power ranking, czyli polskie blogi winiarskie w statystykach. Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji, ale nawet subiektywna czy ogólna klasyfikacja dała nam wiele do myślenia, wywołała dyskusję i uplasowała na jakimś miejscu. W jednej godnie reprezentowaliśmy szary koniec, w innej dumnie reprezentowaliśmy piątkę najbardziej aktywnych blogerów, a w jeszcze innej zastanawialiśmy się, czy zdjęcie morza i kieliszka wina ma większe przebicie u czytelników, niż otwarta w zaciszu domu butelka. Szczerze gratulujemy tym, którzy swoją ciężką pracą, zaangażowaniem i pasją uplasowali się też na wysokich miejscach.

Dokąd zmierzasz blogosfero? To zeszłoroczne hasło zjazdu, w tym roku postawiono nam już wyżej poprzeczkę i zastanawialiśmy się, w jaki sposób prezentujemy Wam treści. Dzięki prezentacji i badaniom przeprowadzonym przez zespół z Instytutu Psychologii PAN pod komendą dr. hab. prof. UW Joanny Rączaszek-Leonardi, poruszonych zostało wiele tematów. Przede wszystkim zastanawialiśmy się dlaczego to robimy, jak powinna wyglądać dobra notka degustacyjna i czy w ogóle należy bazować na takich technicznych opisach czy skupić się raczej na ciekawych historiach i didaskaliach, które Was zainteresują. Okazało się, że porównując notki przygotowane przez profesjonalistów (dziennikarzy piszących o winie) oraz amatorów (nie tylko blogerów, ale i zwykłych miłośników wina) można za pomocą naukowych metod dokonać pewnych porównań i wyciągnąć z nich wnioski. Profesjonaliści używają podobnego języka i ich opisy wina są do siebie zbliżone. Amatorzy natomiast mają większą tendencję do skrajnych opinii. Dodatkowo zaprezentowano wpływ opisywania wina na jego postrzeganie przez osoby, te notki czytające. Wyniki badań wskazują, że takie opisy są przydatne najbardziej dla osób zaczynających przygodę z winem oraz dla tych, którzy piją już wina regularnie. Interesujące okazały się również inne badania na „czynniku ludzkim” przeprowadzone przez Instytut Psychologii PAN, które przedstawiły w dużym uproszczeniu, że prowadzenie bloga w parze ma sens i tym stanem osobiście jesteśmy wielce usatysfakcjonowani.

_DSC0106

Punktem zwrotnym całego dnia, była degustacja w ciemno połączona z konkursem z nagrodami. Świetna zabawa, ale nie ma co ukrywać że i wielki tekst kompetencji, który stał się nie lada wyzwaniem. Zaprezentowanych zostało 7 par win, a więc 14 butelek, które kolejno musieliśmy scharakteryzować ze względu na: kraj, region, szczep, cenę i wskazanie czy pochodzi z dyskontu czy ze sklepu specjalistycznego. Czasem okazywało się, że zwrot „wiem, że nic nie wiem” jest bardzo aktualny, a emocje jakie wywołała ta część programu udzieliły się chyba wszystkim. Zwyciężył Sebastian Bazylak z Zdegustowany, dzięki temu w październiku uda się na wycieczkę do Langwedocji i przywiezie nam zapewne masę opowieści. Bardzo mu gratulujemy, a przed nami kolejne wyzwania z winną przygodą i wiedzą!

_DSC0053

Częścią zjazdu blogosfery stała się również prezentacja Win z Lindla, postaramy się w kolejnych wpisach opowiedzieć Wam co na niej wypiliśmy, jak zwykle przedstawiając swój wgląd na to co byśmy Wam polecili, a co nie do końca przypadło nam do gustu.

Na koniec zostały degustacje komentowane. My wzięliśmy udział w tej prowadzonej przez Sławomira Chrzczonowicza (Winkolekcja) i Wojtka Bońkowskiego (Winicjatywa) pt. „Stare wina” i nie żałujemy! Było to niezwykłe doświadczenie przejścia przez stare piwnice winnic, dębowe beczki i ewolucje koloru.

_DSC0333

_DSC0425
1. Huba Szeremley Badasconyi Rajnai Rizling 1997 – o pięknym złotym kolorze. Na pewno pokazuje swój wiek, ale nie jest jeszcze winem za starym. Wszystko w tym winie jest już nieco przetworzone, nie mamy nut cytrynowych, występuje lekkie utlenienie, nie ma świeżego owocu. Orzechy, wosk, propolis, siano w zestawieniu z suszonymi owocami, nutami roślinnymi, ziołami. Co ciekawe usta są młodsze niż nos. Nie ma żadnej wadliwej nuty, jak to stwierdził Wojtek, nie mamy tu „dżemu z psa”.

_DSC0294Weingut Śliwka Mosel Riesling trocken 1985 – właściciel Manfred robił wina ale i je gromadził, po to by jego wdowa na starość miała czym dzielić się z kolekcjonerami, takimi jak przyjaciel Sławka Chrzczonowicza. Na podstawie jego doświadczeń z tą butelką, z wiekiem nic się w niej nie poprawiło. Nos grzybowy, ze starymi naleciałościami. Usta mają dużo kwasu, wciąż zielone, ostre. Wino o małej koncentracji. Trzeba mu przzynać, że nigdy nie było dobrym winem a mimo wszystko zestarzało się z klasą.

