Frank – nowy winebar w Warszawie

By czwartek, 20 lutego, 2020 0 , , ,

Gdy staliśmy na tarasie świeżo po zakończeniu degustacji u Ludwiga Knolla w Weingut Am Stein, powiedziano nam, że jakiś czas przed nami Würzburg odwiedzili Polacy, którzy w Warszawie zamierzali otworzyć winebar poświęcony wyłącznie winom z Frankonii. Oczy się nam zaświeciły, bo kochamy wina z tego niemieckiego regionu, a niedawno okazało się, że ten ambitny plan udało się zrealizować.


Okolice Grzybowskiej, Żelaznej i Prostej, to ostatnio region pełen dźwigów, ekip budowlanych stawiających kolejne apartamentowce i biurowce. Od kilku lat pracuję w okolicy i nie mogę się nadziwić jak dynamicznie rozwijają się te kwartały. Właściciele Franka (bo tak sprytnie nazywa się to miejsce) tłumaczyli, że celowo wybrali tej rejon, gdyż liczą na jego potencjał, teraz może jeszcze nie do końca odkryty.

Sam lokal jest niewielki, ale wykończony ze smakiem i nieprzesadzoną elegancją. Lista win obejmuje rzeczywiście tylko pozycje z Frankonii, obecnie jest to czterech winiarzy (Weingut Am Stein, Weingut Bürgerspital, Weingut Ernst Molitor, Weingut Christine Pröstler), choć w przyszłości ma się rozszerzać. Wszystkie butelki są dostępne na kieliszki (w cenach zaczynających się od kilkunastu złotych), wina można również zakupić do domu. Frank to głównie winebar, ale istnieje również możliwość zamówienia zarówno zimnych jak i ciepłych przekąsek.

Kilka słów o samej Frankonii

Co może dziwić w pierwszym momencie, Frankonia należy do Bawarii, ale miejscowi raczej nie identyfikują się z mieszkańcami Monachium, czy Norymbergii, podkreślając własną odrębność. Tutaj, w północno-zachodniej części tego landu tradycje winiarskie są bardzo silne i sięgają aż czasów średniowiecza. Winnice zlokalizowane są głównie nad brzegami przepływającego przez Frankonię Menu, który przepięknie meandruje pośród okolicznych wzgórz, co kilka kilometrów zmieniając kierunek, by w końcu złączyć się ze swoim większym bratem Renem w okolicach Hochheim. Takie ukształtowanie terenu przekłada się oczywiście na różnorodność ekspozycji, jakie do dyspozycji mają winiarze. Zbocza może nie są aż tak strome jak choćby nad Mozelą, ale miejscami nachylenie i tak jest imponujące. Całość upraw winorośli obejmuje nieco ponad 6 tysięcy hektarów.

Frankonia, będąc jednym z najbardziej wysuniętych na północ regionów Niemiec, to miejsce, w którym naturalnie królują głównie białe odmiany. Prym wśród nich wiedzie Silvaner, który odpowiada za mniej więcej czwartą część nasadzeń. Tutejszy klimat jest stosunkowo chłodny (zwykle zbyt niegościnny dla Rieslinga, choć ostatnie lata zwiastują postępujące ocieplenie), a w wielu miejscach problemem są ciągle wiosenne przymrozki, potrafiące znacząco przetrzebić zbiory. Stąd też popularnością cieszą się również krzyżówki powstałe w Niemczech w ubiegłym wieku, właśnie z myślą o radzeniu sobie z takimi trudnymi warunkami klimatycznymi – Müller-Thurgau, Bacchus, Kerner, Scheurebe czy Rieslaner.

Geologicznie Frankonia da się podzielić na trzy regiony. Patrząc od wschodu najpierw mamy strefę, w której dominuje kajper, później kolejną z wapieniem muszlowym (w okolicach Würzburga) i ostatnią z czerwonym piaskowcem najdalej na zachodzie. Wszystkie te warstwy gleby powstały w triasie, przy czym najstarszy jest właśnie piaskowiec, powstały ze sprasowanych warstw piasku i drobin skalnych, na takim podłożu świetnie sprawdza się Spätburgunder (to właśnie w okolicach Burgstadt znajduje się jeden z najlepszych niemieckich producentów Pinot Noir – Rudolf Fürst). W czasie kolejnych milionów lat okolica została zalana przez morze, na którego dnie odkładały się pozostałości muszli różnego rodzaju wodnych stworzeń. Taka bogata w minerały gleba jest idealna dla winorośli, wiele winnych regionów powstało przecież właśnie na wapiennym podłożu (patrz choćby Chablis czy Szampania). Kajper to najmłodsza formacja skalna, będąca znów mieszanką osadów morskich oraz kopalnej flory.

