Domaine Albert Mann w Vinoteka 13

By środa, Maj 25, 2016 2 , , ,

IMG_8014Opisując degustacje w których miliśmy okazję uczestniczyć podczas Master Class Weekend zorganizowanego przez Vinotekę13, nieuchronnie zbliżamy się do końca naszej opowieści. Opisaliśmy Wam już wspaniałe szampany od Geoffroy, niezwykle ciekawy projekt jakim jest Winnica Wieliczka, a teraz przyszedł czas przedstawić prawdziwą wisienkę na torcie, jakim była degustacja win z Alzacji od Domaine Albert Mann.

Już na wstępie zdradzimy, że dawno nie byliśmy na równie interesującym spotkaniu z winiarzem. Wszystko za sprawą rewelacyjnego prowadzącego Jacky Barthelmé, który w żywiołowy sposób opowiadał o swoich winach, a jednocześnie za pomocą naprędce rysowanych obrazków przybliżał nam niuanse związane z uprawą biodynamiczną. Odnosiło się wręcz wrażenie, że degustowane wina były jedynie dopełnieniem i egzemplifikacją wiedzy, którą Jacky przekazywał nam podczas spotkania.

Domaine Albert Mann powstała w wyniku połączenia dwóch rodzinnych przedsięwzięć, prowadzonych przez rodzinę Mann oraz Barthelmé. Oba rody już w XVII wieku zajmowały się uprawą winorośli. Obecnie w rękach rodziny (winnicę prowadzą dwaj bracia – Jacky oraz Maurice wraz ze swoimi żonami) jest 23 hektary winorośli z tego 7 hektarów na winnicach sklasyfikowanych jako grand cru (Hengst, Schlossberg, Furstetum, Steingrubler, Pfersigberg). Jedną trzecią upraw zajmuje Riesling, a pozostała jest podzielona pomiędzy Pinot Blanc, Pinot Gris, Pinot Noir, Gewurztraminera oraz Muscata. Od 1997 roku rodzina prowadziła uprawę biodynamiczną na trzech z parcel grand cru, a w 2010 otrzymała certyfikat świadczący o pełnym przejściu na produkcję biodynamiczną.

IMG_8012Degustację rozpoczęliśmy od mocnego uderzenia jakim było porównanie czterech Rieslingów. Podstawowy Riesling 2013 (79 zł), powstały z owoców z różnych parceli producenta, miał bardzo ładny, delikatnie miodowo zapach z dodatkiem cytryn i moreli. Usta z wyraźną kwasowością (choć wino na 5 gram cukru resztkowego), ładnym ciałem i długim mineralno-kwaskowym posmakiem. Czyste, orzeźwiające i ładnie zbudowane. Bardzo dobre-. Z kolei Riesling Cuveé Albert 2014 powstaje z winogron ze starszych krzewów. Po rozlaniu do kieliszków okazało się, że wino jest jeszcze za młode. Zarówno nos jak i usta były powściągliwe, łagodne, choć wyczuwalny był mocny, mineralny rys. Na razie dobre+. Kolejne wino pochodziło z pojedynczego stanowiska Rosenberg, które jednak nie ma przyznanego statusu grand cru. Tutejsze gleby to głównie glina z dodatkiem wapieni. Riesling Rosenberg 2012 w porównaniu do poprzedników był o wiele bardziej ułożony, zrównoważony. W nosie obok akcentów woskowo-kwiatowych mieliśmy wyraźne nuty naftowe i delikatną kiszonkę. W ustach wyższy poziom cukru, a intensywna kwasowość pojawia się w finiszu. To idealne wyważenie poziomu cukru przemówiło do nas najbardziej, gdyż w wielu winach z Alzacji brakowało nam właśnie takiej równowagi. Świetne wino, bardzo dobre+. Ostanim z Rieslingów było wino z grand cru o granitowych glebach – Riesling Grand Cru Schlossberg 2012. Od razu rzucił się w oczy piękny, złoty kolor. W nosie lekkie nuty maślane, a sam zapach gęsty, przebijał się również lipowy miód. Usta z piękną strukturą, bardzo dobrą koncentracją i niesamowicie długim finiszem. Szkoda otwierać tę butelkę już teraz, warto odłożyć ją na kilka kolejnych lat. Jeśli szukacie wina do wypicia już dziś, wybierzcie Rosenberga. Bardzo dobre+.

