Dzień Tokaju – cz. 2

By wtorek, Grudzień 18, 2018 0 , ,
Po krótkie przerwie wracamy do naszej relacji z Dnia Tokaju zorganizowanego przez Winicjatywę/Ferment. Pierwszy post obfitował we wspaniałe wina, które mieliśmy okazję spróbować tego dnia, ale dziś wcale nie zwalniamy tempa. Tym razem pomijamy historyczno-terroiristyczne aspekty (możecie o nich poczytać tutaj), a za to prezentujemy czystą esencję – pozostałych producentów, którzy zrobili na nas olbrzymie wrażenie.


Demetervin

Ten znany projekt prowadzony jest przez charyzmatycznego Endre Dementer, który na degustację przyjechał z Tokaju swoim kabrioletem (na szczęście z zasuniętym dachem). Kilka zamienionych z nim zdań wystarczy, aby upewnić się, że mamy do czynienia z prawdziwym pasjonatem, ale i osobą, która jest świadoma klasy produkowany win. Jednak o tym, że jest to przekonanie w pełni uzasadnione, zaświadczają jego butelki.

Co zaskakujące, ten świetny producent wciąż poszukuje w Polsce importera.

Demetervin Furmint 2016

Wino jest przyjemnie czyste, z jednej strony nawet ascetyczne, ale z drugiej pełne przyjemnych nut jabłkowych. Kwaskowe, ładnie soczyste i orzeźwiające, a przy tym wyróżniające się solidną, wręcz stalową budową. Bardzo dobre (90/100).


Demetervin Szamorodni Édes 2013

Kolejne kieliszek to już wino w słodkiej wersji, powstające częściowo z owoców dotkniętych szlachetną pleśnią, jak i tym zupełnie zdrowych. Owocowość jest bardzo czysta, pełna nut moreli, słodkich jabłek, gruszek, skondensowanego soku z cytryn. Słodycz jest obecna, ale zaraz po tym, jak nasze zmysły zarejestrowały jej pojawienie się, zostaje uzupełniona o mocną kwasowość. Balans tych dwóch wartości jest piękny i to właśnie ten element decyduje o klasie butelki. Bardzo dobre+ (91/100).


Demetervin Aszú 2013

Tu już idziemy w stronę absolutu. Wino jest gęste, esencjonalne, oleiste, ale zarazem pięknie rozłożyste, subtelnie grające na poszczególnych akordach. Obok słodkich owoców, kandyzowanej moreli, słodkich gruszkach i czerwonych jabłkach, pojawia się mnóstwo pszczelego wosku i miodu. Czytając te słowa może się wydawać, że mamy do czynienia z jakim ciężkim ulepkiem, ale nic bardziej mylnego. Kwasowość jest potężna i dzięki temu całość zupełnie nie męczy. Wydaje się mieć praktycznie nieograniczony potencjał dojrzewania. Arcydzieło- (94/100).


Gizella 

To kolejny z tych mniejszych producentów, który od kilku lat cieszy się coraz większym zainteresowaniem znawców tematu. Jakiś czas temu miał on importera w Polsce, ale obecnie znów poszukuje firmy chętnej do nawiązania z nim współpracy

Gizella Furmint 2017

W składzie wina znajdziemy mieszankę owoców pochodzących z różnych parceli producenta. Dominuje w nim silny, jabłkowo-cytrynowy owoc, a w tle znajdziemy delikatne akcenty ziołowe. Soczyste, rześkie, choć gwoli prawdy bez większej głębi. Dobre (87/100).


Gizella Furmint Bomboly 2017

Tu przeskakujemy już do pojedynczej parceli zlokalizowanej na północy od miasteczka Mád. Dominuje tu czerwona glina, z dodatkiem skał wulkanicznych i kwarcu. W aromacie surowe, dymne i mineralne. Dopiero po chwili pojawia się masło i pszczeli wosk. Dla odmiany usta nasycone i skoncentrowane. Ponownie chwytamy  tony mineralnego posmaku, ale i kwasowość, który wypełnia całe podniebienie i wciska się we wszelkie przestrzenie międyzkomórkowe, nie biorąc jeńców.  Bardzo dobre+ (91/100).


Gizella Szamorodni Édes 2017

Jak w przypadku Demetervin znów mamy wino, w którym do kadzi trafiły pełne kiści owoców, z których część mogła być dotknięta botrytisem. Cukier resztkowy jest na poziomie 147 gram. Znajdziemy tu sporo moreli, miodu lipowego, ale i kwasowość nie spuszcza z tonu. Mnóstwo w tym winie życia, świeżości i elegancji. Znakomite- (92/100).


Brüll

Trudno przykładać normalną miarę to tak indywidualistycznego winiarza, jakim okazał się György Erdei-Brüll. Jego historię opisał Michał Kiss, do którego obszernego posta odsyłamy przy tej okazji. W skrócie zdradzimy tylko, że György to przedstawiciel kiedyś bardzo ważnej mniejszości żydowskiej zamieszkałej w Tokaju. Jego koszerne wina, powstające z malutkiej, mniejszej od hektara posiadłości, reprezentują tradycyjny, wręcz zapomniany styl i choćby z tego powodu warte są poznania. 

Brüll Furint Mádi Kacérkodó 2015

Delikatnie utlenione, z nutami poobijanych jabłek, siana i ziół. Do tego ziemiste, lekko drewniane i mocno kwaskowe. Dziwne, niesztampowe, ale na swój sposób uroczne. Jakby chciało powiedzieć – poznaj mnie, zanim mój rodzaj zginie. Bardzo dobre- (89/100).


Brüll Pardesz Kosher Wine 5772 2011

Idziemy krok dalej w stronę tajemnic tokajskiej diaspory. Jest nieco zatęchłe, piwniczne, warzywne i cebulowe. Dziwne i trzeba mieć otwarty umysł, aby je zrozumieć. Dobre- (87/100).


Brüll Szamorodni Száraz 2010

Tym razem mamy szamorodniego w wytrawnej wersji. Pachnie jak wigilijny kompot z suszu, z mnóstwem akcentów wędzonych śliwek, sosu sojowego i suszonych ziół. Osobiste, dyskretne, indywidualne. Bardzo dobre+ (91/100).


Brüll Kosher Wine Édes 5776 2015 

Jesteśmy na poziomie 74 gram cukru resztkowego. W efekcie znajdziemy tu żółte jabłka, mirabelki, dojrzałe gruszki. Nieprzesadzone, delikatnie kwaskowe. Trochę wycofane i brakuje mu lepszej koncentracji. Dobre+ (88/100).


Brüll Szamorodni Édes 2010

Wino mające być słodki, ale jak przystało na tradycyjny styl w pierwszym momencie przede wszystkim warzywne, cebulowe, nieco utlenione. Za to w ustach ładnie nasycone, dalej świeże, z nutami suszonych moreli i miodu spadziowego. Bardzo dobre- (89/100).


Degustacja obfitowała w wiele innych świetnych win, a przywołanie ich wszystkich mogłoby zapełnić kilka dodatkowych postów. Do wielu stanowisk nie zdążyliśmy również dotrzeć, dlatego ostrzymy już sobie zęby na kolejną edycję, albo wciąż odkładaną podróżą na tokajskie wzgórza.