Domaine de Torraccia – Korsyka w najlepszym wydaniu

By czwartek, Wrzesień 27, 2018 0 , , ,
Wyobraźcie sobie sytuację, w której podczas degustacji u producenta, nagle do budynku wchodzi sześciu policjantów, w mundurach i z bronią u pasa. Niby nie rozbiegają się po całym budynku, wyglądają w sumie mile i uprzejmie, nawet się uśmiechają. Pytają jednak od razu o właściciela, a cała obsługa też wcale nie wygląda, jakby się tej wizyty spodziewała. Na szczęście szybko okazuje się, że panowie przyjechali jedynie po dwa kartony wina na imprezę. Swoją drogą, ładnie to tak organizować sobie wino na wieczór w czasie pracy? No cóż, taki korsykański klimat.

Historia działa się w Domaine de Torraccia, posiadłości zlokalizowanej na wschodnim wybrzeżu wyspy, nieopodal Porto-Vecchio. Przyjechaliśmy tam chyba najgorętszego dnia naszej podróży. Skręcając z głównej szosy, dodatkowo pomyliśmy drogę i zamiast do winiarni trafiliśmy na winnicę (co prawda z pięknym widokiem na majaczące w oddali morze). Gdy na chwilę wysiedliliśmy z samochodu, żeby zorientować się gdzie mamy jechać, momentalnie zaatakowało nas stado komarów. Nie mamy pojęcia jak one były w stanie ruszyć na polowanie przy +40 stopniach, chyba lepiej przystosowały się do klimatu niż my. Generalnie gdy w końcu trafiliśmy we właściwe miejsce, mieliśmy już wszystkiego dosyć, całe szczęście, że zajęła się nami Sarah, bo szybko zapomnieliśmy o wszelakich niedogodnościach.

Żona obecnego właściciela winnicy jest z pochodzenia amerykanką i jej podejście do gości było diametralnie inne niż to, którego doświadczyliśmy podczas wizyty w poprzednich adresach na wyspie. Tutaj nie było żadnego zadzierania nosa, bezpośrednie podejście Sary sprawiło, że poczuliśmy się zaopiekowani w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jej energia mimo tej upalnej temperatury była niesamowita. Pomiędzy kolejnymi kieliszkami nalewanego nam wina i różnymi anegdotami, obsłużyła kilku klientów, nadała przesyłkę kurierowi i sprawnie zorganizowała wina przywołanym już policjantom.

Sarah opowiedziała nam o początkach winiarni, gdy w latach 60-tych jej teść Christian Imbert po powrocie na Korsykę z Czadu postanowił zająć się winiarstwem. Wówczas profesjonalna uprawa winorośli na wyspie praktycznie nie istniała, a Christian stał się szybko nie tylko jednym z jej prekursorów, ale i czołowym miejscowym winiarzem. Początkowo wahał się na jakie odmiany postawić, ale ostatecznie zdecydował się na tradycyjne dla wyspy szczepy – Vermentino, Nielluccio i Sciaccarello. W 2008 roku, gdy renoma Domaine Torraccia była już ugruntowana, stary przejął syn Christiana – Marc, który nie zmienił wizji swojego ojca, stając się jego godnym kontynuatorem.

Mimo, że Marc posiada obecnie ponad 45 hektarów winnic, to portfolio jest bardzo proste. Wytwarzane są po jedynie dwa rodzaje wina białego, różowego i czerwonego. Podstawowe etykiety noszą nazwę posiadłości, a te wyższe, pochodzące ze starszych krzewów i z mniejszą wydajnością oznaczane są jako Oriu. Cała uprawa jest biologiczna, a na winnicach wszystkie prace są wykonywane ręcznie. Co ciekawe stawiając winiarnię Christian intuicyjnie (bo przecież nie było wtedy odpowiedniej podbudowy naukowej, jaką mają obecnie winiarze) zaprojektował ją tak, aby wszystkie prace wspomagane były siłą grawitacji. Do dziś używana jest również stara, drewniana prasa, która mimo 50-lat ponoć sprawdza się nadal znakomicie i nie ma potrzeby zastępowania jej jakimiś nowinkami.

Domaine de Torraccia Blanc 2017 to 100% Vermentino pochodzące z sześciu różnych parceli. Zwykle wyciśnięty sok jest przez kilka godzin macerowany ze skórkami, a po fermentacji wino przez pół roku dojrzewa na osadzie. Pachnie ziołowo, z dodatkiem kwaskowych jabłek i nieco słodszych gruszek. Leciutkie, super kwaskowe i niebywale świeże. W ten upalny dzień było lepsze od każdej lemoniady. Bardzo dobre- (89/100).