Dzięki zaproszeniu właścicieli mieliśmy okazję wziąć udział w degustacji otwierającej lokal, gdzie z udziałem samych winiarzy spróbowaliśmy kilku topowych butelek.

Weingut Am Stein

W tym przypadku odsyłamy przede wszystkim do wpisu z sierpniowej wizyty, gdyż spróbowaliśmy wina, które degustowaliśmy również w Würzburgu: Weingut Am Stein Pinot Extra Brut 2015 (262 zł) i Weingut Am Stein Montonia Spätburgunder 2017 (258 zł).

Dodatkowo przetestowaliśmy jedną wcześniej nieznaną etykietę:

Weingut Am Stein Wurzburger Innere Leiste Erste Lage Silvaner 2018

Winnica Innere Leiste leży na południe od potężnego zamku biskupiego w Würzburgu. Zajmuje zbocze niewielkiej, uroczej doliny odchodzącej od Menu, która słynie z ciepłego mikroklimatu i jest osłonięta przed północnymi, chłodnymi wiatrami. Wino pachnie jabłkami i gruszkami, a te nuty owocowe rozwijają się na ziołowym, ale i skalistym tle. Smakowicie, przyjemnie mineralne, wyraziście narysowane, z długim finiszem. Znakomite (93/100).

Weingut Ernst Molitor

Winiarnia Ernsta Molitora zlokalizowana jest w leżącym na łuku Renu miasteczku Nordheim, dokładnie naprzeciw również odwiedzonego przez nas w sierpniu Eschendorfu. Ten niewielki (7 hektarów), rodzinny projekt prowadzony jest obecnie przez przedstawiciela czwartego pokolenia właścicieli Ernsta. Wspiera go syn Markus, który samodzielnie winifikuje niektóre wina, oznaczone wtedy literą >>M<<.

Weingut Ernst Molitor Dettelbacher Honingberg >>M<< Riesling 2016 (139 zł)

Ten nietypowy Riesling fermentował w nowych 600-litrowych beczkach z niemieckiego dębu, a efekt takiego dojrzewania wzmocniony został dodatkowo przez przeprowadzany raz w tygodniu battonage (wzburzanie osadu odkładającego się w beczce). Jest bardzo nasycony, pełen masła, miodu, wosku, wanilii. To Riesling barokowy, jeszcze nie do końca poukładany, trochę zbyt krzykliwy. Osobiście wolimy ten szczep utrzymany w stalowej, ostrej stylistyce, ale jeśli bliższe Wam jest takie bogactwo, nie będziecie zawiedzeni. Bardzo dobre+ (91/100).

Weingut Ernst Molitor Nordheimer Kreuzberg >>M<< Silvaner 2018 (139 zł)

Na parceli Nordheimer Kreuzberg rodzina posiada swoje najstarsze, 45-letnie krzewy Silvanera. Po zbiorach winogrona trafiły na 12 miesięcy do beczek, w których uprzednio dojrzewał spróbowany Riesling, a battonage dokonywano rzadziej, bo raz na dwa tygodnie. Dzięki temu tutaj beczka jest nie tak nachalna, lepiej wtopiona w strukturę wina, operuje gdzieś w tle. Mamy za to sporo brzoskwini i moreli, słodkie jabłka, odrobinę gruszek. Z przyjemnym ciężarem, lekko kremowe, ale w finiszu na wierzch wychodzi mineralność. Jeszcze młodziutkie, warto poczekać co najmniej rok z otwarciem. Znakomite- (92/100).

Weingut Ernst Molitor Silvaner Orange 2018 (169 zł za butelkę 0,5l)

Owoce pochodzą ponownie z parceli Kreuzberg i były macerowane na skórkach przez 10 dni. Jak na wino pomarańczowe jest ugładzone, pachnie morelami, brzoskwiniami, ale i herbacianym suszem. Na podniebieniu surowe, matowe, ziemiste. Tutaj znajdziemy jeszcze więcej akcentów suszonych, ale i nieco kwiatów. Kończy się słonym, delikatnie tanicznym finiszem. Bardzo dobre+ (91/100).