IMG_8023Następna seria win to trzy przykłady Pinot Gris, która to odmiana poza Alzacją daje zazwyczaj mało ciekawe, neutralne wina, a w tym francuskim regionie osiąga swoje szczyty. Rozpoczęliśmy od Pinot Gris 2014. Wino ujęło nas swoim bogatym nosem, z nutami jabłek, gruszek, moreli. Co jednak ciekawe w tle można było wyczuć czyste, kamienne nuty. Porównując kwasowość tego wina, z uprzednio próbowanymi Rieslingami zauważyliśmy że w poprzednich butelkach czaiła się ona zazwyczaj w finiszu, tu zaś była wyczuwalna od razu po wzięciu wina do ust. Dość proste, z niską koncentracją, ale przyjemnie chłodne i surowe (w kontraście do nosa). Bardzo dobre. Przy kolejnych dwóch butelkach zobaczyliśmy czym różnią się wina z pzoszczególych cru. Pierwsze, Pinot Gris Grand Cru Furstentum 2012 (135 zł) z wapiennej gleby, miało słodkawy nos, z nutami kiwi, marakui, melona, wosku oraz płatków róży. W ustach bardzo miękkie, słodkie, ale z delikatną kwasowością, dzięki czemu nie jest zmęczone. Świetnie pasowałoby do ostrych sosów. Bardzo dobre+. Dla odmiany Pinot Gris Hengst 2012 pochodzi ze wzgórza o większej zawartości marglu i piasku. W ogólnym wyrazie było mniej słodsze od poprzednika. Zamiast owoców tropikalnych wyczuwaliśmy jabłka i gruszki. W ustach przyjemniej zbalansowane, zaokrąglone, ze świetną równowagą i strukturą. Znakomite-.

IMG_8018Po Pinot Gris przyszedł czas na chyba najmniej przez nas lubianą alzacką odmianę – Gewurztraminera. Jednak i tym razem okazało się, że w rękach utalentowanych winiarzy nawet ten szczep potrafi nas zaskoczyć. Pierwszy z tej trójki, Gewurztraminer 2014 miał przyjemne nuty ziół, liczi. Usta zaskoczyły kwasowością na takim poziomie, że w ciemno trudno nam byłoby wskazać na tę odmianę. Dopiero w finiszu czuliśmy nieco charakterystycznej róży. Bardzo dobre. Cru Steingrubler, podobnie jak Hengst to gleby wapienno-marglowo-piasczyste. Gewurztramier Steingrubler 2012 to etykieta, w której już znacznie łatwiej odnaleźć charakter odmiany. Było trochę cukru pudru, znacznie więcej konfitury z płatków róży. Taki opis mógłby charakteryzować wino, od którego trzymalibyśmy się z daleka. Jednak tutaj w ustach działo się ponownie coś niezwykłego. Pojawiła się wyraźna kwasowość, a nawet przyjemnie mineralny posmak. Cukier (którego było niemało) był idealnie dobrze zrównoważony. Bardzo dobre+. Ostatni z tej palety, Gewurztraminer Furstentum 2012 był już dla nas za słodki. Choć wino było bogate, z nutami cytrym w cukrze, liczi, to jednak poziom słodkości wyraźnie dawał o sobie znać. Przy czym należy podkreślić, że obiektywnie dalej nie była on męczący (to po prostu już nie nasz styl). Bardzo dobre-.

IMG_8015Wina czerwone stanowią obecnie około 12% alzackiej produkcji. Przyznajemy też, że na palcach jednej ręki możemy policzyć te, które mieliśmy okazję do tej pory spróbować. Tymczasem tutaj spróbowaliśmy trzech Pinot Noir, ale przez to, że nieuchronnie zbliżał się koniec czasu przeznaczonego na degustację, zostały one potraktowane nieco po macoszemu, a były to naprawdę świetne butelki. Zaczęliśmy od Pinot Noir Clos de La Faille 2013. Pochodzi ono ze wzgórza na którym rodzina ma monopol na 1 hektarowej parceli o glebie z piaskowca i kwarcu. Wino dojrzewa przez 17 miesięcy w używanych rocznych i dwuletnich baryłkach z niewielką domieszką zupełnie nowych (10%). Dodatkowo jedna trzecia owoców trafia do fermentacji bez odszypułkowania. W efekcie powstało wino o nutach dojrzałych wiśni oraz lekko podsuszanych śliwek. W ustach z zaznaczoną kwasowością i wyraźnymi taninami. Dodatkowo zwróciła naszą uwagę sprężysta, napięta struktura. Bardzo dobre. Następnie mieliśmy możliwość porównania dwóch roczników Pinot Noir pochodzących z Hengst. W związku z tym, że w Alzacji jedynie białe wina mogą być oznaczane jako Grand Cru, te etykiety zostały nazwane Pinot Noir Grand H. Rocznik 2013 (195 zł) pachniał żurawiną, wiśniami otulonymi w nuty dymu wędzarniczego i ziemi. W ustach owocowe, ale z mocną, chropowatą, fajnie pozostającą w ustach taniną. Bardzo dobre. Cztery lata starszy 2009 był o dziwo jeszcze bardziej owocowy, być może za sprawą fermentacji malolaktycznej, która zaszła podczas procesu winifikacji (w nowszych rocznikach, począwszy od 2011 już do niej nie dopuszczano). Mamy więc świeże wiśnie posypane pieprzem, a do tego nieco liścia laurowego i ziół. Bardzo dobre+.

Próbując takich win, jak te pochodzące z Domaine Albert Mann, można się przekonać, że biodynamika to nie jest pusty frazes. Dawno nie piliśmy butelek, z których każda miała w sobie charakterystyczny rys (napięcie, równowagę, czystość), a całość tworzyła tak zgrabną kompozycję. Piękne wina, świetnie przeprowadzona degustacja, bardzo pozytywne zaskoczenie, bo szczerze powiedziawszy nie spodziewaliśmy się po Alzacji tak trafiających w nasze gusta win.