_DSC0289Chateau Larrivet Haut-Brion Pessac-Leognan Blanc 2003 – bardzo oleiste, osobiście trudno było przez nie przejść, ale to kwestia gustu i akceptacji takiej konsystencji. Usta lekko grejpfrutowe, czuć nieco koniczynki i pomelo. Brakuje mu kwasowości, ale podobno tak ma być. Był to bardzo gorący rocznik w Bordeaux, a taki stan ma odbicie na winach białych, którym to nie sprzyja. Nie jest to jeszcze wino za stare, dzięki dużej koncentracji zachowało swój ekstrakt. Długość tego wina zasługiwała na uwagę, przez to butelka jest trochę mdła ale trwa.

Sant’Agata Ruche di Castagnole Monferrato ‚Na Vota 2003 – nie miała wyrazistego koloru, był on co najwyżej śliwkowo-bury. Nos korkowy. Ale dotrwaliśmy do końca – nie dyskutując o aromatach ale jego strukturze. Usta mimo wszystko były młode, w pierwszym zetknięciu wyczuwalny stał się owoc, podniebienie nie było aż tak korkowe, wg Wojtka pojawił się nawet smak kostki rosołowej. Wino żywe i na tym zakończmy.

_DSC0308

Ambra Carmignano S. Crostina 2002 –  Sangiovese, które patrząc przez pryzmat kiepskiego rocznika teoretycznie nie miało cech, ku temu by się dobrze zestarzeć. Szeroka brunatna obwódka. Bardzo dużo wina wsiąkło w korek poprzez jego pęknięcie, ale na szczęście zatrzymało się kawałek przed końcem i nie doszło do utlenienia. Dużo nut redukcyjnych – ściśnięte w nosie, ze zwierzęcymi nutami. Pomogłaby mu duża dekantacja. Usta lekko słodkawe, geste taniny.
_DSC0326 (1)

Castello Vicchiomaggio Toscana Ripa delle More 2001 – 100% Sangiovese, 13% alkoholu. Kolor w odcieniach czerni, śliwkowej pestki, przejmujący. Porównywaliśmy je z młodszym poprzednikiem. Zanikają już nuty świeżego owocu. Nos skórzany, wyczuć można było tytoń, zioła i pieprz. Wciąż bardzo taniczne, dlatego jeszcze może sobie poleżeć. Dla nas był to czerwony numer jeden wieczoru.

_DSC0355

D’Angelo Aglianico del Vulture Canneto 1997 – miło było przyjrzeć się korkowi, który ma 18 lat i pachniał pięknie cygarem. Jasny, ceglany kolor. Smak powidła, skóry, leśnego runa. Na kieliszku mogliśmy obejrzeć spolimeryzowane taniny. Ta butelka okazała się mieć już najlepsze czasy za sobą.

Russiz Superiore Collio Riserva degli Orzoni 2000 – ten sam kupaż co u następcy na dole: Cabernet Franc, Cabernet Sauvignon, Merlot. Ładne, soczyste, dobijające ku swojemu końcowi. Było bardziej ekstraktywne, miękkie, okrągłe, pomadowe, gdyż zrobione ze słodszych, dojrzalszych gron. W ustach ściągające, z tłustą taniną.

_DSC0394Chateau Belgrave Haut-Medoc 2000 – jeden z lepszych roczników Bordeaux tamtej dekady. Lekka nuta lotnej kwasowości bardziej podkreśliła akcenty owocowe. W ustach kiszona kapusta, natka pietruszki, zielona papryka. Strukturalnie jeszcze młode. Bardzo nam smakowało!

_DSC0396

Vina Herminia Rioja Graciano 1995 – Bardzo stare i jednocześnie rzadkie, bo ze 100% szczepu Graciano, co w tamtych czasach było ewenementem. Solidna ale bez wielkości, za to wciąż bardzo pijalna, bo lekka. Nos w bardzo ciekawy sposób zachował aromaty skóry. Sporo owocu, trochę umami.

_DSC0372

Rivesaltes Nectar Du Prieure Cuvée de L Homme de Tautavel 1955 – Była to niespodzianka naszej degustacji. Naszym zadaniem było odgadnięcie rocznika i faktycznie udało nam się zmieścić w granicach 5 lat pomyłki. Degustowaliśmy wyjątkowo przyjemnego towarzysza. Francuz miał 16% alkoholu (był wzmacniany) i niezwykłą bursztynową barwę. Ładnie utleniony z nutami orzechowymi, półsłodkie z dobrą kwasowością. Praktycznie nieśmiertelne wino._DSC0418

 

  • A przypadkiem Dr Śliwka nie miał na imię Manfred? Zresztą nie ważne, mając na uwadze, że nie był to nigdy topowy Riesling, można marzyć o tych najlepszych, które przetrwają 30-40 lat i trafią kiedyś do kieliszków.