Cantina Lunae – Liguria w najlepszym wydaniu

By środa, Wrzesień 28, 2016 1 , ,

Podczas naszych włoskich podróży odwiedzaliśmy różne typy winiarni. Zdarzają się wielcy producenci, podszyci komercyjną nutą. Na drugim biegunie znajdują się małe, rodzinne firmy, kultywujące uprawę winorośli z pokolenia na pokolenie, dla których fakt, że ktoś chce poznać ich historię, posłuchać opowieści o ich losach i spróbować ich win znaczy więcej niż karton sprzedanych butelek. Jest również cała rzesza winiarzy operujących pośrodku tych dwóch skrajności. Ale i tak żadna z poprzednich wizyt nie przygotowała nas na odwiedziny w Cantina Lunae.

Z jednej strony mamy bowiem producenta, który obok wina produkuje również świetną oliwę (no dobrze, to się jeszcze zdarza, przecież w Fèlsinie mieliśmy nawet degustację oliwy), ale do tego likiery, grappę, sprzedaje lokalne sery, miody, wędliny, oliwki, przyprawy, makarony. Ich wina można kupić w butelkach, ale można też zabrać ze sobą we własnych plastikowych, czy szklanych opakowaniach. Sama winiarnia to swoiste połączenie sklepu z winami i delikatesów. Z drugiej strony wita nas mega pozytywna i uśmiechnięta Debora (córka właścicieli), z kolorowymi włosami, wytatuowana, ale tak serdeczna, jakbyśmy byli jej dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Zwiedzając winiarnię opowiada nam o tym, jak jej ojciec pomaga miejscowym, starszym ludziom, dla których uprawianie winogron stanowi sens życia i którzy sprzedając owoce roku swojej pracy, mają w oczach łzy radości i dumy. Gdy zasiadamy do degustacji samych win, Debora co chwila przynosi nam kolejne smakołyki, a gdy kupujemy wina do domu, niemal drugie tyle butelek otrzymujemy od niej w prezencie.

Sama Cantina Lunae leży na granicy Ligurii z Toskanią, w regionie znanym pod nazwą Colli di Luni. Nazwa miejsca (po polsku brzmiąca bardzo poetycko – Księżycowe Wzgórza) i samego producenta pochodzi od rzymskiego portu, którego ruiny wciąż można odwiedzić będąc w okolicy. Winnice leżą na wzgórzach wciśniętych w wąski pas lądu pomiędzy wybrzeżem, a Alpami Apuańskimi (będącymi tak naprawdę częścią Apeniniów). Na winorośle oddziaływują więc zarówno masy powietrza wędrujące znad gór, jak i te przepływające od morza.

Posiadłość należy do rodziny Bosoni, która winami zajęła się w latach 60-tych XX wieku. Dziś posiada 55 hektarów upraw, a dodatkowo posiłkuje się owocami skupowanymi od wspominanych małych, lokalnych producentów (150 winiarzy posiadających dodatkowe 20 hektarów winorośli). Z uwagi na bliskość wybrzeża dominują białe odmiany, na czele ze świetnie sprawdzającym się w takich warunkach Vermentino. Od 2004 roku siedzibą producenta jest odnowiona stara farma, która oprócz centrum produkcyjnego wykorzystywana jest również jako muzeum prezentujące stare urządzenia służącego do uprawy winorośli, archiwalne zdjęcia i filmy.

Degustację rozpoczęliśmy od Marluna 2015. Mamy tu musujący kupaż Vermentino (60%) oraz Albaroli, Greco i Malvasii. Wino zostało wyprodukowane metodą Charmat, z drugą fermentacją przeprowadzaną w stalowych zbiornikach (w przeciwieństwie do win produkowanych metodą szampańską, gdzie druga fermentacja odbywa się w butelkach). W nosie słone, morskie, dość wyważone. Nie buchające feerią aromatów, a raczej skupione na swojej esencji. W ustach delikatnie owocowe, ładnie wytrawne, orzeźwiające. Idealnie pasujące do sałatek, czy delikatniejszych ryb. Bardzo dobre-.

_dsc5094

Następnie przyszła pora na już spokojne, białe mieszanki. W pierwszej nazwanej Leukotea 2015, mamy te same odmiany co w poprzedniej etykiecie. W nosie splatają się akcenty cytrusowe i kwiatowe. Usta soczyste, lekkie, niezbyt mocno skoncentrowane. Co prawda ma trochę zbyt mało ciała, ale nadrabia drgającą kwasowością i delikatnie słonawym posmakiem. Dobre+. W przypadku Fior di Luna 2015 na pierwszym planie mamy Albarolę (60%) uzupełnioną o Vermentino i Greco. Jest bardziej perfumowane, czujemy białe kwiaty oraz płatki róży. Ponownie brakuje koncentracji, a wino jest ostrzejrze, mocniejsze od poprzednika. Dobre.

Oczkiem w głowie Cantina Lunae jest Vermetino. Etichetta Grigia Vermentino 2015 pochodzi z krzewów o średnim wieku 35 lat. Po ręcznych zbiorach i delikatnym wyciśnięciu soku, fermentuje w stalowych zbiornikach i jest butelkowane w styczniu-lutym. W kieliszku bardzo aromatyczne, owocowe, tropikalne, z delikatnie kwiatowym tłem. Usta bardzo czyste, kwaskowe, lekkie. Proste wino, ale świetne jako aperitif i jako towarzysz lżejszych potraw. Dobre+. Wyższa etykieta Etichetta Nera Vermentino 2015 od poprzednika różni się tym, że winogrona pochodzą z najlepszych parceli, a sok jest macerowany na skórkach przez 48 godzin. Tu obok nut owocowych pojawiają się zioła, wino jest poważniejsze, zamiast owoców tropikalnych spotykamy gruszki i dojrzałe jabłka. W ustach mineralne, z dobrą kwasowością. W finiszu do głosu dochodzi dodatkowo słona, morska woda. Bardzo dobre.

