Czas na butelki z lutomski.wino

Lubimy poznawać historie, które stoją za każdą spróbowaną przez nas butelką. Zwykle jest to konkretny człowiek, albo i cała rodzina która poświęciła swoje życie winiarstwu. Sylwetki dzisiejszych bohaterów są przedstawione na stronie internetowej i pozwólcie, że po więcej szczegółów odeślemy Was właśnie na lutomski.wino. Oczywiście nieodmiennie zachęcamy Was, by jeśli tylko wrócą ku temu możliwości, odwiedzić i osobiście poznać winiarza, bo dzięki temu można lepiej zrozumieć wino powstające spod jego ręki. Przejdźmy zatem do konkretów…


János Árvay

Przy pierwszej pozycji ruszamy do Tokaju, regionu, z którego pochodzą najbardziej znane węgierskie wina. W ostatnich lata ma tu miejsce swoistego rodzaju rewolucja, bowiem coraz istotniejsze dla producentów stają się wina wytrawne. Powulkaniczna gleba znakomicie predestynuje do produkcji świeżych, mineralnych pozycji, a kwaskowy charakter Furminta (najpopularniejszego szczepu w regionie) dodatkowo sprzyja takim pomysłom.

Nim János Árvay zdecydował się na prowadzenie własnej winiarni, miał za sobą niezwykle bogate, kilkudziesięcioletnie doświadczenie. Zdążył już być między innymi enologiem w renomowanej winiarni Disznókő, a także wspólnie z Krisztiánem Sauska założyć projekt Árvay & Co. (co prawda ostatecznie panowie rozstali się w ponoć nienajlepszych relacjach). Dzisiaj János prowadzi winiarnię wspólnie z żoną i dwójką dzieci, a rodzina uprawia łączenie 17 hektarów winnic.

Árvay Hárslevelű Single Vinyard Selection 2018 (55 zł)

Pachnie skórkami jabłek, ale takimi które chwilę już leżą na powietrzu i zaczynają brązowieć. Do tego jest tu sam jabłkowy miąższ z dodatkiem wyciśniętego soku z cytryn, mirabelek i zielonych orzechów. Na języku dochodzą również delikatne brzoskwinie i ciekawy, słonawo-mineralny posmak. Ładnie soczyste, żywe, smaczne. Dobre+ (88/100).

Marco Sara

Na spotkanie z tym producentem warto wybrać się w okolice Udine, do regionu Friuli Colli Orientali. To właśnie tam, dokładnie w niewielkim miasteczku Povoletto znajduje się jego 6-hektarowa winnica. Marco przejął zarządzenie rodzinnym przedsięwzięciem w 2000 roku i od razu podjął decyzję, żeby zamiast sprzedawać wino większym producentom, samodzielnie rozpocząć jego butelkowanie. Pięć lat później postanowił, aby uprawę prowadzić organicznie. Winnica Marco zlokalizowana jest na przedgórzu Alp Julijskich, na wysokości dochodzącej do 300 metrów. Ciepłe powietrze z południa, znad Adriatyku miesza się tu z chłodnymi prądami od gór, co pozwala winogron na powolne, niespieszne dojrzewanie. Marco uprawia typowe dla regionu odmiany jak Friulano, Ribolla, Picolit, Verduzzo, Schioppettino, Refosco i Caberent Franc.

Marco Sara Ribolla 2018 (79,30 zł)

Wino jest delikatnie aromatyczne, pachnące jabłkami i cytrynami, z muśnięciem gruszek oraz wyraźnie ziołową nutą. Usta ładnie soczyste, tu pojawia się jeszcze pomarańczowa skórka oraz grejpfrutowa goryczka. Całość przyjemnie czysta i chłodna (czuć wpływ nieodległych Alp), mocno kwaskowa, ale też z przyjemną, wyczuwalną fakturą. Świetne to popijania solo, choć będzie też pasowało do szparagów, wiosennych sałatek, czy słodkowodnych ryb. Znakomite- (92/100).

Barbara Öhlzelt

Barbara zarządza malutką 5-hektarową posiadłością w austriackim regionie Kamptal. Wszystkie prace wykonuje ręcznie, a na etykietach swoich win umieściła wizerunek kozy – jak sama mówi jako symbol pokory i wdzięczności wobec Matki Natury. Siedlisko Kogelberg, z którego pochodzi próbowane przez nas wino jest położone na północy regionu, na obrzeżach miasteczka Zöbing. Dociera tu sporo chłodnych mas powietrza z północy, stąd zwykle wina z Kogelbergu są dość szczupłe, mocno mineralne, soczyste.

Barbara Öhlzelt Kogelberg Riesling Kamptal Reserve 2016 (100,90 zł)

Wino jest bardzo surowe, pachnące chłodnym kamieniem, rosą o poranku, wiosennymi ziołami (natka pietruszki, lubczyk). Do tego wyraźna jest w nim nuta mineralna, czy wręcz lawowa, charakterystyczna dla win z wulkanicznego podłoża, choć na Kogelbergu znajdziemy głównie mikę i amfibolit. Na języku mocno kwaskowe, szczupłe, strzeliste, poza delikatnymi tonami cytryn i papierówek praktycznie brak w nim owoców, ale nam taki ascetyczny styl bardzo odpowiada. Może jeszcze spokojnie poleżeć 2-3 lata. Znakomite- (92/100).


To by było na tyle, jeśli chodzi o nasze pierwsze (ale nie ostatnie w najbliższym czasie) spotkanie z winami od tego importera. Po tej skromnej selekcji możemy się tylko domyślać, że pozostaje nam w jego selekcji jeszcze wiele do odkrycia.