Do Istrii podróż w nieznane

By czwartek, 21 kwietnia, 2016 0 , , ,

IMG_7674Bardzo nas cieszy fakt, że pomimo kilku dobrych lat zagłębiania się w winny świat wciąż są apelacje i regiony przez nas niepoznane. Stąd wyjątkowe są degustacje, gdy takie wina w końcu mamy okazję spróbować. Kilka tygodni temu w gronie znajomych rozpoczęliśmy wędrówkę po etykietach z Istrii.

Ciekawa i wyjątkowo skomplikowana jest historia tego półwyspu leżącego na pograniczu Włoch i Bałkanów. W średniowieczu region należał do Republiki Weneckiej. Następnie w 1797 roku tereny te na krótko weszły w posiadanie Habsburgów, a po pokoju w Preszburgu ponownie znalazły się pod kontrolą Królestwa Włoch. W następstwie upadku Napoleona Istria znów wróciła do Cesarstwa Austriackiego, w którego granicach leżała do I wojny światowej. Na mocy traktatu pokojowego w Rapallo, który doprowadził do rozbioru Austro-Węgier, mimo dążeń niepodległościowych miejscowej ludności, Istria została przyznana Włochom. Po dojściu do władzy faszystów nastąpiła intensywna i przymusowa italianizacja regionu. W czasie II wojny światowej toczyły się tu walki każdego z każdym – między partyzantką anty-faszytowską, komunistami, siłami pro-faszystowskimi, Niemcami. Upadek Mussoliniego i niedługo później III Rzeszy spowodował ponowne przesunięcie granic. Większa część Istrii przypadła Jugosławii, z wyjątkiem Triestu i okolic, który początkowo został uznany za wolne miasto, aby w 1954 zostać podzielony pomiędzy Włochy a Jugosławię. W latach 1947-1951 większość włoskich mieszkańców Istrii zostało zmuszonych do opuszczenia tego terytorium i wyjazd do Włoch. Po rozpadzie Jugosławii większa część Istrii przypadła Chorwacji, zaś północna jej część trafiła do Słowenii.

Siłą rzeczy z takiego tyglu kulturowego musiały narodzić się nietuzinkowe wina. Co więcej wielu winiarzy nie boi się eksperymentować, czy zwracać w stronę win naturalnych, a nawet biodynamicznych.

IMG_7675Zaczęliśmy z wysokiego poziomu, bo jako pierwsze do kieliszków trafiło Rojac Moia 2014 z limitowanej serii producenta. Tak naprawdę spora część wina wylądowała na podłodze i spodniach uczestników, gdy korek po prostu wystrzelił z butelki przy próbie jej otwarcia. To zasługa zupełnie nietypowego sposobu produkcji – najpierw wino dojrzewa w qvevri, następnie po przelaniu do butelki zostają do niego dodane drożdże, zaś po zakończeniu przez nich drugiej fermentacji osad nie jest usuwany z butelki. Podstawą kupażu jest Teran, a resztę składników zna jedynie sam winiarz. W kieliszku wino mętne z nutami róży i pomarańczy. W ustach świeże, z zaskakująco ożywczym owocem i delikatnymi taninami (co w winie musującym jest absolutną rzadkością). Freak, ale jakże przyjemny. Bardzo dobre-.

Przy kolejnej butelce z części słoweńskiej przenosimy się na Chorwację. Matošević Grimalda 2012 to kupaż Merlota i Terana. Z Teranem jest ciekawa sprawa. Przez wiele lat był uważany za lokalną nazwę znanego z Włoch Refosco. Po dokładnych badaniach genetycznych ustalono, że choć szczep z Refosco jest bez wątpienia spokrewniony, to jednak jest to inna odmiana. Wino przez 15 miesięcy dojrzewało we francuskich beczkach. Użycie beczki wyraźnie czuć w nosie, bo pachnie dojrzałymi śliwkami z wyraźnie wyczuwalnym waniliowym tłem. Usta z mocną kwasowością, choć owoce są likierowe, dojrzałe, podsmażone. W finiszu pojawia się lekka słodycz. Brakuje mu trochę pazura. Dobre-.

Na chwilę wróciliśmy do Słowenii i spróbowaliśmy Bordon Bon d’Or 2006. Mamy tu kupaż Caberneta Sauvignon, Caberneta Franc i Refosco, które dwa lata dojrzewały w beczkach. W efekcie w nosie nuty pochodzące od beczki są bardzo wyczuwalne – mamy wędzoną śliwkę, lakier, akcenty dymne. W smaku niestety brakuje większej świeżości, bo ponownie owocowość jest bardzo konfiturowa. Całe szczęście, że w finiszu pojawiają się silniejsze taniny, a cała struktura jest solidna, dobrze zbudowana. O ile nie lubimy takich mocno beczkowych win, to trzeba docenić te pozycje, gdzie beczka zostaje użyta w umiejętny sposób, a to wino do nich należy. Dobre+.

IMG_7677Kolejne dwie etykiety pochodziły od Roxanicha, który swoją winnicę prowadzi w pełni biodynamicznie i znajduje się w absolutnej czołówce chorwackich winiarzy. Najpierw spróbowaliśmy Roxanich Teran 2008, które urzekło czystością owocu. Choć nie jest on rześki i świeży, a bardziej przetworzony, przesmażony, to dalej jego soczystość i kwasowość stała na wysokim poziomie. To tego podobnie jak w poprzednich winach do głosu doszła beczka. Pojawiła się lukrecja, atrament, balsamiczność, a wszystko zanurzone w dymie z jesiennego ogniska. W finiszu mamy również trochę pieprz, ale zabrakło samych tanin. Bardzo dobre-. Terana mogliśmy porównać z Roxanich Merlot 2008. Obie pozycje okazały się zaskakująco podobne. Tutaj również owoce zostały zanurzone w beczkowych nutach, choć wszystko wydało się nieco bardziej poukładane niż w Teranie. Bardzo dobre.

Ostatnim winem było Rojac Renero 2009. W butelce znajduje się 100% Refošc z oczywiście biodynamicznej uprawy. Wino najpierw przez 35 dni fermentowało na skórkach w dużych dębowych beczkach, następnie dojrzewało na osadzie przez 36 miesięcy w małych barriques z bośniackiego dębu. Mamy wędzoną śliwkę, liść laurowy, ziele angielskie i akcenty ziemiste. W ustach słodkawe, likierowe, ale z ostrą, lekko zieloną taniną. Trudno uwierzyć, że wino ma już 7 lata, gdyż prezentowało się jakby dopiero co zostało zlane do butelek. Bardzo dobre-.

Wydaje się, że spróbowane butelki pozwoliły nam wyrobić sobie zdanie o winach z Istrii. Praktycznie wszystkie są utrzymane w charakterystycznym beczkowym klimacie. Oddać im trzeba, że użycie beczki stoi na absolutnie topowym poziomie i nie są to pozycje męczące, a w tle daje o sobie znać wysokiej klasy owoc. Jednak zdecydowanie są to butelki dla osób, które lubią taki styl, albo po prostu należy je próbować do odpowiedniego jedzenia, który podkreśliłby wspomnianą owocowość. Tak czy inaczej cieszymy się, ze mogliśmy poznać wina z nieznanego regionu – oby takich okazji było jak najwięcej.