Cevapcici i Weingut Burg Ravensburg Lemberger z Lidla

By niedziela, Październik 29, 2017 0 , , , ,

Ostatnie kilka tygodni były dla nas bardzo intensywne. Dopiero dziś mieliśmy chwilę by odsapnąć i stanąć w kuchni „przed garami”. Może Was to śmieszyć, ale przygotowanie obiadu pozwala nam na chwilę nie myśleć o niczym innym i zwyczajnie się zrelaksować.

Co jedliśmy?

Za oknem świszczy orkan Grzegorz, więc organizm domaga się „konkretnego” dania. Wybór padł na bałkańskie klimaty, a dokładnie cevapcici, czy miejscową odmianę kotletów mielonych, które można spotkać pod różnymi nazwami w praktycznie wszystkich krajach tamtego regionu. Niestety, nie udało się nam dostać mielonej jagnięciny (taką wersję lubimy najbardziej), więc zadowoliliśmy się mieszanym mięsem wieprzowo-wołowym. Dodajemy to niego odrobinę mąki, posiekaną cebulę i czosnek, oraz doprawiamy do smaku przyprawami (warto wykorzystać mieszankę przypraw do kuchni bałkańskiej). Następnie formujemy z tak przygotowanej masy podłużne kotleciki i smażymy je na patelni. Mięso podaliśmy z pieczonymi ziemniakami i smażonymi na maśle malutkimi marchewkami.

Co piliśmy?

Mielone mięso nie wymaga ciężkiego, beczkowego wina. Nasz wybór padł więc na butelkę, którą wypatrzyliśmy w Lidlu – Weingut Burg Ravensburg Lemberger Alte Vogtei zu Ravensburg 2016 (34,99 zł). Ten pochodzący z Badenii producent niedawno prezentował swojego Rieslinga, który w swojej cenie był naprawdę dobrym zakupem.  Postanowiliśmy więc dać mu szansę również z czerwonym winem. Lemberger to nic innego jak znany bardziej pod austriacką nazwą i z tym krajem kojarzony Bläufrankisch. W Niemczech początkowo uprawiany był głównie w Wirtembergii, ale w ciągu ostatnich lat zyskuje na popularności również w innych regionach, w których tradycyjnie większą rolę odgrywają wina czerwone (jak właśnie w Badenii).

W pierwszej chwili pachnie intensywnymi nutami wiejskiego obejścia, ale po chwili wychodzi więcej kwaskowego owocu spod znaku wiśni. Na podniebieniu lekkie, nieco warzywne, ale przyjemnie soczyste. Nie jest to pozycja nadmiernie skomplikowana, ale urocza w swej bezpretensjonalnej rustykalności. Dobre.

Jak poszło?

W zasadzie lepiej niż się spodziewaliśmy próbując samego wina. Z jedzeniem nabrało ogłady, na wierzch wyszła soczysta owocowość, a jednocześnie nie zdominowało potrawy i okazało się idealną pozycją do codziennego, nieskomplikowanego obiadu.