Podczas kilku różnych degustacji w Winkolekcji, która sprowadza te wina do Polski, mieliśmy okazję próbować tej etykiety, ale zwykle 2-3 letniej. Z czasem to Vermentino staje się bardziej kremowe, pełniejsze, ale i mniej sprężyste. Wydaje nam się, że w tym przypadku młodsza, bardziej orzeźwiająca wersja jest jednak smaczniejsza.

Domaine do Torraccia Oriu Blanc 2017 to również czyste Vermentino, ale w znacznie głębszej, mocniejszej, bardziej skoncentrowanej wersji. Tu na pierwszym planie znajdziemy mnóstwo nut mineralnych, słonych. Delikatny owoc czai się dopiero w tle. Struktura jest piękna, naprężona i silna, ale akurat temu wino dobrze zrobiłoby 2-3 lata w piwnicy. Bardzo dobre+ (91/100).

Domaine de Toracica Rose 2017 to mieszanka 50% Nielluccio, 10% Sciaccarello, i po 20% Grenache oraz Cinsault. Wszystkie odmiany fermentowane są wspólnie, a mniej więcej połowa soku pochodzi z tzw. sagniée – naturalnego odcieku skruszonych gron, niewymuszonego prasą. W efekcie powstało wino bardzo zwiewne, leciutkie, w tonacji malinowo-poziomkowej. Zalotne, bezpretensjonalne i zdające się mówić – „jestem jakie jestem, kochaj albo rzuć”. Bardzo dobre (90/100).

Domaine de Torraccia Oriu Rose 2017 to ciekawa mieszanka aż 80% Sciaccarello i 20% Nielluccio. Sciaccarello to lokalna, korsykańska odmiana, która daje wina lekko wybarwione, z nutami czerwonych owoców, które wprost idealnie nadają się do produkcji rose. W porównaniu do poprzednika, tu obok czerwonych porzeczek i truskawek, mamy wyraziste nuty ziołowe. W ustach bardzo soczyste, ale z intensywnie mineralnym posmakiem, wręcz niepasującym do tej ogólnej radosnej ekspresji. Bardzo dobre (90/100).

Pierwsze z czerwieni, a więc Domaine de Torraccia Rouge 2014 to kupaż Nielluccio, które odpowiada za połowę wina oraz Grenache (30%), Syrah i Sciaccarello (po 10%). Wszystkie szczepy fermentują wspólnie w cementowych zbiornikach, gdzie następnie wino spędza kilka miesięcy, a przed zabutelkowaniem jest jedynie minimalnie filtrowane. Takiej soczystości owoców i życia jakie znaleźliśmy w kieliszku, trudno doszukać się w wielu innych czerwonych winach z Korsyki. Mamy tu przepiękne nuty truskawek i malin, ale zaraz obok nich zaczynają się rozwijać zioła, makia, przyprawy, czerwone porzeczki i delikatna ziemistość. W ustach kwaskowe, poważnie nasycone i domknięte pierwszorzędnymi taninami. Bardzo dobre+ (91/100).

Ostatnie z win, Domaine de Torraccia Oriu Rouge 2013, to 80% Nielluccio uzupełnione przez Sciaccarello. Wino dojrzewa aż 3 lata, ale wcale nie w beczkach, ale ponownie w cemencie. Wbrew pozorom, cementowe ściany również przepuszczają nieco tlenu, ale w stopniu zdecydowanie mniejszych niż dębowe klepki, co pozwala na delikatną mikrooksydację wina, bez pozbawiania go pierwotnego, owocowego charakteru. Dzięki temu jest ono poważne, ale też bardziej nasycone od swojego wcześniej spróbowanego brata. Owoce są tu pod postacią dojrzałych wiśni i śliwek, znajdziemy tu również sporo ziół, mnóstwo akcentów przyprawowych, leśnych i ziemistych. Garbniki w związku z tym, że pochodzą jedynie od owoców, a nie drewna, są bardzo żywe, nie wysuszają podniebienia na wiór. A gdy dodamy do tego mocną kwasowość, to mamy wino kompletne, zdolne do długiego dojrzewania. Znakomite (93/100).

Domaine de Torraccia to jedne z niewielu korsykańskich win, które sprowadzane są do Polski. Niestety, Sławek Chrzczonowicz ze smutkiem zwykł o nich mówić, że są to butelki, których nikt nie chce kupować. Oby się to jednak zmieniło, bo zdecydowanie są to wina, które warto poznać!