Berlin – ciągle wracamy po więcej

By sobota, Wrzesień 1, 2018 0 , , , ,

Uwielbiamy Berlin…

Właściwie w tym zdaniu mieści się już wszystko, co myślimy o tej najbliższej naszemu sercu stolicy europejskiej. Jednak, blog rządzi się swoimi prawami i powinnam, ba! ja chcę to Wam uzasadnić. Berlin cyklicznie odwiedzamy kilka razy w roku, wcześniej wiązało się to też z kwestią naszych korzeni rodzinnych i bliskości do granicy z Niemcami, ale dziś kiedy poznaliśmy go już tak blisko, chcemy jeszcze więcej i każdy wyjazd daje nam olbrzymią przyjemność.

Na przełomie maja i czerwca, korzystając z „dłuższego weekendu” spakowaliśmy rowery i ponownie wybraliśmy się do naszych zachodnich sąsiadów. Najpierw odwiedziliśmy, a raczej przejechaliśmy rowerami Spreewald, o tym raju dla rowerzystów opowiem Wam przy innej okazji, bo szkoda jednego wpisu na wszystko. Skoro zabraliśmy już rowery, postanowiliśmy w Berlinie nie trzymać ich w hotelowym garażu, tylko wykorzystać możliwości jakie daje swobodne podróżowanie. I wiecie co? To był strzał w dziesiątkę, zaskakująca przygoda i bezcenne momenty. Jeszcze lepiej poznaliśmy miasto, okazało się, że ani piesza, ani samochodowa wyprawa nie dała nam takiej frajdy w poznawaniu zakamarków Berlina, jak właśnie rowery. Z własnej autopsji wiemy, że niemiecka precyzja i infrastruktura ścieżek rowerowych jest na najwyższym poziomie, ale mając doświadczenie z naszej polskiej stolicy, miło zaskoczyliśmy się (może to też kwestia szczęścia) szacunkiem kierowców do rowerzystów w Berlinie, trochę to też złudne, bo człowiek się rozleniwia i traci czujność na drodze. Niemniej wspaniale jeździło nam się tam rowerami i do dziś dobrze to wspominamy. Na pewno to powtórzymy.

Berlin znajdziecie już na naszym blogu we wpisie sprzed 2 lat – każde zdanie jest nadal aktualne i zapraszamy, jeśli chcecie poszperać w mini przewodniku po winebarach. Dziś jednak pojeździmy nieco szerzej, zjemy smacznie, ale oczywiście napijemy się też dobrego wina. Wracając do mojego zobowiązania, dlaczego tak lubimy Berlin:

  1. Wspomniana infrastruktura rowerowa. Dojechaliśmy wszędzie, gdzie chcieliśmy, dużo dzięki temu zwiedziliśmy, weekend sprzyjał też spokojem, pustymi ulicami, więc frajdy było co nie miara. Poruszaliśmy się szybciej niż samochodem, czy komunikacją miejską, więc mogliśmy dotrzeć w wiele ciekawych miejsc.
  2. Multikulti. Jak to dobrze, że są narody w Europie, które potrafią jeszcze szanować odmienne kultury, żyć obok siebie w zgodzie i mimo różnych zdań, respektować swoje odmienności – multikulti pojęcie już tak źle rozumiane w naszej ojczyźnie, to przymiotnik, który nierozłącznie kojarzy nam się z Berlinem. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że jak w większości miast również tu są dzielnice, które omijamy szerokim łukiem, ale wielokulturowość obecna jest w każdej z nich, a naturalny bieg życia sprawia, że po kilku godzinach człowiek tak integruje się ze społecznością, że każda różnica zanika. No więc wsiadamy na rowery i jedziemy jej poszukać. Zajedziemy najpierw do Markthalle Neun (Eisenbahnstraße 42/43, Kreuzberg) – taka typowa hala targowa zagospodarowana przez otwarte lokale, sklepy z winami, lokalnymi produktami, warzywniaki (choć odbywają się tu również festiwale winiarskie). Przegapiliśmy porę lunchu, więc postanowiliśmy poszukać czegoś smacznego właśnie w tym miejscu. Oczywiście dobrze trafiliśmy, klimat też nam się udzielił, więc po obiedzie, przysiedliśmy przed halą i z kawą w dłoniach poobserwowaliśmy kolorową ulicę.
  3. Berlin dopasuje się do Ciebie, Ty nie musisz do Berlina. Masz ochotę się „odstrzelić”, a może wdziałeś trampki i ogarnęła Cię ochota na jakieś freaky wine, może piwny festiwal wśród ceglanych budynków starej fabryki, a może piknikowy luz i róż? Nic się nie martw, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wystarczy, że będziesz sobą, jaki masz humor, takie jedzenie i picie. Miasto bez ograniczeń. My na rowerze, więc szukaliśmy po obiedzie winebaru z ogródkiem i bez spiny. Czary mary i lądujemy w Altrovino (Grimmstraße 17, Kreuzberg). Lokal bardzo przyjemny, ze sporą selekcją win i świetną obsługą. Najpierw pozwolili nam odpocząć przy wybranym przez nas kieliszku wina, a potem czarowali winami wsłuchując się w nasze preferencje. Bardzo miło spędziliśmy czas, okazało się nawet, że chłopak, który się do nas przysiadł jest z okolic włoskiego Breganze, z którego pochodzi Vespaiolo (rzadko spotykana biała odmiana uprawiana w Veneto), taki ot co patriotyzm na winnych półkach.
  4. Berlin ma najlepszy w Europie kebab. Gdzie go szukać? Dobry żart: wszędzie! Nie mamy odwagi by przyznawać jednemu miejscu pucharu pierwszeństwa, ale trafiliśmy na bardzo sympatyczne miejsce i z czystym sumieniem, możemy je polecić. Niech Was nie zwiedzie brak luksusu, to prosty lokal z małą powierzchnią, w którym mięso odcina się kilogramami w kilka sekund. Nagle wpada tu też turecki właściciel mercedesem klasy A zgarnia z kasy gotówkę i uśmiechem spogląda na rosnącą liczbę klientów. Nie róbcie sobie nic z tej kolejki, nawet jeśli jest 20 osób przed Tobą, to poczekasz góra 3 min, a zjesz 5 min później, taki ekspres. Pysznie i niezdrowo, dlatego polecamy – K’Ups Gemüsekebap (Kastanienallee 102, Prenzlauer Berg).
  5. Kultura picia wina wśród młodych i starszych. To to czego nadal brakuje nam nad Wisłą. Jeszcze nie potrafimy wykorzystywać możliwości delektowania się czasem nawet prostym, odświeżającym winem w winebarach na rogu ulicy, w patio kamienicy, w ogródku. Nie umawiamy się ze znajomymi na kieliszek wina, brakuje nadal w naszym kraju miejscówek, w których można przekąsić coś lekkiego, napić się czegoś, co lubimy i ruszyć w miasto. A niewielką  ilość istniejącą już miejsc, zwyczajnie nie doceniamy! Oczywiście bierzemy poprawkę na to, że Berlin to stolica kraju, w którym produkuję się mnóstwo świetnych butelek, więc dostępność sprawdzonych pozycji w atrakcyjnych cenach jest nieporównywalnie większa niż w Polsce, ale mimo wszystko nadal odstajemy zbyt znacząco. I wcale to nie kwestia możliwości finansowych, bo nie ma być to butelka droga, czy wyszukany rocznik. To tak naturalne, że aż trudno wytłumaczyć, dlaczego fajne. Bardzo lubimy ten klimat, więc już kolejnego dnia trafiliśmy popołudniem do: Weinladen Schmidt (Kollwitzstraße 50, Prenzlauer Berg). Kilka dni wcześniej z degustacją swoich win w tym lokalu gościł sam Clemens Busch, szkoda że się nie załapaliśmy, za to odbiliśmy to sobie relaksującą degustacją i ruszyliśmy dalej.