Weingut Christine Pröstler

Christine Pröstler to młoda producentka, która swoje pierwsze wino stworzyła w 2008 roku, jeszcze w piwnicy znajomego. W 2013 roku zakończyła budowę swojej własnej winiarni, a obecnie posiada 7 hektarów winorośli wokół Retzbach.

Weingut Christine Pröstler Thungersheimer Scharlachberg Silvaner 2016 (155 zł)

Po ręcznych zbiorach owoce spędziły noc na maceracji w niskiej temperaturze. Fermentacja miała miejsce w 500-litrowych beczkach, ale i w stali. Jest bardzo eleganckie, o skalistej podbudowie, świetnie wytrawne, pachnące miodem i morelami. W ustach dochodzi do tego pomelo i świetny, mineralny posmak. Duża klasa i ładne ułożenie. Znakomite- (92/100).

Weingut Christine Pröstler Retzbacher Benediktiusberg Spätburgunder 2015 (209 zł)

Christine posiada naprawdę mikroskopijną parcelę Pinot Noir o wielkości zaledwie 0,11 hektara. Z takiej ilości owoców jest w stanie wytłoczyć jedynie 2 beczki wina, za to dojrzewanie trwa 30 miesięcy w dębie. W efekcie powstało wino mocno zbudowane, z nutami wiśniowej nalewki, ale i muśnięciem płatków kwiatów i ziół. Soczyste, jak na Pinota taniczne. Bardzo dobre+ (91/100).

Weingut Christine Pröstler Thungersheimer Scharlachberg Rieslaner Spätlese 2015 (106 za butelkę 0,5l)

Jak nazwa wskazuje odmiana Rieslaner to krzyżówka Rieslinga i Silvanera. W całych Niemczech rośnie jej zaledwie 90 hektarów, z tego połowa we Frankonii. Cukier restkowy jest na poziomie niemal 65 gram, ale kwasowość również utrzymuje poziom (8,3 gram). Pachnie pszczelim woskiem, morelami, ale na podniebieniu dość proste i jednowymiarowe, jabłkowo-gruszkowe. Bardzo dobre (90/100).

Burgerspital

Ten nietypowy projekt powstał w 1316 roku jako szpital dla ubogich (w Würzburgu jest jeszcze drugi podobny kocept – Juliusspital). W międzyczasie obok działalności charytatywnej szpital zajął się również winiarstwem (stając się w międzyczasie jednym z największych producentów w regionie), a dziś obok posiada 120 hektarów winorośli na najwspanialszych parcelach wokół miasta.

Burgerspital Silvaner Franken Brut 2016 (115 zł)

To musujące wino produkowane metodą szampańską zaczyna się jabłkami i cytrynami. Jest mocno owocowe, soczyste, ale pojawiają się również delikatne akcenty drożdżowe. Niby niezbyt skomplikowane, ale po prostu dobrze zrobione i smakowite. Bardzo dobre (90/100).

Burgerspital Wurzburger Stein Riesling GG 2017 (347 zł)

Grzechem jest otwierać tak młode Rieslingi klasy GG, bo w tym momencie wino jest jeszcze pozamykane, mało ekspresyjne. Na razie chowa się na mineralną gardą, zza której dopiero prześwitują nuty maślane i grejpfrutowe. Żywe, napięte, naprężone, potrzebuje 2-3 lat, by się zrelaksować i poukładać. Wielki potencjał, ale na razie trudno go odkryć. Znakomite (93/100).

Burgerspital Wurzburger Stein Blaufräkisch Erste Lage 2017 (181 zł)

Blaufränkisch nie jest odmianą, która jest we Frankonii nadmiernie popularna, w Niemczech to Wirtembergia uchodzi za królestwo tego szczepu. Wino jest mocno nasycone beczką, pachnie dymem, wędzonką i pieczonym mięsem. Do tego śliwkowe, nieco konfiturowe, choć brakuje mu wypełnienia i lepszej koncentracji. Jakby beczka miała przesłonić te niedostatki. Bardzo dobre (90/100).


Koncepcja skupienia się jedynie na winach z pojedynczego, wcale nie najpopularniejszego regionu Niemiec jest niesamowicie odważna, ale my lubimy wizjonerów i takie pomysły. Dlatego z całych sił trzymamy kciuki za ekipę Franka i na pewno będziemy tam wpadać, bo frankońskie wina to prawdziwe petardy.