_dsc5104Albarola to lokalna odmiana, w zasadzie nie spotykana poza Ligurią. Uważa się, że zwykle powstają z niej nieciekawe, neutralne wina, jednak Cantina Lunae udowadnia, że w dobrych rękach może dawać dobre efekty. Winogrona użyte do produkcji Albarola 2015 poddawane są 12-godzinnej maceracji na skórkach, a w dalszej kolejności wino trafia na kilka miesięcy do stalowych zbiorników. Pachnie jabłkami z dodatkiem ziół i odrobiny miodu. Usta bardzo szczupłe, skaliste, mineralne. Lekkie, ze świetnym poziomem kwasowości. Ciekawe, czyste i orzeźwiające. Bardzo dobre.

Cavagino 2015 to etykieta oznaczana przez Cantina Lunae jako cru, pochodząca z jednej winnicy zlokalizowanej na kamiennym podłożu, o południowo-wschodniej ekspozycji, na wysokości 150-200 metrów. Jest do czyste Vermentino, które przez dwa dni jest macerowane na skórkach, a następnie 40% wina przechodzi fermentację w barriques, zaś pozostała część dojrzewa w stalowych zbiornikach na osadzie. Akcenty beczkowe niestety wybijają się na pierwszy plan i przysłaniają owoc. Trochę lepiej jest w ustach, gdzie wino nieco się ożywia. Można byłoby potrzymać je rok-dwa na swojej półce, aby nuty beczkowe złagodniały, bo zarówno struktura i kwasowość pokazują, że ma potencjał. Dobre+.

Różowe wino, Mea Rosa 2015 powstało z Vermentino Nero. Mimo zbieżności nazw, wydaje się, że nie jest to bynajmniej czerwona mutacja Vermentino, a raczej odmiana mająca więcej wspólnego z Mourvèrdre. Nie jest to leciutkie, zwiewne rose, a wino poważniejsze, mające całkiem poważną strukturę i gęstość. Pachnie mocnym, wiśniowym owocem, ma w finiszu ciekawą goryczkę, choć trochę brakuje kwasowości. Sprawdzi się do ryb, ale i do dań z drobiu. Dobre+.

Przechodząc do czerwieni, rozpoczęliśmy od Circus 2015, ciekawego kupażu składającego się z odmian Massareta, Albarossa oraz Alicante. Pierwszy ze szczepów, według ostatnich badań może być krewniakiem Sangiovese, odznacza się ciemnym kolorem i mocnymi taninami, stąd zwykle używa się go do nadania winu lepszej struktury. Albarossa została natomiast stworzona w 1938 roku przez Giovanniego Dalmasso w Veneto. Sądził on, że krzyżuje Barberę z Nebbiolo, ale w rzeczywistości zamiast tego ostatniego użył starej odmiany z południa Francji – Chatus. Po winifikacji wino dojrzewa w stalowych zbiornikach przez kilka miesięcy. Jest pieprzne, ziołowe, ale i paprykowe. Stosunkowo proste, ale przy tym soczyście owocowe (maliny i czarne porzeczki). Brakuje mu zarówno kwasowości jak i tanin, ale ma w sobie za to bezpretensjonalną szczerość. Dobre+.

_dsc5202

Sangiovese (60%), Merlot (20%) oraz Pollera Nera (20%) to składniki Nicollò V 2012. Tu całość dojrzewa przez rok z barriques, a następnie jeszcze przez 6 miesięcy odpoczywa w butelkach. Pachnie znacznie bardziej intensywnie, słodko, owocowość jest delikatnie konfiturowa, wpada w nuty dojrzałych wiśni i śliwek. Ma ładną soczystość i koncentrację, choć brakuje mu tanin. Bardzo dobre-Horae 2012 przechodziło taką samą winifikację, choć różni się użytymi odmianami, bo tutaj Merlot oraz Pollera Nera uzupełnione zostały o Massaretę. Akcenty beczkowe są intensywne, choć bardzo ładnie wkomponowane w śliwkową, gęstą owocowość. Problemem (powtarzającym się we wszystkich czerwonych butelkach) jest niedostatek kwasowości i tanin w połączeniu z dużą koncentracją. Jednak za każdym razem widać dobrą rękę winemakera, bo solidność wykonania podbija ocenę wina na wyższy poziom. Bardzo dobre.

Cantina Lunae to miejsce wypełnione tysiącem pomysłów i świeżych, czasem zaskakujących koncepcji. Właściciele potrzebują jeszcze czasu, aby je wszystkie wcielić w życie, ale widać, że mają plan i konsekwencję, nie tracąc przy tym nic ze swojego autentycznego, rodzinnego charakteru i włoskiej wrażliwości. Nam to tętniące życiem i radością miejsce przypominało atmosferę, którą czujemy za każdym razem podczas odwiedzin w Winnym Garażu i trafiło od razu na listę naszych ukochanych miejscówek.

P.S. Cantina Lunae nie jest jeszcze importowana do Polski, choć producent jest otwarty na nawiązanie współpracy. Ceny win przy zakupie w winiarni dla detalu oscylują w granicach 8-12 eur.