  6. Restauracje wszystkich kuchni świata. Już w Warszawie planując kolejny wypad do Berlina, zrobiliśmy sobie rezerwacje w Ottenthal Restaurant & Weinhandlung (Kantstraße 153, bliziutko Dworca Zoo). Miejsce, specjalizujące się w kuchni austriackiej, ma bardzo dobre opinie i chcieliśmy sprawdzić jego potencjał. To mała, bardzo przytulna restauracja, z XVII wiecznym klimatem i symboliką Wolfganga Amadeusa Mozarta. Pomysł z wcześniejszą rezerwacją był genialny, bo inaczej nie udałoby nam się znaleźć stolika. Kuchnia działa do 22:30, a obsługa jest elegancka i przemiła. Co najważniejsze jest smacznie, znajdziecie tu zarówno tradycyjne dania takie jak Wienerschnitzel, czy propozycje sezonowe jak wspaniały chłodnik ogórkowy, do tego rewelacyjną selekcję win z praktycznie wszystkich austriackich regionów, od czołowych producentów. My do naszych sznycli zdecydowaliśmy się na sprawdzone połączenie i zamówiliśmy Grüner Veltlinera od Weingut Prager, jednego z najlepszych przedstawicieli Wachau. Spędziliśmy wspaniale czas, rzeczywiście można poczuć się tu gościem a nie klientem, co jak widać jest doceniane przez wielu. Restauracja ma wyróżnienie Bib Gourmand Michelina, więc ceny nie są najniższe, ale warto spędzić tam wieczór. Innym razem obiad na luzie zjedliśmy w Namaste Indisches Restaurant (Pariser Str. 56, Wilmersdorf) – jeśli macie ochotę na indyjskie wariacje na talerzu, obsługę rodem z New Delhi, to zjecie tu smaczne, prawdziwie ostre dania! Polecić Wam możemy jeszcze jedną miejscówkę, którą odwiedziliśmy już kilka razy, stylizowany na francuskie bistro lokal Manzini (Ludwigkirchstraße 11, Wilmersdorf) – menu stanowi ciekawe połączenie kuchni francuskiej i niemieckiej. 
  7. Berlin żyje nocą. Doświadczyliśmy tego nie raz. Znowu powraca temat winebarów, pełnych młodych i starszych. Mamy swoje miejscówki, do których wracamy, szczególnie lubimy klimat miejsca Muret la Barba (Rosenthaler Str. 61, Prenzlauer Berg)gdzie możecie z właścicielami porozmawiać po włosku i angielsku, a także spróbować win z niemal każdego zakątka Półwyspu Apenińskiego. Co ciekawe, większości producentów zupełnie nie znamy w polskich półek, więc zawsze jest to dla nas okazja, aby poszerzyć horyzonty. Tym razem przysiedliśmy też w Baden im Wein (Schönhauser Allee 155, Prenzlauer Berg), nic specjalnego, ale w naszym już pieszym wieczornym spacerze miło było chwile przystanąć.
  8.  Nie samym winem Berlin stoi. Wiosna i lato sprzyjają festiwalom piwnym. W ogródkach, przy Sprewie, w starych fabrykach, przy uniwersytetach, w nowoczesnych i bardziej retro dzielnicach wszędzie znajdziecie okazję, by to dostrzec. Nikt nie ma problemu z podróżowaniem w metrze z piwem w ręku, jest to dozwolone i nie budzi żadnych kontrowersji. My oczywiście też lubimy dobre piwo, więc w ciepły, słoneczny dzień wspaniale jest przysiąść na chwilę i odświeżyć smaki przed następną podróżą.
  9. Berlin miasto kultury i sztuki. Nie jesteśmy w stanie opowiedzieć o wszystkich miejsca i atrakcjach, bo sami mamy jeszcze sporo do odkrycia. Jednego jesteśmy pewni na pewno nie będziecie się nudzić…
  10. Nasz ulubiony winny sklep. No i na koniec, gdy ktoś nas pyta, gdzie polecamy zakupy wina w Berlinie, zawsze podajemy naszą ulubioną miejscówkę – Wein&Glass (Prinzregentenstraße 2, Wilmersdorf). Lubimy to miejsce nie tylko ze względu na imponującą listę niemieckich win, ale i na bardzo kompetentną obsługę, która nie raz doradziła nam ciekawe butelki, czy ukryte perełki z portfolio znanych nam producentów.

Jeśli prześledzicie adresy polecanych przez nas miejsc, zorientujecie się że skoncentrowane są one wokół trzech regionów. I to właśnie najbardziej lubiane przez nas dzielnice Berlina – Prenzlauer Berg, Kreuzberg, Wilmersdorf. Ich selekcja doskonale pokazuje jak różnorodna jest stolica Niemiec. Od „zachodniego”, eleganckiego Wilmersdorfu, przez kolorowy, pełen graffiti, a czasem zwyczajnych bazgrołów, offfowy Kreuzberg, po drobnomieszczański w najlepszym tego słowa znaczeniu Prenzlauer Berg. My mimo, że znaleźliśmy już swoje ulubione miejsca, będziemy wracać po więcej – teraz i czas na Was!